Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18)
opowiadania >



naskoczył na niego.

– Co ty tu do cholery robisz?


– Szukam cię.


– Po jaką cholerę? – zapytał zaskoczony mężczyzna.


– Musimy pogadać – odparł Don spokojnie, wskazując białą altanę na środku jeziorka.


Matt prychnął, omijając go szerokim łukiem i całkowicie lekceważąc go.


– Nie, nie musimy!


Dan błyskawicznie stanął mu na drodze.


– Owszem musimy i porozmawiamy. – Oświadczył tonem nie znoszącym sprzeciwu, niezrażony piorunującym spojrzeniem swojego przeciwnika. – Możesz iść dobrowolnie i poświęcić mi kilka minut swojego cennego czasu, a możemy to zrobić trudniejszym sposobem… – powiedział pochylając się niebezpiecznie blisko twarzy Matta. – …ale wtedy będziesz musiał sobie wywalczyć drogę po moim ciele… Wierz mi. Nie mam nic przeciwko temu.


Praktycznie parsknął śmiechem widząc jak Matt odskoczył jak oparzony. Jego podejrzenia nabierały coraz głębszego sensu. Miał zamiar użyć każdego triku jaki tylko znał, aby wymusić na Matt’cie współpracę.


Wściekły biegacz przeczesał spocone włosy dłonią, krzywiąc się, kiedy otarcia spowodowane upadkiem zapiekły go. Jego ciało gwałtownie stygło i jego rozgrzane biegiem mięśnie protestowały. Zdawał sobie jednak sprawę, że Don był zdeterminowany, i rozmowa której się śmiertelnie obawiał miała odbyć się o jakieś sto lat za wcześnie. Nie był na nią gotów i nigdy nie będzie.


Słowa Kyla buzowały jednak w jego głowie nie opuszczając go ani na krok.


Czy faktycznie chciał być wrednym palantem resztę swojego życia?


Powstrzymał się, aby nie zdzielić przystojnej twarzy rozciągniętej w triumfalnym uśmiechu, kiedy mijał zadowolonego z jego kapitulacji mężczyznę i ruszył do altanki. Nie chciał ryzykować, że ściągną na siebie niepotrzebną uwagę. Ażurowe plecionki boków wcale nie zapewniały prywatności, ale Matt wcale nie był pewien czy chciałby znaleźć się z Donatello sam na sam, odcięty od świata.


Raptownie stał się świadom otaczającego go mroku, zbyt głośnego nagle cykania świerszczy, intensywnego zapachu wody i klaustrofobicznie małej altanki. Ledwie stanął na jej środku, a już miał ochotę z niej wybiec. Don jednak nie dał mu takiej możliwości, bo stanął w wąskim wejściu i zdecydowany był go nie wypuścić dopóki nie porozmawiają. Matt cieszył się, że zaledwie mogą się dostrzec w zapadających ciemnościach. Potarł ramiona w nerwowym geście, ale miał nadzieję, że jego towarzysz pomyśli, że zimno mu po biegu. W pobliżu wody zawsze było chłodniej.


– Masz – Don jednym szybkim ruchem odwiązał bluzę i podał mu ją, wcale nie zdziwiony, że mężczyzna nie chciał jej jednak przyjąć.


– Nie potrzebuję. Wystarczy, że się będziesz streszczał i będę mógł wrócić do domu – stwierdził zimno. Don syknął niezadowolony, robiąc krok w jego stronę.


– Czy choć raz nie możesz się nie sprzeczać i zrobić to, o co cię proszę? – warknął w twarz zaskoczonego Matta. – Zabiłoby cię, gdybyś choć raz zachował się przyjaźnie?


Matt nie był w stanie odpowiedzieć. Wyszarpnął za to bluzę z jego rąk i włożył na siebie dwoma impulsywnymi, wzburzonymi ruchami z głośnym zgrzytem zapinając zamek. Zapach Donatello, świeży i piżmowy, z miejsca uderzył mu do głowy i otulił jak rozgrzana ciepłem ciała właściciela materia. Musiał zrobić krok wstecz, oblizując nagle suche usta, aby zwiększyć między nimi fizyczny i psychiczny dystans.


Wiedział, po prostu wiedział, że to był zły pomysł.


Donatello uśmiechnął się łagodnie, ale pozwolił mu zachować tą niewielką odległość. Nie chciał go całkiem zniechęcić, tylko oswoić.


– Dobra o czym chcesz gadać? – zapytał Matt starając się zachować spokój. Obiecał sobie, że zachowa się jak dorosły, rozsądny mężczyzna, którym był. Bo był, prawda?


– O nas. To proste.


Niby prosto brzmiało, ale dla Matta nie było proste nawet w najmniejszym stopniu. Nie chciał słyszeć co Don miał do powiedzenia, a mimo to, czekał na kolejne słowa obserwując przyglądającego mu się mężczyznę.


– Tak dłużej nie może być – Don kontynuował cicho. – Ja nie wyjadę. Nie mogę, nawet gdybym chciał, a nie jestem wcale pewien czy chcę. Moja matka jeszcze przez jakiś czas mnie potrzebuje. Zaledwie kilka miesięcy minęło od śmierci mojego ojca. Nie mogę jej zostawić, mimo że ma teraz przy swoim boku ciotkę. Zresztą co bym jej powiedział? – Matt drgnął słysząc gorycz w głosie swojego towarzysza, ale nie zdołał nic wtrącić, bo Donatello pokręcił głową nadal mówiąc. – Zobowiązałem się do zamieszkania z Kylem i Bryanem, bo żadnego z nas nie stać na wynajem tego domu indywidualnie. W domu ciotki nie ma dla mnie miejsca, więc i tak muszę się wyprowadzić. Kyle rozważał zrezygnowanie z przeprowadzki, ale teraz czuje się zobowiązany w stosunku do mnie. Wszyscy trzej stoimy przed dylematem, nie wiedząc co robić i nie chcąc cię urazić…


– Nie rozumiem, o co to zamieszanie – Matt wtrącił w końcu. Nie podobało mu się to, że wina jakimś cudem spadła na niego, skoro to oni kombinowali za jego plecami. – Czym się przejmujecie? Z tego co się orientuję to wasze plany są już sfinalizowane, a wy macie wszystko ustalone! Co ja mam z tym wspólnego?


– Bo nam zależy na tobie! – zawołał Don z irytacją. Owijanie w bawełnę jeszcze nigdy nie przyniosło nic dobrego, a on nie miał ani ochoty, ani siły się bawić. Okrągłe z zaskoczenia brązowe oczy były komiczne. – Tak właśnie jest. Co tak się na mnie gapisz? Nam wszystkim zależy na tobie, ale ty zachowujesz się jak nadęty palant. Rozumiem, że nie chcesz mieć ze mną nic do czynienia, co też jest bardzo zastanawiające. Nie rozumiem jednak dlaczego traktujesz nagle Kyla jak obcego? Karzesz go za przyjaźń ze mną?


– Bredzisz! – zaprzeczył Matt spinając się wewnętrznie. Może faktycznie swoją frustrację odbijał na swoim przyjacielu i bracie, ale z całą pewnością nie zamierzał się do tego przyznać.


– Rozwalasz swoją przyjaźń, zdajesz sobie z tego sprawę? – Don zignorował go całkowicie i nadal napierał. – I wygląda na to, że robisz to ze strachu przede mną! – oświadczył arogancko. Mógł zgadywać, w końcu trafi.


Nie spodziewał się jednak ataku. Dopiero kiedy poczuł jak jego plecy uderzają o filar altanki, odbierając mu dech, zareagował przytrzymując atakującego go wściekłego mężczyznę.


Matt miał ochotę go zabić. Chciał wepchnąć mu te słowa z powrotem do gardła wraz z tymi ślicznymi ząbkami. Zamiast jednak zdzielić przystojną twarz tuż przed sobą, syknął z trudem nad sobą panując.


– Nie boję się ciebie i nie wiem skąd ten poroniony pomysł zrodził się w twojej głowie.


– I to pewnie dlatego, że nic do mnie nie czujesz,

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów