Amelia roz. dziesiąty
opowiadania >



Na parginku znalazła swoje auto. Nerwowo szukając kluczy wyrzuciła z torby wszystko.


-Och!!!!...,- zabrzęczały gdzieś na dnie torby pomiędzy kalędarzem a pomadką do ust, której Amelia i tak nie używała, no tak w damskiej torbie nic nie ginie...


-O są moje okulary do czytanie a tak ich szukałam ,ale gdzie te klucze? Są!!! , uff ,- pozbierała swoje klamoty, otworzyła drzwi , wsiadła z wielką ulgą jakby zgubiła jakiegoś bandytę , który ją ścigał. Popatrzyła w lusterko , zmierzyła się karcącym wzrokiem i już już miała wydać wyrok, gdy ktoś zapukał do jej okna .Odwróciła się powoli .


-Co Ty tu robisz?


-Nie mogłbym pozwolić Ci odjechać, nie po tym co powiedziałaś !!,- ujrzała pod swym oknem Tomasza zziajanego z ciężkim oddechem, jakby biegł przez pół miasta.


-Ale ja nic nie powiedziałam!!!


-Amelia przestań , mam Ci to powtórzyć?


-Nie!!! , nie . Jadę do domu. Limit czasu wyczerpałam, teściowa już się pięć razy dobijała.


-Nie myśl o niej, pomyśl o nas...


-Tomaszu , ale nie ma żadnych nas. Wybacz. Muszę jechać.


-Słuchaj jakbyś kiedyś miała ochotę na kawę lub mnie za coś zrugać to zapraszam do mnie .Mój adres znasz.


-Nie wiem czy to dobry pomysł, ale dziękuję. ,-Amelia miała ochotę teraz rzucić wszystko i do niego jechać na kawę czy coś, ale w głębi serca wiedziała , że to mogłoby się kłopotliwie skączyć. Odjechała patrząc w jego kierunku, stał taki zmachany jakby gonił stado owiec , albo coś gorszego.


A wracając do Amelia jechała prosto przez skrzyżowanie patrząc jakby w jakąś zupełnie inną dal. Po dwudziestu minutach dojechała, nie wiadomo jakim cudem, gdyż wydawała się w tym pojeździe totalnie nie obecna, ale cóż żyje się dalej , jedzie się dalej. Jakoś dojechała. Wjechała na swoje podwórko bo niby na czyję ...machinalnie wysiadła i zamknęła auto. Doszła do schodów w milczeniu. Otworzyła drzwi. Widziała jakby przez mgłę wrzeszcząca teściową, i totalny bałagan wewnątrz mieszkania. Ale to nic posprzątam , myślała w werworze zadumy . Odprowadziła teściową do drzwi a raczej za drzwi. Zamykając je na klucz , upewniając się żeby czasem ta kobieta nie wróciła .Podeszła do synka wzięła go na rece i soczyście ucałowała. Usiadła z nim w salonie na kanapie. On gawędził do niej w sensie...”mamo...z naciskiem na „o”...tak jakby mamooo....coś w tym temacie .Amelia mało o nim pisała, chyba nie chciała go mieszać w show biznes . Synuś był bardzo mądry i śliczny .Szybko się znudził pieszczotami i poleciał do zabawek. A ona wstała nagle, i powędrowała do kuchni jak człowiek pierwotny przygarbiony, zamiatający rekami z maczugą po ziemi. Usiadła przy stole. .Nie , wstała podeszła do kuchennego blatu otworzyła szawkę po wyżej , wyjeła kubek,, z innej szawki wyjła puszkę na herbaty, dwie torebki naraz wrzuciła do kubka z napisem o ironio „ walcz o nas...”


-dobrze że nie ...” kocham Cię....”,- wypaliła na głos....Przecież nie mogę no.... Czemu On tego nie


rozumie . Pan x ,- bawiła się włosami jakby stał przed nią...


- hmm nie już nie Pan x tylko Tomasz. Mój drogi .- kontynuowała monolog


-Całujesz świetnie , ale zdecydowanie za krótko. Jejku co ja plote.!! Chyba już ześwirowałam. ,- wzieła kubek z herbatą i powłuczyła się znowu jak znana nam osoba, do salonu , usiadła przy kominku.


-Uu zimno , trzeba napalić. ,- otworzyła drzwiczki wrzuciła parę drewienek , podpaliła je i ze skupieniem czekała aż się rozpali. Po chwili ujrzała piękny pomarańczowy płomień, albo coś w tym kolorze.


-Jest. Zaraz będzie ciepełko. Gdybym została co mogłoby się wydarzyć,- kontynuowała monolog...


-pewnie jeszcze gdzieś byśmy poszli, może rozmawiali ej na pewno rozmawiali bo niby czemu nie .Hmm ,- poprawiła włosy,


-ciekawe czy mu się podobałam jak wygladałam. Zaraz przecież powiedział , że ślicznie ooo jakie to urocze, a może tylko tak powiedział z grzeczności ? A w rzeczywistości pomyślał , że jestem stara i brzydka? Och , nie on taki nie jest. On jest , jaki on jest ? Zróbmy analizę.. całuję świetnie to już wiem na pewno, w sumie jest taki jak kiedyś tylko starszy. Kurcze co ta herbata taka mocna. ,- Amelia poczuła przyjemne ciepło , rozmarzyła się ,


-może jeszcze kiedyś się spotkamy.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów