Opowiadania z lumpeksu
opowiadania >



leżały dwa modlitewniki. Simonne siedziała
na krzesełku z różańcem w dłoni i patrzyła,
jak na drzewie za oknem harcują dwa ptaki. Światło
wydobyło z jej twarzy ślady po trądziku młodzieńczym,
piękne były tylko oczy: duże, bladoniebieskie,
tak jasne, jakby wyblakły od patrzenia w niebo.
– O, Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za
nami, którzy się do Ciebie uciekamy…
50 51
To wezwanie wyryte na cudownych medalikach
nosiły wszystkie siostry, a zostało ono podyktowane
przez samą Matkę Najświętszą nowicjuszce św. Katarzynie
Labouré.
Amélie dołączyła do Simonne z różańcem w ręku
i podjęła rytuał codziennego godzinnego rozmyślania.
Nie mogła się skupić całkowicie. Ciągle na sekundę
pojawiała się dziewczyna, którą dzisiaj spotkała, jakby
były związane ze sobą czymś nieodwołalnym.
*
Mathilde przecisnęła się przez obrotowe drzwi
hotelu. Przystanęła na chwilę koło dużej donicy z zielonym
krzewem i poprawiła spadające ramiączko
biustonosza. Potem szła wolno, kręcąc biodrami,
i oglądała wystawy. W tej dzielnicy było ich co niemiara,
i to najznamienitszych marek: od Cartiera,
Chanel po Yves Saint Laurenta. Czasem przystawała
na dłużej, a nawet wchodziła do niektórych sklepów,
choćby tylko pooglądać.
Tym razem zatrzymała się przed witryną, na której
umieszczono torebki. Hermes wystawił swoje
dwie nowości. Jedną czarną i drugą różową.
–Tu jesteś! Masz coś dla mnie? – zapytał Arnie
Dumont, wyciągając rękę, ale nie na powitanie.
– Tak, ale niewiele, miałam tylko jednego…
– To co robisz? Oglądasz wystawy i spacerujesz?
Dawno nie rozmawialiśmy na osobności, prawda?
– Nie złość się, Arny, proszę, źle się czuję… Od
jutra będę się starać, tylko się nie złość.
– Uważaj! Jutro tutaj o szóstej. Gówno mnie obchodzi,
jak się czujesz, masz zarabiać, bo cię sczyszczę!
Odwrócił się, strzelając palcami, aby zrozumiała,
o czym mówi.
Mathilde poczuła, jak jakaś gorąca kula idzie z jej
brzucha do piersi i za chwilę wybuchnie. Trzepnie
tego fiuta w mordę, aż mu łeb odleci! Pedał jeden!
Niech sam daje dupy za pieniądze! W końcu wie, jak
to się robi, od dziecka! Szlag by to trafił!
*
Kiedy przyjechała do Paryża, miała szesnaście lat
i była dziewicą. Spotkała go na Gare du Nord, gdy
stała przed tablicą informacyjną i patrzyła na nią,
jakby chciała znaleźć wskazówkę, co ze sobą zrobić.
– Szukasz czegoś? – zapytał Arny.
Wyglądał jak gwiazdor: brunet w białej marynarce
i szarych spodniach, z wiśniowym szalem niedbale
zawiązanym wokół szyi. Nie wiedziała, że to był strój
roboczy. Miał robić wrażenie na takich jak ona, przyzwyczajonych
do widoku niedomytych chłopaków
ze wsi.
52 53
– Znam tani hotel, chcesz?
W „hotelu”, który był mieszkaniem kumpla, pokazał
jej łazienkę i zostawił samą. Kumpel przyszedł
po półgodzinie z kolegą. Od tej chwili zaczął się jej
dramat.
Zgwałcili ją. Trzymali w zamknięciu trzy dni,
robiąc z nią to, na co mieli ochotę. Potem powiedzieli,
że musi dla nich pracować, bo wiedzą, skąd przyjechała
i mogą z jej rodziną zrobić, co im się spodoba.
Dali jej telefon komórkowy, ubrali inaczej i wygonili
na ulicę. Za zarobione pieniądze może wynająć
sobie pokój, który jej wskażą. Musi się codziennie
kontaktować z Arnym i przekazywać mu pieniądze.
Jeśli ucieknie, zatłuką jej matkę.
Nie chciało jej się wierzyć, że zechce im się jechać
do jednego z najbiedniejszych regionów Francji, aby
uganiać się za jej rodziną, ale kto ich tam wie?
Była ładna, młoda, klienci dostawali jej telefon od
Arny’ego, który w ten sposób kontrolował ich liczbę,
ale i tak niektórzy płacili więcej, czasem sami polecali
ją komuś, tak że nauczona oszczędności uzbierała
niewielką kwotę.
Zaczynała mieć dość zajęcia, którego nienawidziła.
Ci obleśni faceci, traktujący ją jak przedmiot albo
gumową lalkę, która ożywała, sprawiali, że miała
wstręt do siebie, do nich, do całego świata. Była niepotrzebna,
niekochana, bezwartościowa.
Rodzicom powiedziała, że znalazła ogłoszenie
o pracy w bistro z pokojem do zamieszkania. Mieli
ją z głowy. Nawet nie prosili o telefon, jak się urządzi.
Nie chciała wiele, ale to, co ją spotkało, przerosło
jej wyobraźnię. Widziała na bulwarach przytulone
pary, w kawiarniach szczebiotały do siebie, trzymając
się za ręce. Widziała staruszków podtrzymujących
się wzajemnie, idących alejkami ogrodu. Jej towarzyszem
był telefon komórkowy.
Stała przed wystawą sklepu Hermesa, patrząc na
różową torebkę, która nagle stała się dla niej uosobieniem
szczęścia, wiary w lepsze jutro. Łzy same
płynęły dwiema ścieżkami, łącząc się pod brodą, spływały
i wsiąkały w T-shirt. Ocknęła się, słysząc cichy
kobiecy głos tuż obok siebie.
– Dlaczego pani płacze? Nie trzeba. Mogłabym
jakoś pomóc?
Zobaczyła ją najpierw w odbiciu szyby. Siostra
zakonna? Co ona robi przed sklepem Hermesa?
– Niech pani nie płacze – prosiła, składając ręce
jak do modlitwy. – Może coś poradzimy. Podoba się
pani ta torebka? Mnie też… – zaśmiała się cichutko.–
Chodźmy na ławkę, porozmawiamy.
– Dobrze, tylko wejdę i kupię sobie tę torebkę,
może to będzie początek czegoś nowego, a potem
porozmawiamy, dobrze?
Siedziały blisko siebie. Na kolanach Mathilde leżała
firmowa torba od Hermesa, w rękach Amélie tkwił
54 55
skromny mały plecak. Pierwsza kolorowa jak egzotyczny
ptak, druga szara, drobna, jak te gołębie, które
dreptały koło nich, czekając na okruchy.
Jeszcze nikomu Mathilde nie opowiadała historii
swego życia, a tym bardziej komuś, kto nosił medalik
z Przenajświętszą. Mathilde postanowiła właśnie
teraz skończyć z prostytucją, wyjechać i zacząć
wszystko od nowa. Łzy rozmazały jej makijaż.
Zadzwonił telefon. Nie odebrała rozmowy i wyrzuciła
go do kosza na śmieci.
– Chodź ze mną – poprosiła Amélie. – Myślę, że
siostra przełożona zezwoli ci być u nas kilka dni,
a potem coś postanowimy.
Poszły ulicą Royale w kierunku Madeleine. Dla
kogoś z boku musiały wyglądać interesująco, choć
paryżanie są przyzwyczajeni do rozmaitych widoków.
Drepcząca, skulona, granatowa postać szarytki
z plecakiem w ręce i wyższa od niej ruda szczupła
dziewczyna w szpilkach, z torbą od Hermesa.
Szły szybko, aby jak najprędzej opuścić to miejsce,
gdzie w każdej chwili mógł się pojawić Arny, zwłaszcza
że Mathilde nie odebrała telefonu z nowym zleceniem.
*
Amélie zastukała w duże drewniane drzwi małego
klasztoru.
– Siostro, przyprowadziłam Mathilde, ona potrzebuje
pomocy, proszę o zgodę, aby mieszkała u nas
przez tydzień – powiedziała.
Zapadła cisza. Siostra Marthe splotła ręce na brzuchu
i z uwagą wpatrywała się w to rude, rozmazane,
jeszcze płaczące dziewczę, które nie musiało się nawet
przedstawiać. Wszystko było wiadomo. Mathilde rozpłakała
się na dobre.
– Chcesz tu zostać? – spytała siostra przełożona. –
Wiesz, z czym to się wiąże?
Nie usłyszawszy odpowiedzi, kontynuowała:
– Musisz uszanować naszą liturgię godzin, nie
przeszkadzać, codziennie o piętnastej odmawiamy
akt adoracji. W tym czasie możesz pomagać w kuchni.
Zmienisz strój, uczesanie i na tydzień staniesz się
kimś innym. Potem zobaczymy, co da się dla ciebie
zrobić. Masz tu worek na swoje osobiste drobiazgi.
Będziesz spać w pokoju Amélie.
Zobaczyła zdziwione spojrzenie Amélie, więc
dodała:
– Tak, będziecie razem. Simonne na tydzień przeniesie
się do mnie, jakoś się musimy pomieścić.
Tego wieczoru, kiedy już miała czas dla siebie,
towarzyszyła Amélie. Krótko ostrzyżona, bez makijażu,
w szarej sukience nowicjuszki nie przypominała
tamtej rudej kobiety publicznej. Mathilde patrzyła
w okno i chwilami znowu płakała, chciała wypłakać
56 57
z siebie całe zło i gorycz. Wyglądała niewinnie, tylko
paznokcie pomalowane czerwonym lakierem jeszcze
tkwiły w tamtym życiu.
Muszę jej jutro kupić zmywacz, pomyślała Amélie.
– No jak? Przestaniesz już płakać?
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów