Front cz.1/2
opowiadania >



0;">Auu! Co się stało?


Nie pamięta pan?


Zaraz. Wyjechały niemieckie czołgi…


Wraca pan do życia. Przy pańskiej armacie wybuchł pocisk. My byliśmy dalej i uratowaliśmy się.


A gdzie reszta chłopaków?


Mało kto został. Porucznik zginął, wielu naszych tu leży. Myśmy ledwie zdążyli się schować w piwnicy. Na szczęście Niemcy poszli dalej, nie zatrzymali się we wsi, nie szukali.


Łeb mnie rwie jak cholera! – Janek ponownie ścisnął dłońmi głowę. – Cholera, ale rwie! A hitlery pewnie poszli na Budziszyn, rozkazy ich gnają.


Wyciągniemy pana, obywatelu kapralu.


Janek dopiero teraz zauważył, że do pasa jest jeszcze zasypany ziemią. Żołnierze szybko go odkopali, pomogli wstać. Zachwiał się, ale zaraz wrócił do równowagi. Obejrzał się, pomacał po ciele; chyba nie miał żadnej rany, wojenne szczęście kolejny raz go nie opuściło. Ból głowy to pestka, minie.


Zasypało mnie? – bardziej stwierdził, niż zapytał. Jeszcze raz się rozglądnął i zobaczył swój hełm leżący kilka metrów dalej. Podniósł go i obejrzał – z boku widoczne było wgniecenie. Dobry druh żołnierza, zatrzymał odłamek, uratował mu życie. Otrzepał hełm z piasku i założył na głowę. Druha się nie zostawia, a i przykład niższym stopniem trzeba dawać.


Tak – odpowiedział szeregowiec. – Wpadł pan do okopu, ziemia przysypała. Chyba to obywatela kaprala uratowało, bo ledwie twarz wystawała, jak wróciliśmy. To esesmani nas zaatakowali, słyszeliśmy, jak dobijali naszych rannych. Mordercy!


Dużo czasu minęło?


Jak przeszli? Będzie z godzina, może dwie. Chowaliśmy się w piwnicy, aż wszyscy przejechali. Esesmani byli na transporterach, to i szybko poszli. Panience przenajświętszej możemy dziękować, że żyjemy.


Dobra, musimy stąd zmykać, do naszych się przedrzeć. – Janek przejął komendę jako najstarszy stopniem i doświadczony w wojaczce. – Pójdziemy lasami. Zobaczmy jeszcze, czy ktoś z naszych żyje.


W czwórkę szybko sprawdzili pobojowisko. Niestety, na stanowiskach swojej baterii nie znaleźli już nikogo żywego. Nie mogli ryzykować dłuższego pozostawania w tym miejscu, nie było czasu na pochowanie poległych towarzyszy broni. Zmówili tylko krótką modlitwę za dusze poległych i udali się w stronę pobliskiego lasu.


(cdn.)


-----------------


fragment nowo pisanej książki


- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów