Paprykarz na stole
opowiadania >



coś w rodzaju starożytnego, odciętego od miasta świata.


Jeszcze kilka razy przychodziła na plażę, aż do tego pamiętnego dnia. Ciężko powiedzieć który był rok czy dzień, bowiem ona – podobnież jak reszta mieszkańców – nie prowadziła kalendarza, jednak wydarzenia tego wieczoru na zawsze zapadły jej w głowie. W jej ludzkiej, rozsądnej główce.


Stała wtedy na plaży, jak w pozostałe dni. Jednak tym razem inaczej, została dłużej. Bo na cóż wracać miała do domu w którym nic ją nie czekało ? Chodzenie w domowym fartuszku jedynie na pokaz, tylko tak jakby wszystko było ok. Normalnie. Jakby był on… czy miała oszukiwać, że nie wyczekuje jego powrotu z utęsknieniem ? Czy powinna grać przed samą sobą twardzielkę i udawać, że poradzi sobie jak przystało na kobietę z tych stron ?


Moment ten, chodź zapamiętany dobrze wydawał jej się później snem. Ciemna woda nie zmącona żadną kroplą deszczu, czystą kroplą deszczu. Smoliście czarna i groźna, dokładnie taka jaka powinna być. Czy jednak zawsze taka była ? Noc jak zawsze ciemniejsza niż z bajki. Bez gwiazd. Skrajnie zachmurzona.


Jej serce zaczęło bić mocniej kiedy ujrzała wyrzucone na brzeg ciało, kilkanaście metrów od niej. Takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko… zwłaszcza po takim upływie czasu. Tyle że… zbliżając się bardziej i bardziej zauważała, że bardzo się zmienił. Spodziewała się, że będzie bardziej wychudzony niż był, jednak było odwrotnie. Był większy.. Przypominał bardziej klocek tłuszczu niż żywego człowieka.


Kiedy stanęła nad nim, on też wstał i ledwo utrzymując się na krótkich, grubych nogach trwał niewzruszony.


Był wyższy zanim po raz ostatni opuścił ląd i zdecydowanie szerszy. Jego postać w cieniu pory dnia i specyficznej pogody rybackiej wioski nie była wyraźna, jednak Eliza doskonale wiedziała kim stał się Alain. Musiała wysoko wyciągnąć ręce aby dotknąć jego karku. Przesunęła palcami po równych, acz ostrych skrzelach z których powiewał delikatny oddech. Kiedy odgarnął jej włosy tak jak tego pragnęła, poczuła błonę pomiędzy jego palcami. Wcale jej to nie przeszkadzało. Kiedy się całowali czuła wyraźnie ostre jak brzytwa zęby ocierające się o jej język. Ciął go na kawałki aż wyglądem przypominał raczej kartkę wyjętą z niszczarki, bądź poszarpaną szmatę z jej okna…z ich okna…


Alain wziął ją na ręce i wszedł do morza. Jego oczy, pozbawione powiek, wpatrywały się w pustkę bezustannie, zaś usta lepiły się od słodkiej krwi. A ona… mając ręce zawieszone na jego karku usnęła i powróciła do krainy swoich snów tym razem również ciałem. Do miejsca gdzie nie będzie się więcej musiała o nic martwić, ani tym bardziej rozmyślać. Gdzie będzie po prostu spała. Gdzie będzie śniła i umysł jej zniknie do tego stopnia, że nie będzie miała tego świadomości…tak bardzo potrzebuje snu…usnąć w jego ramionach.


Jej mężczyzna. Jej bohater. Jej…kochanek.



- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów