Olaf i Dionizy, czyli historia pewnej umowy
opowiadania >



- O twojej twórczości tak naprawdę. I o tym, co możesz z nią, czy też dzięki niej, zrobić.


- Tak? A skąd w ogóle pomysł, że ja coś tworzę?


- Myślisz, że znalazłem się tu przypadkiem? Mam swoje dojścia. Poza tym, właśnie masz otwartego Worda i nie wygląda mi to na notatki.


- No dobra…


Dyskusja przybierała coraz bardziej niebezpieczny według Olafa obrót. W końcu można się serio przestraszyć, kiedy jakiś dziwny typ nagle pokazuje się na środku pokoju i to jeszcze najwyraźniej całkiem nieźle poinformowany. To pachniało (poza lasem) jakimś grubszym przekrętem. Zaczął zastanawiać się, czy to przypadkiem znajomi nie postanowili mu wykręcić jakiś głupi numer. Szybko jednak zrezygnował z tych podejrzeń, w końcu nie miał tak wielu znajomych, a ci co ich miał to raczej nie wykazaliby się względem niego aż taką inwencją. Ciągle pozostawało robić dobrą minę do złej gry…


- Nie ważne. Wiem, że piszesz. Poza innymi rzeczami wiem też, że nawet znośnie ci to wychodzi. Dlatego właśnie przyszedłem zaproponować ci… współpracę.


- Taaak? A na czym miałaby polegać?


Pod pewnymi względami Olaf nie różnił się od większości domorosłych, aspirujących pisarzyn od siedmiu boleści. Każda wzmianka o współpracy od razu kojarzyła mu się z wydawaniem książek, sławą i szerokim strumieniem szmalcu z tego płynącym. Faun najwyraźniej był świadom tego, że temat może zainteresować jego rozmówcę, dlatego uśmiechnął się półgębkiem i kontynuował.


- Wiesz, nie przyszedłem do ciebie tylko w swoim imieniu. Tłumacząc ci to tak, żebyś zrozumiał, można powiedzieć, że reprezentuję szeroką koalicję stworzeń czujących się pokrzywdzonymi przez rozrost ludzkiej cywilizacji. W związku z tym proponujemy ci, żebyś podjął tę tematykę w swoim pisaniu. Uciśniona mniejszość, krwiożerczy najeźdźcy niszczący piękną naturę, tego typu rzeczy. Jeśli się zgodzisz, ze swej strony obiecujemy sprowadzać na ciebie dobre natchnienie, spotykać się z tobą, żeby dostarczać ci tematów i materiałów. Generalnie pilnować, żebyś ciągle dobrze pisał i miał o czym to robić.


- Czekaj, czekaj… Czyli że co? Kogo więc reprezentujesz? Mówisz tak, jakby to miały być jakieś rusałki, elfy, wróżki i skrzaty.


- Elfy z nami nie współpracują. Uważają, że same sobie poradzą. Natomiast co do reszty masz w ogólnym zarysie rację. Z tym, że jest nas trochę więcej. Jeszcze chociażby centaury.


Powaga z jaką Dionizy odpowiedział na jego ironiczne w sumie pytanie na dłuższą chwilę odebrała Olafowi mowę. Zupełnie nie wiedział, co powinien odpowiedzieć. Korzystając z okazji, faun postanowił dobić i tak już zupełnie zagubionego chłopaka.


- Rozumiem, że trudno ci w to wszystko uwierzyć, ale może niech pewnym drobnym argumentem na poparcie moich słów niech będzie to, co tworzyłeś kiedy cię odwiedziłem. Chyba nigdy do tej pory nie pisałeś niczego o naturze, prawda? I chyba zgodzisz się ze mną, że trudno sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem tak sprawnie szło ci układanie opowieści?


Zamierzony efekt został osiągnięty. Pobladły Olaf powoli spojrzał na monitor swojego komputera. Nie musiał tego jednak robić. Doskonale wiedział, że tamten ma stuprocentową rację.


- Chcesz powiedzieć, że to twoja sprawka?


- Bardziej mojej znajomej rusałki. Ona ma za zadanie wspierać cię w kwestii natchnienia. Ja mam być od bardziej… technicznych aspektów. Rusałki lepiej sobie radzą w tak subtelnych rodzajach magii. Na marginesie dodam, że bardzo lubią leśne rzeczki. Dobrze ci się pisało o tym strumyku, nie?


W głowie Olafa panował tak kompletny chaos, że zupełnie nie wiedział co powiedzieć. W jednej chwili siedział sobie spokojnie, zajęty maltretowaniem wysłużonych klawiszy, co miało stanowić jakąś odskocznię od otaczającej go rzeczywistości, a w drugiej owa rzeczywistość przylała mu zupełnie zaskakującym podbródkowym tylko po to, by złapać go w locie ku glebie i z uśmiechem podać chusteczkę do otarcia krwi z przeciętej wargi. Problem polegał tylko na tym, że nie mógł być do końca pewny, czy ten kawałek szmatki nie jest nasączony chloroformem. Odzyskując powoli zdolność logicznego myślenia, począł rozważać gorączkowo wszystkie aspekty sytuacji, które przychodziły mu do głowy. Ciągle nie mógł uwierzyć, że faktycznie ma do czynienia z bajkowymi stworami, które postanowiły się upomnieć o swoje prawa. Już prędzej dopuściłby możliwość, że to jakaś mafia, terroryści albo rząd z zupełnie niezrozumiałych przyczyn postanowili na nim coś przetestować. Pewnie jakiś nowy narkotyk. Kogo tak rzeczywiście reprezentował „faun Dionizy” nie miało jednak w chwili obecnej większego znaczenia. Olaf naoglądał się zbyt wielu filmów sensacyjnych by nie wiedzieć, że jeśli odmówi „współpracy”, to prawdopodobnie będzie to jego ostatnia decyzja w życiu. Nie dość, że nikt z potencjalnych oferentów nie lubił zapewne dostawać kosza, to jeszcze pozostawianie kogoś świadomego, że odbywają się jakieś machinacje nie było zbyt bezpieczne z punktu widzenia tajemniczej organizacji. Z drugiej strony, jeśli faktycznie choć część z tego, co wlaśnie usłyszał była prawdą, to ma szansę na całkiem klawe możliwości. W końcu faktycznie chciał zostać pisarzem, a nie miał złudzeń jak trudno się wybić.

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów