ZAPALNICZKA
opowiadania >



No tak. Ksiądz musi poświęcić te zgliszcza, bo inaczej będę się tak błąkać jak teraz przez całą wieczność!
- I myślisz, że ksiądz mi uwierzy, jak mu powiem: "A bo wiesz, księdzu, tak mnie taka jedna nieżyjąca prosiła, żeby ją ksiądz odwiedził!" Nie sądzisz, że to trochę głupio brzmi?
- Wymyśl coś! On ma tu po prostu przyjść, bo tylko ty wiesz, gdzie są moje szczątki!
- Spróbuję, ale niczego ci nie obiecuję!
- Dzięki!
- Jednego tylko nie rozumiem!
- Tylko jednego? - zadrwiła - To ty naprawdę jesteś jakimś fenomenem!
- Oj, przestań! - Artur stanął przed wejściem do dawnej piwnicy - Mogłabyś mi wyjaśnić, jak to się stało, że znaleźli całą twoją rodzinę, o ile oczywiście mówisz prawdę, a ciebie nie mogli?
- Ależ to przecież proste. - Agata wzruszyła ramionami - Szukali przecież pogorzelców w spalonym domu, a nie nastolatki z podciętym gardłem w piwnicy.
- Co?! - wykrzyknął i popatrzył na nią kolejny raz szukając oznak żartu na jej twarzy - Nie, no teraz to sobie w kulki ze mną lecisz!
- Absolutnie! - podeszła do niego, przechyliła głowę na bok i pokazała mu na swojej szyi bliznę ciągnącą się prawie od ucha do ucha i przy odrobinie dobrej woli można by było uznać ją za swego rodzaju naszyjnik - Teraz mi wierzysz? Mówiłam ci przecież o tym chorym psychicznie facecie, nie? On nigdy nie przepadał za moją rodziną, a za mną to już szczególnie. Nazywał nas wiedźmami, a mojego ojca diabłem. Nie wiem, dlaczego. Czemu mu tak odbiło. Cała wieś o tym wiedziała, bo ludzie nieraz słyszeli, jak wychodził przed dom i rzucał w naszą stronę wyzwiska i jakieś zaklęcia, które według niego odstraszały złe moce. Chcesz wiedzieć, jak to wszystko się odbyło?
W tym momencie Artur poczuł chłodniejszy powiew na twarzy. Przymknął na chwilę oczy i zasłonił je ręką, bo wiatr, który się nagle zerwał, niósł ze sobą tumany kurzu i sypał w twarz piaskiem. Kiedy je ponownie otworzył, był ciągle w tym samym miejscu, ale coś się zmieniło. Nie było zgliszczy, za to na ich miejscu stał niewielki domek. Na podwórku bawiło się dwoje dzieci w wieku sześciu-siedmiu lat. Po chwili z domu wyszła Agata. Podeszła do dzieci, coś im powiedziała, a one natychmiast pobiegły w kierunku studni i w stojącym obok niej wiaderku obmyły brudne od zabawy w piachu rączki. W drzwiach ukazała się postać kobiety, która zawołała wszystkich na obiad. Zza stodoły stojącej w pobliżu wyłonił się mężczyzna i skierował swe kroki do domu. Agata przeszła obok Artura, który wyciągnął rękę, chcąc ją zatrzymać. Jego ręka przeszła przez jej ciało, a ona nawet najmniejszym gestem nie dała poznać, że go w ogóle widzi.
I nagle zmieniło się otoczenie. Był w piwnicy, a obok niego Agata ustawiała na półce słoiki z marynatami. I nagle pojawił się nie wiadomo skąd jakiś obcy mężczyzna.
- Czarownica! - powiedział - A czarownice trzeba wytępić! - mówiąc to zamachnął się nożem. Jednocześnie złapał za włosy Agatę, która nie miała możliwości ucieczki w wąskiej piwniczce. To było tylko jedno cięcie, ale zadane w taki sposób, że wraz z tryskającą krwią wypływało też życie z leżącej na klepisku dziewczyny.
Wychodząc z piwnicy mężczyzna popchnął stempel podpierający jej prowizoryczny sufit, który runął z łoskotem. Zanim jednak zdążył się zawalić na Artura, ten znalazł się znowu w innym otoczeniu. Był teraz w domu, w którym dwoje wcześniej widzianych przez niego dzieciaków jadło wraz z rodzicami obiad. Lecz mimo tego, że był w środku, widział, co się dzieje na zewnątrz. W jego głowie pojawił się obraz owego mężczyzny, który blokował za pomocą drutu drzwi wejściowe i okna sobie tylko znanym sposobem. Po chwili pojawił się również zapach benzyny i Artur usłyszał cichy trzask zapałki.
A potem były już tylko płomienie, krzyki, płacz i swąd palonego mięsa...


- Panie doktorze, budzi się!
- Dziękuję, siostro. Hej, kolego! Obudź się! Otwórz oczy, słyszysz mnie?
Ktoś go szarpał za ramię, otwierał mu oczy i kazał odpowiadać. A jemu tak ciężko było odetchnąć głębiej! Każdy oddech palił płuca, jakby zamiast tlenu wciągał do płuc wrzątek. Po chwili mocowania się z własnym organizmem Artur otworzył oczy. Biel panująca dookoła sprawiła jednak, że musiał je znowu zamknąć, bo strasznie je raziła.
- Gdzie ja jestem? - wychrypiał.
- Witamy wśród żywych! - odezwał się jakiś głos przy jego łóżku - Już myśleliśmy, że z tego nie wyjdziesz! Twój ojciec był tu codziennie, a ty nic! Nawet z nim nie porozmawiałeś, tylko śpisz już od dwóch tygodni!
- Jak to od dwóch tygodni?! - Artur chciał natychmiast wstać z łóżka, ale ból w całym ciele kazał mu się z powrotem położyć - Dwa tygodnie?! Niemożliwe!
Wtem otworzyły się drzwi i do sali wszedł mężczyzna, który od panującej dookoła bieli odróżniał się ciemnym kolorem spodni i marynarki. Kiedy tylko zobaczył, że Artur jest przytomny, przyspieszył kroku i natychmiast znalazł się przy jego łóżku.
- Artur! Dzięki Bogu!
- Cześć, tato! - Arturowi nadal ciężko było mówić - Co się stało tak w ogóle? Jak się tutaj znalazłem? I skąd to? – mówiąc, podniósł z kołdry
- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-19 17:06:06, Ocena: 5.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów