Opowiadania z lumpeksu
opowiadania >



okiennicami z poziomych listew. Madame Etienne Vallier prawie nie wstawała z łóżka. Miała osiemdziesiąt siedem lat i cierpiała na poważną chorobę kręgosłupa. Jeszcze tylko wstawała do toalety, wspierając się na kulach, ale była już zupełnie niesamodzielna. Jej dawna gosposia gotowała trzy razy w tygodniu i robiła zakupy. Siostra Amélie podawała leki, myła ją, karmiła, poprawiała pościel, wietrzyła pokoje. Była jej opiekunką.
– A, to ty, Amélie! Tak dawno cię nie było. Całe tygodnie – skarżyła się madame Etienne. W jej wieku czas rozciągał się jak guma. Pamiętała doskonale swoją młodość, a czasem gubiła się w tym, co było wczoraj. Leżała w staromodnej pościeli z wysoko postawionym zagłówkiem, z pilotem do telewizora w ręku.
44 45
– Ależ madame Etienne. Byłam u pani wczoraj
wieczorem. Jestem u pani dwa razy dziennie, niech
pani sobie przypomni, proszę.
– No, może masz rację, ale ten czas tak leci, że nie
wiadomo w co najpierw ręce włożyć.
Amélie uśmiechnęła się, wyobraziwszy sobie, jak
madame Etienne, zdyszana, biega po salonie. Kiedyś
musiała być piękną kobietą. Duże szare oczy trochę
się zapadły, ale nie straciły blasku. Gdy przymrużyła
powieki, nie widać było zmarszczek, a twarz stawała
się młodsza.
– Chce pani usiąść w fotelu? Popatrzy pani trochę
na ulicę, a ja prześcielę łóżko, dobrze?
– A zrobisz mi filiżankę kawy? Będę sobie siedzieć
przy oknie, z kawą… – rozmarzyła się.
– Nie może pani pić kawy, bo nie uśnie pani do
północy, zrobię pani miętową herbatę.
– Dobrze, kochana, bo już ledwo leżę.
Przechodząc do kuchni, w przedpokoju Amélie
natknęła się na lustro. Przystanęła i popatrzyła na
swoje odbicie. Była blada, duże czarne oczy i małe
usta nadawały jej twarzy dziecinny wygląd. Mokry
welon zaczynał przeszkadzać. Zdjęła go i powiesiła
na wieszaku, aby wysechł.
– Tak sobie myślę, Amélie, taka piękna dziewczyna,
dlaczego jesteś siostrą zakonną? – Chyba po
raz dwudziesty zadała to pytanie.
– Bóg mnie powołał po to, abym mogła służyć
ludzkiej niedoli. – Chyba po raz dwudziesty odpowiedziała
Amélie.
Ilekroć powtarzała tę wyuczoną formułę, tylekroć
zadawała sobie pytanie, czy aby to robić, trzeba
koniecznie należeć do zakonu. Była młoda, zawsze
idąc ulicą, oglądała wystawy, patrzyła na piękne
stroje, marzyła o buteleczce perfum, ale największym
jej marzeniem była torebka od Hermesa.
Na wystawie były dwie takie same. Jedna czarna,
która przez swój kolor nie miała u niej szans i…
różowa, zachwycająca, z szerokim paskiem na ramię
i wytłoczonym znakiem firmowym: literą H w owalu.
Dwa razy dziennie Amélie przystawała przed
jedną z wystaw Hermesa. Sklep znajdował się na rogu
Royale i Faubourg. Łukowe okna zaopatrzone były
w markizy, więc nawet w deszczu można było postać
dłużej. Na chwilę zapominała o swoim nieforemnym
granatowym habicie, o zakonie, wyobrażała sobie, że
idzie po moście des Arts, jej obcasy stukają o drewniane
podłoże, a torebka lekko kołysze się na ramieniu.
To było całe marzenie. Nie widziała ciągu dalszego
ani też miejsca, z którego weszła na most. Nie
było ważne, czy idzie sama, czy nie. Najważniejsza
była kołysząca się w rytm jej kroków torebka.
Madame Etienne piła herbatę, z trudem utrzymując
w sękatych dłoniach delikatną filiżankę. Muzealny
46 47
wystrój mieszkania zatrzymał w czasie wspomnienia
rodzinne. Mąż madame Etienne, Pierre, był oficerem,
generałem w Division Cuirassée albo gdzieś indziej,
bo na pamięć madame w tym względzie nie można
było liczyć. Na komodzie stało jego zdjęcie. Wyprostowany
jak świeca, w generalskim mundurze wyglądał
jak postać z filmu o miłości w trudnych czasach wojny.
– Ile masz lat, dziecko? – spytała.
– Dwadzieścia pięć, madame.
– I nigdy nie czułaś, że lepiej mieć dom i dzieci? –
drążyła.
– Nie. Jestem córką miłosierdzia, Pan Jezus Chrystus
jest dla mnie źródłem wszelkiej miłości, madame –
odpowiedziała, trzepiąc poduszki i prostując prześcieradło.
– Jak myślisz, czy pójdę do nieba?
– Z pewnością, madame.
– A czy tam mają czerwone wino?
– W niebie jest wszystko, madame.
– I będę mogła znów tańczyć?
– Nie wiem, nigdy tam nie byłam, ale jeśli to będzie
wielkie pragnienie, to myślę, że Bóg pozwoli. Bóg
szanuje pragnienia ludzi, jeśli one nie czynią nikomu
krzywdy. Tak myślę.
Przez sekundę zobaczyła w swojej wyobraźni
różową torebkę. Strząsnęła z siebie ten obraz i podeszła
do madame Etienne. Odebrała pustą filiżankę.
– No już. Postaramy się powolutku dojść do łóżka?
Staruszka leżąc już wygodnie, szukała swojego
pilota – jedynego towarzysza jej samotnych godzin.
– Teraz podgrzeję obiad, madame. Potem poczytam
prasę i pójdę do siebie.
*
Deszcz na szczęście przestał padać. Na dworze już
kwitły krokusy i prymule. Było ślicznie, jak zawsze
na wiosnę.
Kiedy wyszła przed bramę, oświetliło ją piękne wiosenne
paryskie słońce. W pobliskiej restauracji kelnerzy
rozstawiali plecione krzesełka. Uwijali się jak
roboty. Każdy wiedział, co do niego należy. Strzepywali
pyłki z serwet ściereczkami, które potem wtykali
za pasek spodni. Wszystko wracało do stanu poprzedniego,
jakby deszcz był tylko chwilową przeszkodą.
Ciepło słonecznego światła dotknęło policzków
Amélie. Spłynęło do jej duszy, ostatnio skołatanej targającymi
ją pragnieniami. Wyszła od madame Etienne
pół godziny wcześniej, niż przypuszczała. Te stoliczki
tak kusiły. Nie wypadało usiąść z kieliszkiem wina,
ale w końcu strudzona szarytka ma chyba prawo do
szklaneczki soku pomarańczowego.
Bar Le Faubourg powoli się zapełniał. Nie czuła się
samotna i wystawiona na spojrzenia przechodniów.
48 49
Dwa stoliki dalej usiadła śmiesznie ostrzyżona młoda
dziewczyna. Jej rude włosy na jednym boku były króciutkie
z wygolonymi symetrycznie pręgami, a na drugim
boku średniej długości włosy były lekko zaczesane
na twarz. Wyglądało, jakby wiatr zawiał jej fryzurę na
jedną stronę. Mocno podkreślone czerwone usta i zielone
oczy były zbyt wyzywające. Dziewczyna zamówiła
lampkę wina i zerknęła na zegarek. Po kilku minutach
zjawił się mężczyzna, który bez zbędnych ceregieli
usiadł koło niej i spytał dość głośno:
– Ty jesteś Mathilde? No… może być. Jestem Alain.
To gdzie pójdziemy? Do hotelu?
– Może być – odpowiedziała Mathilde i zaczęła
szukać czegoś w torebce.
– Daj spokój, ja zapłacę. Garçon!
Kiedy odchodzili, Amélie zwróciła uwagę na
zgrabną sylwetkę dziewczyny. W dżinsach i w białej
koszulce wyglądała jak zagubiona nastolatka.
Co się ze mną dzieje, pomyślała. Dlaczego zwracam
uwagę na takie drobiazgi, zamiast skupić się na
swoim posłannictwie i modlitwie?
Zapłaciła i szybkim krokiem poszła w kierunku
placu de la Concorde. Po drodze znów mijała sklep
Hermesa. Odwróciła głowę. Szła, oglądając czubki
swoich bezkształtnych butów. Pomyślała o swoich
towarzyszkach, które tak jak ona pracowały gdzieś
w szpitalach, domach opieki, a nawet w więzieniach.
Nie miały czasu zawracać sobie głowy torebkami albo
ciuchami. Musiał im wystarczyć strój zakonny do
końca ich pożytecznego życia.
*
Amélie, zaraz po obiedzie spotykamy się w kaplicy
św. Wincentego. Musimy omówić parę spraw na
następny tydzień – powiedziała siostra przełożona
Marthe Moreau. Jej głowa opięta welonem wydawała
się mała w porównaniu z resztą dużego ciała.
– Tak, siostro, rozumiem.
Pokoik, który dzieliła z siostrą Simonne, był pozbawiony
jakichkolwiek kobiecych ozdób. Na ścianie
wisiał krzyż z Chrystusem, znajdowały się tu dwa
łóżka, stolik, dwa krzesełka, mała szafa, za parawanem
lusterko z półeczką i dwie małe szafki na osobiste
drobiazgi.
Na szerokim parapecie stała doniczka z kwiatkiem,
a obok
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
leosia Linia koment
Dodany:2014-09-01 13:56:52, Ocena: Brak oceny
Napisz co myślisz o tym tekście...
leosia Linia koment
Dodany:2014-09-01 15:26:00, Ocena: Brak oceny
Pięknie napisane, wciąga ,dobrze się czyta:)
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów