Dom
opowiadania >



Samotność odbija się echem od pustych ścian mojego domu. Tak, domu – który kiedyś tętnił życiem, w którym nie brakowało nigdy śmiechów i chichów. Dziś jest to jedynie budynek, który posiada cztery ściany, podłogę i sufit. Nawet jeśli rozglądam się dokoła i znajduję jakieś resztki nadziei, wlewające się do jego serca cienkimi strumykami promieni świetlnych, to wiem, że każdy dzień będzie potęgował tą ciemność, która się w nim zrodziła.


Dziś mija już setny dzień ciszy, ciemności i bólu. Ach… gdyby tak móc przyspieszyć czas, gdyby tak wszystko zakończyło się szybko. Bolą mnie oczy od wypatrywania rozrastających się szczelin w fundamentach. Każda drzazga jęczy z rozpaczy, która wypełnia kolejne noce tego miejsca. Tylko czy ta noc naprawdę istnieje? Jeżeli tak, to dlaczego nie nadchodzi dzień?


Ta ciemność, przez którą nie widać nic. To ty ją przyniosłeś w swoim krzyku, w swojej złości… Ta noc, to moja noc, to prezent od ciebie.


Mrok wypełza z każdego kąta, odbiera mi wzrok, przynosi zjawy… Słyszę skrzypienie, i wiem, że tam, parę centymetrów ode mnie, kołysze się fotel. Chyba czas się zatrzymuje. A może już dawno się zatrzymał? Nie wiem. Rytmiczne odgłosy cierpkiego szorowania drewna o podłogę budzą moje ciało do drgania. Zaczynam się trząść coraz bardziej. Kulę się w łóżku, w którym tkwię już wiek… Bo czy to sto dni minęło, czy lat? - a może nic. Znów zapada cisza.


Podchodzę do brudnego okna, z którego sączy się iskierka spokoju. Przykładam do niej dłoń i łapię tą chwilę, być może ostatnią lub złudną. Kiedyś pytałam dlaczego, bo nie potrafiłam zrozumieć. Dziś już wiem, że tak nie można.


Ach, ta zakrwawiona dłoń. Czyja to krew? Przyjdziesz dziś do mnie, jak co noc. W pustym pokoju znów rozlegną się twoje dudniące, ciężkie kroki. Nasz dom, on mnie ostrzeże, póki mu starczy sił. Wiem, też się bałeś jak ja. Chciałeś być twardy jak stal, z którą odszedłeś w ręku i zabrałeś wszystko co mam.


Zbliża się sen, pulsuje w mojej głowie, zamyka mój świat, moją rzeczywistość. Zasypiamy, chrapanie sufitu znów mi nie da odpocząć.



Wstał świt. Blady, cierpki i zimny. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku zwrócona twarzą do okna, które radośnie mnie powitało. Dziś byłam sama, odpoczęłam i nabrałam sił na trudny czas, bo wiedziałam, że w końcu nadejdzie.


Ciepło paneli głaskało moje bose stopy, gdy przemierzałam drogę do łazienki. Lubiłam być sama, szczególnie teraz, po przeprowadzce. W łazience doprowadziłam się do ładu, założyłam swój ukochany dres i skierowałam się w stronę kuchni.


Dziś miała przyjść Ada z Maćkiem. Pierwsi goście w naszym królestwie. Sporo było do przygotowania na wieczór łącznie ze sprzątaniem i rozpakowywaniem reszty rzeczy. Bez śniadania, po wypiciu solidnej, czarnej kawy, nie spiesząc się, zaczęłam rozpakowywać ostatnie pudło, które stało samotnie w pokoju gościnnym. Jego ciemne, bure ściany były solidnie zniszczone od przesuwania stopą z kąta w kąt.


Ciągle słyszałam, że sam się nim zajmiesz, że mam się nie przejmować i dać sobie z tym spokój, ale mijały dni a ono ciągle tam stało, samotne, porzucone, wręcz niechciane. Zajrzałam dyskretnie do środka i odnalazłam w nim czarny, nieprzenikniony punkcik. Gdybym wiedziała, że to pierwszy cień, nigdy bym go nie wypuściła ze środka. Delikatnie odwinęłam brzegi kartonu, aby przeniknąć tą ciemność i wtedy po raz pierwszy nasz dom jęknął. Nie usłyszałam tego, nie wiedziałam, że przed chwilą przeze mnie ucierpiał. Tylko czy to na pewno przeze mnie?


Wnętrze pudła było pełne drobiazgów: długopisów, kartek – tych pustych i zapisanych… Przeniosłam je do twojego biura, które wydawało mi się bardziej odpowiednim dla niego przyczółkiem i postawiłam na drewnianym biurku twojego ojca. To miejsce pachniało starością. Pomimo porządnego uprzątnięcia każdego zakamarka, wydawało się być najbardziej starym pomieszczeniem i kryjówką wszystkich historii zgromadzonych na niezliczonych półkach biblioteczki. Czułam przed nim respekt i nieśmiałość. Odstawiając ostatnią rzecz – twój kalendarz – zauważyłam, że wypadło z niego zdjęcie i leżało na samym dnie. Wydobyłam je drżącą ręką i upuściłam zaskoczona. Było zrobione podczas naszej podróży poślubnej, ale tam, gdzie powinnam być ja, był ktoś inny.


Zdobywając się na odwagę, przypatrzyłam mu się uważnie. Miałam wrażenie, że ta osoba przygląda mi się z grymasem satysfakcji na twarzy, otulonej długimi, prostymi jak drut, czarnymi włosami. Jej oczy, jak dwa węgliki, patrzyły prosto w moje, pewne, zarozumiałe i wywyższające się. Wąskie usta zawały się nienaturalnie wyginać do góry, wydobywając z niej pewną groteskową, charakterystyczną złośliwość. A postawa ciała, całkowicie nie moja, nienaturalnie wygięta, przylegała się do twojego boku niczym przyklejona na stałe. W tym zdjęciu było coś, co sprawiło, że pewna zimna zadra wbiła się w moje serce. Niektórzy nazwaliby ją zazdrością, ale według mnie, to był jedynie pierwszy odłamek samotności.


Słysząc, jak drzwi wejściowe zamykają się, schowałam szybko kalendarz do pudełka i przez resztę dnia udawałam, że

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów