Pan Szalony (cz.3) (chyba lepsza niż pozostałe)
opowiadania >



i pociągnęła za sobą. Szliśmy, prawie biegliśmy. Naprawdę wschodziło słońce. Widzieliśmy jego promienie między pieniami. Chyba oboje w tej chwili czuliśmy się tak samo. Nie umiem dokładnie tego określić tej uczucia. To jak pomieszanie ekscytacji związanej z odkrywaniem nowego świata, uczucia, że może być tylko lepiej, a problemy się skończyły i wiedzy, że nic Cię nie kontroluje. Zacząłem się śmiać i to na głos. Po chwili usłyszałem też śmiech Szerli. Dobiegliśmy do miejsca, gdzie drzewa rosły już rzadko. Niektóre naprawdę miały fioletowe liście. Spojrzeliśmy po sobie i znowu wybuchliśmy śmiechem.
- Tam – powiedziała Szerli pokazując palcem jakieś miejsce niedaleko nas. Odwróciłem się w tamtą stronę. Wśród drzew stał drewniany budynek zbudowany na planie koła, ze szpiczastym dachem i kominem na jego środku. Osobliwa budowla, głównie dlatego, że dach wyglądał jakby ktoś wylał na niego wiadro betonu, który zastygł spływając.
- Chodź, musimy wejść oknem – machnęła na mnie ręką uśmiechając się.
- Heh, zamykałaś drzwi przed wyjściem i zgubiłaś klucz? - zażartowałem
- Tak, dokładnie – zrobiła obrażoną minę i ruszyła ku budowli. Śmiejąc się szedłem za nią.


- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów