Zamknięta w wieczności
opowiadania >




Zamknięta w wieczności, mam wszystko czego potrzebuje, nie musze się o nic martwic. Załatwiłam wszystkie niedokończone sprawy. Nie musze powstrzymywać łez, krzyk uwięziony znalazł punkt wyjścia. Nie zbyt poetycka w zielonych ogrodach pod płaczącymi wierzbami siedzę, gdy czas do domu iść o zachodzie słońca gdzie pomarańcz daje o sobie znać przez bezlistne gałązki drzew, droga żwirowaną gdzie skręcam w piaskową ścieżkę pod górę, idę. Krzewy jałowca po obu stronach przyprawiają mnie o dreszcze. Mroczne zakątki wśród iglastych drzew, ich rok wiec igiełki mają kolor miedzi. Przechodzę obok cmentarza, gdzieniegdzie stoją kamienne słupy słychać szelest w leśnym poszyciu, pełna obaw idę dalej. Suchy las gdzie ziemia jest koloru bursztynu poszyta dywanem z szyszek, widzę jeszcze ostanie promienie wieczornego słońca na letnim, jasnobłękitnym niebie. Przechodzę obok starej jabłonki na rozstaju dróg, przechodzę obok błotnistego oczka wodnego, serenady żab przyprawiają mnie o ból głowy. Piaszczystą drogą idę przed siebie po lewej stronie mam las sosnowy w który wbiega mały jelonek czymś spłoszony, widzę poruszenie szerszeni w gnieździe na starej ambonie. Po prawej pola owies, żyto, jęczmień i wieczorne cykanie świerszczy. Daleko od domu wychodzę na polanę na wielkiej żwirowni. Widok jest przepiękny choć po obu stronach stromego zbocza leżą puszki po piwie, butelki po alkoholach i stare opony, widzę tragiczny los samobójców, siadam na zboczu wpatrzona w horyzont i zastanawiam się jaką musieli zapłacić cenę by przezwyciężyć strach i doznać takiej ulgi a zarazem rozkoszy. Znikam, budzę się na jednej z miejskich ulic nocą. Choć godzina późna a wokół żywej duszy oprócz kotów w szarych zaułkach nie odczuwam strachu. Strużki krwi spływające do studzienek kanalizacyjnych dodają temu szaremu miejscu uroków, kontrastują z szarym blokowiskiem. Pomarańczowe latarnie sprawiają że kałuże wyglądają jak lusterka rozłożone na chodniku. Przeglądam się w czerwonych stróżkach i widzę taniec dwóch, na czarno ubranych postaci. Zaczynam bezwiednie płakać nie potrafię powstrzymać spływających po policzkach łez, plum jedna wpada do kałuży pod stopami i czas się zatrzymuje a świat oblała fala grozy z wikińskich cmentarzy gdzie średniowiecznej rzezi nie ma końca. Koronkowe sukienki, jeansowe spódniczki, bluzeczki z dekoltem, trójkołowce, rolki, wrotki, lalki, warkoczyki, wstążeczki i wymarzone wakacje z dzieciństwa. Mama, tata i ja w stworzonym przez rodziców złudzeniu. Kostium kąpielowy, błękitny z pieskiem i piekący, czerwony ślad na tylnej stronie nóg od rózgi. Spadający lód z patyczka, zapach grilla i kolejny ślad od oparzenia na reku. Miłości z dzieciństwa, karteczki w kształcie serduszek. Wieczory przesiadywane na ławkach przy boisku do siatkówki w krótkich spodenkach i podkoszulku. Dookoła kapsle od butelek po piwie i papierki po gumach do żucia by rodzice nie poczuli naszych wakacyjnych wybryków tylko ja inna nie przytykam butelki do ust a potem o zachodzie wsiadam na czerwonego składaka Wigry3 i jadę betonowa szeroka ulica główna. Spalona taśma i tylko jej swont wtedy pozostaje w pamięci. Miłości, fantazje gra w siatkówkę i wieczorne powroty pozostają zmytym w piaskowej burzy wspomnieniem.



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów