Jego ojczyzna
opowiadania >



Wściekłość została zastąpiona przez ból, a litość przez agresję. Usłyszeli go, spojrzeli, skoczył w ich stronę. Zamachnął się nożem. Dźgnął Promila, który wrzasnął, zatoczył się i sturlał na piętro poniżej, ciągle wyjąc. Janusz upadł, podniósł rękę w obronnym geście i chyba chciał coś powiedzieć.


„Dorwę tą jego kurwę i się z nią zabawię”. Hubert uniósł nóż. Powiedziałeś już dosyć, skurwielu!


Promil wył nieludzko turlając się we krwi, a Janusz umierał w milczeniu.



ODSŁONA V. Oprawcy i ofiary



Teraz. Tydzień po skazaniu Huberta R. na dziesięć lat więzienia.



Dyżurny w stopniu aspiranta przeglądał akurat kolorowy tygodnik. Ziewnął, sięgnął po kubek z kawą i wrócił do lektury. Noc była wyjątkowo spokojna, jeśli nie liczyć patrolu, który godzinę temu przywiózł dwóch młodocianych zatrzymanych w czasie niszczenia przystanku. Aspirant znowu ziewnął i podrapał się po głowie. Był młody, energiczny i wolałby teraz robić coś ciekawszego. Nagle drzwi wejściowe huknęły, kiedy ktoś gwałtownie na nie naparł i wpadł do środka.


- Pomocy – krzyknęła kobieta w średnim wieku. – Na pomoc… – dodała ciszej i oparła się ścianę.


Dopiero teraz aspirant zorientował się, że kobieta jest potargana, ubrudzona błotem, a jej płaszcz jest podarty. Wyskoczył zza biurka i wyszedł z dyżurki na korytarz. Na jej twarzy zobaczył sińce; wargę miała rozciętą.


- Spokojnie. Co się stało? – podszedł do niej.


- Szłam… z pracy szłam… z wieczornej zmiany... – mówiła obejmując się ramionami – kiedy mnie napadł…


- Proszę usiąść – ujął ją pod ramię, oferując pomoc. Spojrzała na niego, jakby dopiero teraz go zauważyła. Oczy jej się rozszerzyły, jakby z przerażenia. Zauważył, że ślady pobicia na jej twarzy stają się coraz wyraźniejsze.


- Puść mnie! Nie dotykaj! – wyszarpnęła mu rękę. Płaszcz jej się rozchylił i wtedy aspirant otworzył szeroko oczy. Była naga od pasa w dół. Zgwałcili ją!, dotarło do niego. Na szczęście na posterunku była teraz policjantka.


- Magda! – krzyknął. – Zawołajcie Magdę!


- Zostaw mnie! – kobieta wpadła w szał i zaczęła szlochać. Szarpnęła się, aż wpadła na ścianę. Aspirant przestraszył się, że zrobi sobie większą krzywdę.


- Proszę się uspokoić – zrobił krok do tyłu. – Spokojnie… Jak się pani nazywa? – chciał przykuć jej uwagę do czegoś neutralnego. – Jak ma pani na imię?


- Musicie znaleźć tego bandytę… Zabić… – spojrzała na niego tępo. – Zasłużył na to… Jestem Luiza… Jak on mógł…? Jakim prawem? Jestem Luiza, a wy musicie go znaleźć i zabić – zaczęła szlochać i skuliła się. – Luiza… Luiza Grzegorczyk. Zabijcie tego drania, który mi to zrobił!



Aga opróżniała właśnie drugą szklankę wódki. Wiedziała, że musi się opanować. Miała córkę, a mąż najwyraźniej przez dłuższy czas będzie siedział w więzieniu. Wraz z ilością alkoholu we krwi narastała w niej furia. Przypomniała jej się twarz Luizy Grzegorczyk mówiącej o tym, że morderca jej Januszka powinien zostać surowo ukarany.


To on do nas przyszedł, zaczęła płakać. On, suko! Mój Hubert nigdy nikogo by nie skrzywdził… Aga ukryła twarz w dłoniach. Wstrząsał nią szloch, a oczy piekły. To wszystko wina twojego synusia i jego popieprzonego koleżki. Niech gryzą piach, suko, a ty z tym żyj! Też mam dziecko, a przez twojego Januszka moja Emilka będzie rosła bez taty…


Aga wydała z siebie dziki wrzask bezsilności i rzuciła pustą szklanką o ścianę.



Teraz był Hubertem R., bo w mniemaniu sądu bezprawnie zabił człowieka.


Tylko, że ten człowiek sam był sobie winien, bo bezprawnie przekroczył próg mojego mieszkania, rozmyślał R., zagroził mojej rodzinie, więc czego się spodziewał? Każdy bandyta powinien liczyć się z tym, że mówiąc A, ktoś inny powie za niego B…


Martwił się o Agę, wiedział, jak ona ciężko to wszystko znosi. Wiedział, że nie mówią mu wszystkiego, ale i tak wiedział, że coś jest źle. Jak ona to wytrzyma?


A Emilka? O Boże, pomyślał, co teraz z będzie z naszą Kruszynką? Nawet nie będzie wiedziała dokładnie jak jej tata wygląda. Już nie wiedziała. A jak dowiedzą się o tym dzieciaki w szkole, kiedy już tam pójdzie? Nie dadzą jej żyć, nie zrozumieją, że tata zachował się tak, jak w państwie prawa każdy powinien mieć prawo się zachować.


R. leżał na pryczy w więziennej celi. Nie mógł spać. Nigdy tak naprawdę nie spał w więzieniu. Najpierw trzymali go w areszcie śledczym, potem trochę przywykł, ale wiedział, że nigdy nie poczuje się bezpiecznie między tymi degeneratami. Niektórzy byli naprawdę okropni. Obserwował też, jak staczają się normalni ludzie, skazani absurdalnymi wyrokami dwóch lat więzienia za jazdę na rowerze po trzech piwach. Kara im się należała, ale dwa lata? U siebie zauważył szybko postępującą siwiznę. Już raz został ciężko pobity.


Czasem miał koszmary. Przecież zabił człowieka. Czy sąd uznał, że zrobił to, bo tak mu się podobało? Co za popaprany kraj! Gdyby jego bliscy znów znaleźliby się w niebezpieczeństwie, zabiłby ponownie. Niechętnie i wbrew sobie, ale zrobiłby to bez wahania. Ale, gdyby zobaczył, że napadnięto obcą osobę?... Nigdy, poprzysiągł sobie. Gdybym kiedykolwiek był świadkiem napadu, włamania, czy gwałtu, nie kiwnąłbym palcem. Przekroczenie granicy obrony koniecznej? Pozostaje mi życzyć tobie, wysoki sądzie, żebyś padł ofiarą napadu, gwałtu, albo innej formy przemocy i dopiero wtedy wypowiadał się w imieniu pobitych, czy nawet zabitych oprawców, którzy sami zabijają, okaleczają i niszczą psychikę swoich ofiar.


Nigdy, pomyślał jeszcze R. zapadając w nerwową drzemkę. Polski wymiar sprawiedliwości nauczył mnie, że broniąc ofiar przestępstwa przed oprawcami, sam mogę zostać okrzyknięty oprawcą. A o ofiary nikt nie dba i niech nie ważą się bronić, bo też pójdą siedzieć.



Pół godziny wcześniej. Tuż przed zgwałceniem Luizy Grzegorczyk.



Luiza Grzegorczyk wracała z pracy do domu. Otuliła się szczelniej płaszczem. Głęboka jesień przechodziła już wyraźnie w zimę. Chodnik błyszczał od wilgoci, chociaż na szczęście teraz nie padało.


Wyrok sądu ją ucieszył, ale to nie było dla niej dosyć. Żadna kara nie była wystarczająco dotkliwa za to co spotkało jej Janusza. Za to co ją spotkało. O niczym innym nie potrafiła myśleć. Chciała wyrwać się z tej pułapki, ale nie potrafiła. Może kiedy prokuratura wywalczy wyższy wyrok dla tego mordercy?


Ulica była praktycznie pusta o tej porze, dlatego zaskoczył ją dźwięk za plecami. Zerknęła w tył i wtedy ktoś pchnął ją mocno. Upadła na trawnik, już miała krzyknąć, kiedy brutalny cios w twarz zamroczył ją. Potem spadły na nią kolejne uderzenia

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów