Następny problem na drodze do szczęścia
opowiadania >



Lindsay po czterech miesiącach wyleczyła się z bulimii. Od razu po tym pojechała na wakacje. Cały czas miała kontakt telefonicznie z Rozi. Trochę się pokłóciły.


-Nie rozumiem cię, cały czas się z niej śmiałaś a teraz z nimi nad jezioro jeździsz? Dziwna jesteś…-Powiedziała załamana Linda do słuchawki.


-Ona jest spoko.-Odpowiedziała.-A w ogóle mama kazała żeby ona jechała.


-Ahaa.. jeszcze niedawno taka spoko nie była. Haha mama kazała a jak będzie kazać ci skoczyć z mostu też skoczysz?-Powiedziała Linsay.


-Jak będzie trzeba to tak. Przestań.-Odpowiedziała.


-Ja tylko ci mówię że nie będę z nią wychodzić na dwór jak wrócę.-Rzekła.-Możesz sama.


-Ok.-Odpowiedziała.


-To znaczy że ja nie będę z nią wychodzić czy ty?-Zapytała.


-My, piłaś coś?!-Zapytała zdenerwowana Rozi.


-Nie po prostu denerwuje mnie to.-Krzyknęła i odłożyła słuchawkę.


Pobiegła do łazienki i zaczęła płakać. Miały z Rozi kilka kryzysów w swojej przyjaźni nawet na dłuższy czas, ale teraz Linda była przekonana że „przetrwają”. Nie wiedziała co o tym myśleć. Napełniła sobie pełną wannę wody i cała się zanurzyła. Rozi do niej pisała, Linda odpisywała ale zamoczyła lekko telefon i zepsuł się dotyk w telefonie. Nie mogła więcej odpisywać. Nawet się nie smuciła. Przynajmniej nie musiała z nią pisać. Chociaż że ją bardzo lubiła, kochała jak przyjaciółkę, to musiała wiele spraw przemyśleć. Na drugi dzień telefon już był naprawiony, Linda nie wiedziała jakim cudem, ale się mimo wszystko cieszyła. Pisała do przyjaciółki, ale nic z tego. Odpuściła w końcu. Smutna była i nie wiedziała co robić. Założyła słuchawki na uszy i zapuściła KaeNa. Tak wiem, dziwne, ale Lindsay znienawidziła 1D, przekonała się do rapu i reggae. Nareszcie tak myślała jej mama i tata. Każdy teraz był zadowolony, ona również, bo jak miała zły dzień to wystarczyło że założyła słuchawki na uszy i była w swoim świecie. Podobało jej się to. W niedzielę, czyli jutro ma już wrócić, nie wie co będzie z jej przyjaźnią, a może to ona przesadza? Ale jest trochę zazdrosna że jej przyjaciółka podczas jej nieobecności spotyka się z innymi. Trochę dziwne ale cóż…


Była niedziela godzina dwudziesta. Linda już się wypakowała. Zadzwoniła do Rozalii ale nie odbierała. Zasięgu nie miała albo miała telefon wyłączyła. Nareszcie się udało.


-Rozi?-Zapytała.


-Nie ksiądz.-Rzuciła sarkazm Rozi.


-Przestań.. –Zdołowała się Linda.-Masz czas? Co robisz??-Zapytała.


-Słucham muzyki, a co?-Spytała.


-Na dworze jesteś??-Nawet nie chciała usłyszeć odpowiedzi.


-Nie. Półgodziny temu wróciłam.-Ku zdziwieniu Lindy odpowiedziała.


-Nie spodziewałam się. A przyjdziesz do mnie?-Spytała niepewnie.


-No może. Nie wiem.-Odpowiedziała.


-A kiedy będziesz wiedzieć?? Ja chcę żebyś teraz przyszła a nie o północy.-Odpowiedziała Lindsay.


-No dobra, już wychodzę.-Odrzekła z niechęcią przyjaciółka.


-Przepraszam Rozi.-Powiedziała cicho.


-Za co?-Zapytała zdziwiona.


-Za to że się rozłączyłam, za to że byłam zazdrosna że jesteś na dworze z Victorią…-Zaczęła.


-Przestań, to ja się zachowałam jak idiotka. Nie powinnam. Lubię cię.. bardzo. Ale nie miałam co robić. To ja cię przepraszam-Powiedziała.


-Spoko. Nie będziemy się kłócić kogo jest wina. Chodź do mnie najszybciej jak możesz.-Powiedziała.


-Już jestem przed drzwiami. Otwórz. Pa.-Rzekła.


-Ok. już idę. Pa-Odpowiedziała uszczęśliwiona.


Rozmawiały całą noc. O tym jak bardzo się przepraszają. Ale to nie był koniec problemów.


-Mam chłopaka.-Rzekła z uśmiechem Linda.


-Zarąbiście!!-Zaczęła krzyczeć.


-Mały problem.-Odrzekła.


-Jaki może być problem z chłopakiem, co z nim nie tak?-Zapytała.


-To nie chodzi dokładnie o niego. Chodzi o mnie i o niego. Bardziej o mnie.-Zaczęła.-Rozi… ja..ja jestem w ciąży…


-Co!?!? Przegapiłaś lekcje przyrody??-Spytała z niedowierzaniem.


-Nie. Wiem głupia jestem. Ale nie o to chodzi.-Powiedziała.-Mama by się może bardzo nie wściekła ale..-Zaczerpnęła oddechu.-Będę miała bliźniaczki!


-Ohoho…!! Za daleko zabrnęłaś kochana.-Otworzyła buzię ze zdziwienia.


-Wiem. Co mam zrobić?-Zapytała.


-No chyba nie chcesz zrobić aborcji??-Spytała.


-Niee!! Na pewno nie to!!..-Krzyknęła.


-No właśnie, nic innego nie znam.-Powiedziała.


-No to mam przechlapane.-Westchnęła.


-Ej, a jak to jest.. no wiesz.-Rzekła.


-Żartujesz sobie!?!? To jest nie na miejscu!! –Krzyknęła oburzona przyjaciółka.


-Sorry. A jak to było? Że sprawy tak się potoczyły?-Zapytała.


To było w piątek. Lindsay szła plażą i spotkała wysokiego bruneta. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. On do niej podszedł i spojrzał w oczy.


-Cześć, nowa jesteś?-Zapytał z wielkim uśmiechem na twarzy.


-Cześć, tak przyjechałam z małego miasta 40 km z tąd.-Odrzekła.


-Acha. No to fajnie. Tak się składa że 40 km z tąd mam mamę. Bo rodzice się rozwiedli. Przyjechałem na wakacje do taty.-Powiedział.


-Super, ile jeszcze jesteś tutaj?-Zapytała.


-Do niedzieli.-Odpowiedział.


-Ja też. A na jakiej ulicy mieszkasz? Może się spotkamy jak wrócimy również? Jeśli oczywiście chcesz…-Rzekła Lindsay.


-Jasne że chcę. Jak cię zobaczyłem wiedziałem że jesteś tą jedyną. Mieszkam na ulicy Kochanowskiego 2/5. Może poszłabyś ze mną do mojego ojca? Zanocowałabyś dziś u mnie? Mojego taty nie ma. Oczywiście nie nalegam.-Powiedział.


-Acha. Na pewno się spotkamy, podobasz mi się. Jasne, zapytam się tylko cioci. Bo babcia nie pozwoli.


-Ok. To chodźmy do ciebie i się zapytasz. A tak w ogóle ile masz lat?-Zapytał.


-Ok., już idziemy. Mam trzynaście lat, prawie czternaście. –Odpowiedziała.


-To się dobrze składa, ja mam piętnaście.-Rzekł.-To chodźmy.




-No i wiesz. Ciocia się zgodziła no to poszłam do niego no i… chyba wiesz jak się robi dzieci.


-Tak ale nie rozumiem tego że byłaś taka głupia żeby pójść z nim do łóżka.-Stwierdziła.


-Wiem. Ja też tego nie pojmuję!-Odpowiedziała.


-A kiedy się z nim spotykasz? On już wie że jest ojcem??-Zapytała.


-Jutro. Nie wie. Dlatego się martwię. I jeszcze na dodatek bliźniaki!?-Krzyknęła.


-No dobra, a jak się dowiedziałaś że jesteś w ciąży?-Zapytała.


-No chyba wiem że miesiączkuję. No to po stosunku poszłam do apteki i kupiłam test. Wyszedł pozytywnie dwie kreski.-Powiedziała.


-Ale dziwne nie? Niektórzy muszą się starać a tobie od razu po stosunku wyszły dwie kreski.-Zastanawiała się.


-Ja z nikim innym nie spałam Rozi!!-Krzyknęła.- A tak poza tym po kryjomu pobrałam krew od niego i od razu jak się dzieci urodzą sprawdzę wyniki na ojcostwo. –Stwierdziła.


-I co jak wyjdą negatywnie?-Zapytała.


-To najwidoczniej zostałam zgwałcona!!-Krzyknęła.-Bo z nikim innym nie spałam!!


-No dobrze już nie denerwuj się.



Na drugi dzień Kacper przyszedł po Lindę.


-Muszę ci coś powiedzieć.-Zaczęła rozmowę.


-Słucham.-Zamienił się w słuch.


-Jestem w ciąży, kochanie.-Zmartwiła się jego reakcją, której jeszcze nie okazał.


-Yhyy.. no trochę nieciekawie, ale nie martw się poradzimy sobie!-Odpowiedział.


-Kacper! Jesteś najlepszym chłopakiem jakiego znam!! Kocham cię!-Rzuciła mu się na szyję i pocałowała czule.


-A co wy tu się tak całujecie? Z jakiego powodu? I jeszcze stoicie w drzwiach i nie mogę wejść. Może przedstawisz.. hmm przyjaciela, a może jednak chłopaka?-Uśmiechnęła się.


-Oo mama, to jest Kacper mój chłopak. Poznałam go na wakacjach u babci. Musimy ci coś powiedzieć.


-Nie mów jej jeszcze-Szepnął jej Kacper do ucha.


-Muszę, nie chcę nic ukrywać tym bardziej dużego brzucha.-również szepnęła.


-No dobra.-odszepnął.


-Chodź

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów