Olaf i Dionizy, czyli historia pewnej umowy
opowiadania >



rusałki, fauny? Skąd pomysł, by uczynić je swoimi bohaterami?


- Tak też sądziłem, że nie uniknę odpowiedzi na to pytanie. Mogę jednak powiedzieć pani tylko to, co już wcześniej mówiłem wiele razy. Uważam, że są świetną metaforą. Poprzez zastanowienie się nad nimi i tym, jak czułyby się w naszym dzisiejszym świecie możemy spojrzeć na to, co z nim uczyniliśmy. Zanieczyściliśmy powietrze, wycięliśmy lasy, zajęliśmy tak wiele przestrzeni, dyskryminujemy siebie nawzajem bo jednych jest więcej a innych mniej. Moja twórczość to próba postawienia sobie pytania o to, dlaczego tak się stało i co możemy zrobić, żeby odwrócić ten strasznie niebezpieczny proces prowadzący nas prosto ku samo destrukcji. A poza tym, może te wszystkie baśnie mówiły prawdę i elfy naprawdę istnieją?


- Rzeczywiście, nie dał się pan sprowokować. Ale myślę, że to o czym pan mówi jest niezwykle ważne. Dziękuję za rozmowę. Moim i państwa gościem był Olaf Miecznicki. A my wracamy po przerwie.



**


Dom był bardzo spory. Nawet za bardzo jak na potrzeby kawalera w średnim wieku. Jednak kawaler ten miał więcej pieniędzy niż pomysłów na ich wydawanie. Duży dom był sposobem równie dobrym jak każdy inny.


Siedział teraz ów mężczyzna w fotelu stojącym przed kominkiem wystarczających gabarytów, by nie czuł się pokrzywdzony w stosunku do budynku. Oczywiście, gdyby kominki mogły czuć. W dłoni Olafa znajdowała się szklanka whisky do połowy pusta, bo pierwszą połowę jej objętości zdążył już wypić. On tez znajdował się w tym miejscu jakby w połowie, bo nieobecne spojrzenie sugerowało, że myślami jest gdzieś bardzo daleko. Może przy jakiejś wymarzonej drugiej połówce, której jakoś nigdy nie udało mu się spotkać w czasie swojego intensywnego życia. A może spotkać się udało, tylko zauważyć już niekoniecznie? Właściwie było to już bezprzedmiotowe rozmyślanie, więc zajął się tą połówką, którą miał. Połówką whisky.


Za sobą usłyszał nagle kroki, stłumione przez gruby dywan leżący na podłodze w salonie. Zacisnął mocniej zęby, zbierając się w sobie by wstać i odwrócić się do tego, kogo spodziewał się zobaczyć. A później, by powiedzieć mu to, co kiełkowało w głowie pisarza od pewnego już czasu. W końcu wygrał z grawitacją.


- Witaj, Dionizy.


- Dobry wieczór, Olafie. Jak się czujesz? Dość dawno nic od ciebie nie dostaliśmy.


Jeśli czegoś Olaf się nauczył przez te wszystkie lata, to tego, że faun nigdy nie owijał w bawełnę ani się nie rozwlekał. Zawsze przechodził od razu do sprawy, z którą się zjawił.


- Wiem, że nie dostaliście, bo nic nie napisałem. Co więcej, nic już nie napiszę. Cieszę się, że się dziś zjawiłeś, bo od jakiegoś czasu chciałem ci to już powiedzieć. Nie mam już siły. Chcę spróbować w życiu czegoś innego, a nie tylko ślęczeć nad kolejnymi książkami. Już nie mogę. Dobija mnie to.


- Nie mogę powiedzieć, żebym był zaskoczony. Spodziewaliśmy się czegoś podobnego już od jakiegoś czasu. Ale nie przyszedłem do ciebie, żeby cię przekonywać i na siłę zmuszać do tworzenia. Nic z tych rzeczy. Wręcz odwrotnie. Celem mojej dzisiejszej wizyty było powiedzenie ci, że już nie będziemy potrzebowali twoich usług. Dziękuję ci za wszystko w imieniu całej naszej społeczności. Dzięki tobie nie byłoby możliwe, to co osiągnęliśmy.


Słowa Dionizego poraziły Olafa. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że koniec dotychczasowego życia będzie wyglądał w ten sposób. Przez te dwadzieścia z hakiem lat przyzwyczaił się do myśli, że jest tym stworzeniom niezbędny, że jest kimś w rodzaju ich rzecznika, łącznika z „realnym” światem, bez którego byliby skazani na zagładę. A tu nagle faun w chłodnych i opanowanych słowach komunikuje mu, że „nie potrzebują już jego usług”. Spodziewał się zaskoczenia, paniki, błagań, przekonywań i nie wiadomo czego (a szczerze mówiąc nawet na nie liczył, jako że wykształcił w sobie dość sporo próżności), a dostał tylko pełną rezerwy obojętność.


- I… to tyle? Co niby osiągnęliście?


- Tak, to tyle. A to, że twoje książki znajdują się na każdym kontynencie, w prawie każdym państwie, w większości miast, czyli niemal na całym świecie.


- A po co wam to było…?


Olaf zupełnie nie wiedział co się dzieje. To już nie był ten sam ironiczny, nieco złośliwy, ale w gruncie rzeczy miły faun. Teraz stal przed nim Faun. Rysy jego twarzy jakby jeszcze się pogłębiły na skutek cieni rzucanych przez ogień w kominku. Spojrzenie iskrzyło nie gorzej od przewracających się właśnie bierwion. Przestał się garbić jak robił to do tej pory i nagle okazało się, że jest znacznie wyższy. Jego postać rzucała długi cień kładący się mrocznie na prawie całej długości salonu… A najgorszy był grymas rozlewający się mu po obliczu w miarę jak wypowiadał kolejne słowa.


- Ty naprawdę nic nie podejrzewałeś przez te wszystkie lata? Niczego się nie domyślałeś, nic nie wydawało ci się podejrzane? Serio jesteś aż tak głupi? Chyba nie uwierzyłeś w to, że naszym jedynym celem jest wciskanie ludziom tych ckliwych bajeczek

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów