Świat Kevina cz.III
opowiadania >



czasem i gubił w tym wszystkim- wierzył jednak, że znajdzie w tym wszystkim zagubiony sens życia jak Rycerze Okrągłego Stołu mieli odnaleźć Świętego Graala. Pisał dzień i noc, zalewał się kawą, pił też co nieco mocniejszych trunków, palił mocne papierosy- wierzył, że wtedy widzi się więcej, że wtedy można lepiej czy nawet najlepiej wyrazić to co siedzi gdzieś po czaszką czy ukrywa się gdzieś w trzewiach. Mijały kolejne dni-pisał, ale sensu życia wciąż nie odnajdywał- nie było go w samym pisaniu, nie było go w tym co pisał- czytał też różne książki- ale i w nich sens chował się gdzieś między przewracanymi kartkami, gdzieś między poszczególnymi wersami. To była niedziela wieczór- Kevin był już mocno zmęczony, zagubiony i zawiedziony- pomimo mocnego parcia do przodu, to czego szukał nie pojawiało się- nie wisiało nowe i cudne na tym zardzewiałym słowie honoru, nie rozświetlało jego gabinetu jak nagłe pojawienie się Archanioła Gabriela, nie wypełniało pustego naczynia zbawienną cieczą jak bukłak zagubionego na pustyni- Kevin czuł się oszukany przez samego siebie- zemdlał potrącając segment z którego spadła cenna pamiątka po matce- mały, śliczny wazonik zakupiony przez nią na giełdzie staroci. Ile Kevin leżał na podłodze z rozciętą głową- trudno określić- czas w tym przypadku staje się nad wyraz względny i mało ważny- faktem jest, że ocknął się dopiero po namolnym dźwięku telefonu- może to dzwonił zagubiony sens życia z wiadomością, że już jest w drodze a może to z firmy dzwonili, że niestety musi skrócić swój urlop- prawa rynku i konkurencji są bezlitosne. Kevin podniósł się niedbale, rozmasowując obolałą głowę, szybko też zauważył rozbitą pamiątkę po matce- ona wierzyła, że jest to prawdziwy antyk, on jednak dowiedział się już po jej śmierci, że wazonik nie przedstawia zbyt dużej wartości, z wyjątkiem tej sentymentalnej dla niego. Teraz ten mały wazonik leżał w postaci skorup na powierzchni z dawien dawna nieodkurzanego dywanu a wśród nich spoczywała mała poszarzała karteczka zwinięta w rulon. Kevin pomimo bólu i pomroczności spowodowanej omdleniem i upadkiem, rozwinął rulonik i odczytał słowa napisane drobnym druczkiem- słowa te były jak nagły atak gradu w lecie na środku wielkiego pola ziemniaków - jego zmęczona głowa nie mogła przyjąć takiego szoku informacyjnego- szok był większy od szoku przeciętnego uczciwego Amerykanina po zamachu na Kennedy;ego. W jednej chwili jego cały świat, mocno już nadwątlony i pozbawiony słońca, uległ ostatecznej zagładzie- słowa z małego wazonika wywracały całe jego życie do góry kopytami. Matka Kevina była osobą wierzącą w przeznaczenie, przypadek w życiu odrzucała jak najgorszą herezję i to przeznaczenie powiedziało jej, aby ważną dla syna wiadomość- kto jest jego ojcem- zapisać i ukryć w małym, niepozornym wazoniku i tylko przeznaczenie miało sprawić, że on kiedyś byćmoże do niego zajrzy, albo rozbije przypadkiem. I teraz, kiedy był gdzieś na rozdrożu i szukał sensu życia- przeznaczenie jak chciała matka, a może przypadek- sprawił, że dowiedział się nagle i niespodziewanie prawdy o swoim ojcu. Matka Kevina została sztucznie zapłodniona nasieniem z banku spermy- jego ojcem był jakiś znany pisarz czy aktor- sama dokładnie nie wiedziała- wtedy gdy była jeszcze dość młoda, pisarz albo aktor był dla niej kimś- kimś szczególnym, kimś ponad zwykłych śmiertelników, kimś kto dotykał stóp Boga. Z biegiem czasu jednak, jej zdanie o artystach ulegało poważnej erozji, jedna z jej przyjaciółek była żoną aktora a ten okazał się kimś zupełnie innym niż role przez niego grane, świat przestał być dla niej tak czarno-biały jak dotąd, a zyskał wiele odcieni szarości, bała się też, że jej syn- oczko w głowie- może stać się podobny- pewny siebie, zarozumiały, przedmiotowo traktujący ludzi, wyniosły- czyli ktoś, kogo by sobie absolutnie nie życzyła. Kevin wiedział teraz skąd u matki takie dziwne zachowania i jej ogromna niechęć w stosunku do jego pasji aktorskiej, pomyślał nawet, że to za jej wstawiennictwem nie dostał się do szkoły aktorskiej- świat wirował mu jak świeże truskawki w mikserze, bryzgał po ścianach pokoju resztkami krwi z tętnic- umierał do cna w jego oczach -Kevin nie wiedział w tej chwili już nic, był skołowany jak przysłowiowy już 'sanacyjny chłop'. W tej chwili nie interesowało go- czemu matka nie poznała żadnego konkretnego faceta? może przeżyła jakiś wyjątkowo toksyczny związek, z którego wyszła ledwo żywa? a może coś co pozostawało poza jego poznaniem w tej chwili. Nowy sens życia wyrastał mu przed oczyma kilkakrotnie szybciej niż rosną szuwary przy brzegu- teraz wiedział niby bardziej kim jest a jednocześnie nie wiedział nic. Był synem swojej matki i ojca, którego nigdy nie było i nigdy się nie pojawi- czuł się jak półczłowiek w swoim półświecie i półdomu, w którym wciąż brakowało kobiety, aby był pełny i nawet półksiężyc pojawił się już na niebie, jakby dopełniając jego półodczucia. Kevin kontra Kevin w zwariowanym świecie XXI wieku- ludzie wiedzący o sobie coraz mniej, pomimo że technologia informacji pozwala im wiedzieć dużo i szybko- pozwala im mieć więcej i zobaczyć więcej a on sam dalej nie wiedział nawet, skąd się wzięło jego oryginalne imię. Sens życia wisiał gdzieś tam między drzewami, a może bujał w obłokach- sens życia był jak ostatnie słowo przed śmiercią- warto postarać się, aby było ono sensowne.

KONIEC

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów