Karuzela
opowiadania >



        Patrzę na karuzelę. Patrzę i słucham siedzącej obok mnie koleżanki, ale moje myśli niepokornie oddalają się. Już nie słucham, o czym mówi, i nie zważam na moje odpowiedzi.

       Patrzę na karuzelę i przypomina mi się rozmowa z Elą. Każde słowo, każdy gest. Siedziałyśmy jak co roku na tym samym kocu, pośród bujnie kwitnącej zieleni. Jednak zamiast plotkować o facetach czy narzekać na nasze rodziny rozmawiamy o życiu. I o śmierci.

       Tematy niezwykłe jak na rozmowę pomiędzy dwoma nastoletnimi dziewczętami. Jednak śmierć jest wpisana w koło naszych losów tak samo, jak narodziny. Gdy umiera starsza osoba, jesteśmy pełni żalu, ocieramy łzy z naszych oczu. Jest poczucie krzywdy, przeświadczenie, że jeszcze tyle czasu miało być przed nami, tyle nieskończonych rozmów, urwanych myśli, skrywanych żalów… Kiedy minie żal, cmentarna płyta nie wywołuje już naszych łez, a jedynie przywołuje wspomnienia.

      Miliony wspomnień. Dziadek rozdający wnukom orzechy. Babcia otwierająca sok malinowy… Dziadek czytający swoje zapiski przy suto zastawionym stole. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, jak bardzo będzie tego brak. Najprostsze, niedostrzegalne gołym okiem, niedoceniane gesty. Babcia całująca na powitanie. Dziadek częstujący dorosłych wiśniówką… dziadek, który przyniósł wnukom coca-colę i chrupki.

      Kiedy minie żal, pozostają wspomnienia. Poczucie, że dobrze wykorzystaliśmy dany czas, że w naszych kontaktach niczego nie zabrakło. I tak mieliśmy niesamowite szczęście, że całe dzieciństwo, okres dojrzewania i powolnego wchodzenia w dorosłość mogliśmy spędzić z NIMI.

       Gdy umiera młoda osoba, tego żalu nie ma czym przykryć. Nie da się go wymazać, usprawiedliwić, wytłumaczyć. Ten żal trwa w nas nieprzerwanie, mimo że minęło już tyle dni od śmierci.

       Nie zatrzymał się czas, nie pękło lusterku, nie spadła ramka z jej zdjęciem ze ściany. Tamtego wieczoru los nie dał żadnego, nawet najmniejszego sygnału, że ona odchodzi… Kim była? Nie chcę jej tu przedstawiać, nie wiem, czy tego życzyłaby sobie jej rodzina i bliscy. O tej pięknej, młodej i zdolnej dziewczynie napiszę bezosobowo. Nie mam odwagi dzwonić i pytać, czy jej rodzice by sobie tego życzyli. Nie ma we mnie tej butności, która kazałaby rozdrapywać świeże rany.  

       Tamtego, pamiętnego wieczoru, dokładnie miesiąc przed naszą pierwszą rozmową o tej tragedii, nic nie wskazywało, że dzieje się coś złego. Koło dziejów toczyło się swoim tempem, na krakowskim rynku spotykali i bawili się młodzi ludzie.

       Potrafisz to sobie wyobrazić? Idziesz z kimś do pubu, potem ten ktoś się źle czuje. Dzwoni po rodziców, mdleje. Wezwana karetka przyjeżdża na sygnale, oddajesz tą młodą, silną osobę w pewne dłonie specjalistów, a oni nie mogą nic zrobić… W jednej chwili śmiejesz się z nią, a w drugiej… w drugiej okazuje się, że jej już nie ma.

       Pamiętam moją idiotyczną reakcję, gdy Ela mi się zwierzyła. Co miałam powiedzieć? W chwilach, gdy dowiadujesz się, że siedemnastoletnia osoba umiera na serce, brakuje tchu. Słów też. Zdanie, które z siebie wydusiłam: młodzi ludzie nie umierają na serce… - nie było ani miłe, ani taktowne. Pomysłu na słowa współczucia tez zabrakło. Nie od dziś „serdeczne kondolencje” czy „szczere wyrazy współczucia” kojarzą mi się bardziej ze sztuczną, kinową przestrzenią niż z autentycznym żalem. Nawet: „przykro mi” zabrzmiałoby głupio, więc wybrałam najgorszą ze wszystkich wersji i wlepiłam oczy w chodnik.

       Potem wiele rozmów oscylowało wokół tego tematu. Analizowałyśmy po kolei, każdą minutę tamtego wieczoru. W telewizji leciał jakiś nudny, głupi film, chyba nieudana komedia.  Gdybym wiedziała, że dwie ulice dalej ją reanimują. Że ona umiera…Gdybym wyszła na spacer… Na gadu wisiał wesoły opis przyjaciółki, dzień powoli przeistaczał się w noc. Potem nadszedł nie zwiastujący niczego złego letni poranek. I telefon koleżanki, po którym już nic nie miało być takie, jak wcześniej.

       Niejeden mówi, że ludzie przeczuwają, że odejdą. Podświadomie czuja zbliżającą się śmierć i mimowolnie porządkują swoje sprawy. Coś w tym jest. Kilka dni wcześniej dostałam od niej sms: „[…] nie wiem właściwie po co Ci to wszystko pisze, przecież jak się spotkamy, to ci opowiem.”  Gdyby ktoś powiedział, że to ostatni sygnał od przyjaciółki, wyśmiałaby go. Zlekceważyłaby, ponieważ trudno uwierzyć w wydarzenia tamtego wieczoru. Skrzyżowanie, na którym była reanimowana, przekraczały tysiące razy. Spędziły razem niezliczone godziny w szkole, razem czuwały i bawiły się przez wiele nocy. Miała być wspólna nauka do matury, wspólne wakacje, planowały zamieszkać w jednym mieście. Każdy przedmiot i każda osoba przypomina o przyjaciółce. Pozostało tyle nierozwiązanych tajemnic, tyle nie zamkniętych spraw... W moim pokoju lezą jej rzeczy. Jej kolczyki. Kiedyś patrzyłam na nie i zastanawiałam się, kiedy je oddam. I potem… zrozumiałam, że już nigdy nie oddam, bo… jej już nie ma.

       I zdanie, które wryło mi się bardzo głęboko w pamięć. Chciałabym wiedzieć, jak jest w Niebie. Bo że ona tam się znajduje, to nie mam wątpliwości. Ale jak tam jest…Dla mnie ma bardzo ponadczasowe znaczenie; bardzo rzadko zdarza się w dzisiejszym czasie, żeby ktoś tak otwarcie przyznawał się do wiary w Boga. Myślę, że powinnam je sobie gdzieś zapisać, żeby mieć kolejny „namacalny dowód” na istnienie Stwórcy. Ja potrzebują takich świadectw, karmię się nimi, kiedy chcę wrócić na ścieżkę wiary.

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
sawiolka Linia koment
Dodany:2009-02-19 13:15:38, Ocena: 6.0
bardzo ładne....:) daje 6:)
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów