"Jak zostałem mężczyzną"
opowiadania >



'Times New Roman', serif;">- Mieliśmy tylko odkosić boki pola, żeby traktor wjechał ….


Nic z tego. Po słowach zawziętego emeryta Huty Stalowa Wola:


- Jak już przyjechalimy to przecie skończymy ! - wiadomo było, że pole pszenicy zostanie skoszone w całości.


Mimo upiornego żaru, mimo potu zalewającego oczy. Mimo suchości w gardle i kłosów drapiących nawet przez koszule skórę młodego żniwiarza. Najgorsze było narastające z upływem czasu odczucie suchości w ustach, której nie był w stanie zlikwidować porcjowany kompot z plastikowego bidonu, który po kilku godzinach nabierał temperatury otoczenia. Łyk lub dwa rozcieńczonej sokiem z czerwonej porzeczki wody, nie było w stanie zaspokoić pragnienia.


- Może by my już pojechali ? Traktorem się reszte skosi – proponowała nieśmiało dziadkowi staruszka, raz po raz chwytając się dłońmi za skronie, co jednoznacznie świadczyło o narastającym, uporczywym bólu głowy.


- Ee ! Kto bedzie specjalnie do Gniewczyny przyjeżdżał ? Zostało trzy pukosy, skończymy zara i święto.


Kolejne coraz trudniejsze pociągnięcia kosy, kolejne coraz trudniejsze przełożenie pszenicy na powrósło i związanie snopa, kolejne kilka skręceń pszenicznej słomy tuż pod powrósłem. Koniec ! Jeszcze tylko złożenie snopków w dziesiątki, przykrycie ich snopkiem w formie zgrabnej czapy i gotowe. Można wracać.


Ostatnie promienie słońca oświetlają zżęte pola, ugory i łąki, a wąską ścieżynką pośród rowów i miedz, utrudzeniu żniwiarze z wielkim wysiłkiem naciskają na pedały rowerów. Z twarzy zniknął gdzieś poranny zapał, a jego miejsce zajęło spore wycieńczenie, ale z dużą dawką satysfakcji z wykonanego ciężkiego zadania.


Podsumowaniem całodziennego wysiłku były cztery jakże wiele znaczące zdania. Dwa w formie pytania wypowiedziane przez wujka i kolejne dwa stanowiące udzieloną z ogromną satysfakcją odpowiedź niezmordowanego starszego już wiekiem kosiarza :


- Poodkaszana pszenica w Gniewczynie ? Możemy jutro jechać ?


- Już całe wykoszone ! A co to dla trzech dobrych robotników pół morgi !


Trzech robotników ! Jestem jednym z trzech dobrych robotników na równi z dziadkiem ! To ci dopiero satysfakcja, ale może już za kilka dni będą prawdziwe żniwa.


Traktorowe żniwa !



***



- No to zaczynamy ! Ruszaj młody traktorzysto ! - wykrzyknął w moim kierunku z werwą wujek Euzebiusz siedzący na kosiarce, ciągniętej przez żółtą trzydziestkę za kierownicą której ochoczo zasiadałem.


Traktor ruszył z kopyta, a zaczepiony do niego rolniczy wehikuł wprawił w poprzeczno-zwrotny ruch świeżo naostrzone zęby kosiarki, które cięły tuż przy ziemi źdźbła dojrzałego, wysokiego żyta. Co kilka metrów, kiedy na kosiarce zebrała się dostateczna ilość zżętego zboża, operator kosiarki trzymający w rękach specjalistyczne drewniane grabie służące do równego układania plonów, zwalniał odpowiedni mechanizm maszyny i stosy dorodnego żyta zrzucane były na rżysko. Stosik nie mógł być ani za duży, ani za mały. Ilość zboża musiała być odpowiednia do późniejszego sformowania snopka, którym opasywany był zrobionym ze zboża powrósłem. Praca operatora kosiarki, którego dodatkowym wyposażeniem był chroniący od palącego sierpniowego słońca beret z antenką, nie była więc łatwa i wymagała nie lada wprawy i sprytu. Operator ciągnika miał natomiast znacznie łatwiej. Moim zadaniem było jedynie prowadzenie rzymskiego niedźwiedzia z prędkością dostosowaną do pracy dysponenta zespołu pojazdów i takim torem, aby boczne zęby kosiarki cięły możliwie najszerszy łan zboża. Łan nie mógł być natomiast za szeroki, bo wtedy nadmierna ilość żyta blokowała pracę ostrza, a ciągnik tratował rośliny. Nic prostszego. Łatwizna. Łatwizna, ale dla kogoś pracującego od dziecka na roli, a nie wakacyjnego pomocnika, dla którego praca ta jest jedynie przerywnikiem w lekturze przygód Onufrego Zagłoby i jego druhów z pierwszej części sienkiewiczowskiej trylogii. Połączenie tych dwóch zajęć może być bowiem dosyć niebezpieczne.


Traktor poruszał się jednostajnie i miarowo na tradycyjnym dla tych prac czwartym biegu. Ostrza kosiarki pracowały równo z charakterystycznym chrzęstem ścinając słomę, a kępki zboża co kilka metrów miękko zrzucane były na rolę przez skupionego wujka Euzebiusza. Do otwartych drzwi kabiny ciągnika wpadało do środka przegrzane powietrze niosące wyraźny zapach nagrzanych łąk i świeżo skoszonego, suchego jak pieprz żyta. Obserwując przesuwającą się przed traktorem równiutkie kłosy zboża, które tuż za mną podcięte niespodziewanie stalowymi ostrzami opadają łagodnie na kosiarkę wyobraziłem sobie, że jestem Longinusem Podbipiętą, który swoim sławnym Zerwikapturem ścina głowy hordom niewiernych podczas obrony Kamieńca Podolskiego. Mieczem rycerza było jak się nietrudno domyśleć ostrze kosiarki, a głowami tureckich najeźdźców wąsate kłosy żyta, które ścięte krzyżackim mieczem spadają martwe na rżysko. Hordy dzikich turków nieprzebrane. Miecz Longinusa tylko jeden. Ciąć trzeba jak najwięcej i jak najszerzej, aby uchronić Rzeczpospolitą od pożogi pogańskich najeźdźców !


- I gdzie jedziesz ! - krzykiem tym momentalnie wyrwany zostałem z siedemnastowiecznych wschodnich kresów Rzeczypospolitej i przeniesiony w czasie do dwudziestowiecznego Chodaczowa.


- Stójże i cofnij kawałek ! Kurwa mać ! - szpetnie zaklął operator kosiarki zeskakując jednocześnie z metalowego siedziska i rzucając z nieukrywaną złością o ziemię beretem z antenką. Przekleństwo było na tyle głośne, aby usłyszał go młodociany traktorzysta, ale na tyle stonowane, aby nie dotarło do czujnych uszu pracujących w pocie czoła za

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Rinoa017 Linia koment
Dodany:2016-02-23 23:07:03, Ocena: Brak oceny
Bardzo fajna opowieść mówiąca o marzeniach w nudne dni. Dziecięca fantazja nie ma granic. Pamiętam jak dzisiaj, że, gdy sprzątałam, potrafiłam sobie wyobrażać najróżniejsze rzeczy jako mała dziewczynka. A to, że dywan był "lawą" i trzeba wszystkie misie i lalki uratować przed spaleniem i takie podobne... A Ty świetnie to opisałeś. Niestety jak zwykle pojawiło się też wiele błędów, czasem utrudniających czytanie. Ale poza tym: naprawdę warto.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów