Podróże młodego konkwistadora część 1
opowiadania >



Dzień ten był inny niż pozostałe. Wstając z łóżka wiedziałem, że będzie on niesamowity. Nie myliłem się, zjadłwszy śniadanie pobiegłem jak co dzień do portu, by popatrzeć sobie na Atlantyk. W porcie stał piękny galeon. Z jego pokładu wyszedł mężczyzna. Miał on kapitańską czapkę na głowie. Zdziwiłem się bardzo iż ów człowiek szedł w moją stronę. Podeszwszy do mnie, podał mi rękę, przedstawił się i spytał czy nie zechciałbym płynąć z nim i całą załogą. Twarz mi się uśmiechnęła, serce podeszło do gardła, iż było to moje marzenie, aby kiedyś pożeglować po morzach i oceanach. Jedyne co odpowiedizalem było skromne -Tak.- Następnie wybrałem się razem z nim na statek, zapoznałem z załogą, a wieczorem wypłynęliśmy z portów Hiszpanii.


Przez całą noc nie mogłem spać. Myślałem jak to będzie. Byłem bardzo podekscytowany, że przeżyję swoją wymarzoną przygodę. Usłyszawszy odgłosy, wstałem, by zobaczyć co się dzieje. Było już dość widno, by móc zaobserwować, że są to mewy. Wychodząc na pokład, spostrzegłem, że nikt już nie śpi. Kapitan sterował statkiem, bosman siedząc w bocianim gnieździe obserwował horyzont, a reszta zajmowała się innymi rzeczami. Widząc, że już nie śpie, kapitan zawołał mnie do siebie. Chciał on, abym sterował statkiem. Odparłem mu, że jestem pierwszy raz na jakim kolwiek okręcie i nigdy tego nie robiłem i nie wiem czy będę potrafił. Mimo wszystko kapitan stwierdził, że na pewno sobie poradzę. Nie wiedząc dokąd mam płynąć spytałem jeszcze o kurs żeglugi, po czym usłyszalem: - Płyń dziecko na południe; do samej Afryki, AHOJ!!. - Nasz statek przewoził różne towary, więc wywnioskowałem, że pewnie afrykanie czegoś potrzebują. Myliłem się jednak. Kapitan wytłumaczył mi, że to my potrzebujemy owoców oraz nowych niewolników. Nie mówiąc już nic sterowałem statkiem, aż do zachodu słońca, po którym oddałem ster sternikowi Rogerowi.


Kolejny dzień, tego dnia dopłynęliśmy do Afryki. Niewolnicy załadowali towar po czym sami wsiedli i od razu zostali zaprowadzenie pod pokład gdzie podobno było ich miejsce. Upewniliśmy się jeszcze czy wszystko jest i odpłynęliśmy. Moim dzisiejszym zadaniem było obserwowanie Atlantyku z bocianiego gniazda. Miałem lęk wysokości i strasznie bałem się tego zadania, ale okazało się, że warto było wejść tak wysoko. Widok był cudowny, a jeszcze lepszy przez lunetę, którą dostałem od bosmana. Około południa w połowie drogi do Hiszpanii zauwałyłem drugi statek. Niestety jego widok mnie zamurował, takie coś widziałem dotychczas tylko w książkach i miałem nadzieję, że przy najmniej na razie tego nie ujrzę. Była to czarna flaga..., jedyne co mogłem zrobić to krzyknięcie: - PIRACI!!! - Nie myliłem się, statek podpłynął, a zjego pokładu usłyszalem - DO ABORDAŻU!!! ARHHH..!! - Na pokładzie rozpoczęła się mrożąca krew w żyłach walka, wiele naszych odniosło poważniejsze rany, na nasze jednak szczęście piraci bardzo szybko zrezygnowali z rzekomego abordażu i odpłynęli. Do końca tego dnia już nic się nie zdażyło, a ja rozmyślałem o tym całą noc.


Czwarty dzień żeglugi, tego dnia dobiliśmy w końcu do Hiszpanii. Będąc pod pokładem jeszcze w łóżku usłyszałem - LĄD!! - i od razu wybiegłem na poklad. Wysiadając w porcie kapitan spytał się czy nie zechcialbym zostać konkfistadorem i pływać z nim w służbie królowi. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale na razie muszę odpoczać i dorosnąć do życia na wodzie. Pożegnałem się i pobiegłem do domu, gdzie czekała matka. Na moje szczęście przyzwyczaila się, że bardzo często nie ma mnie w domu i moja cztero dniowa wyprawa nie narobiła mi kłopotów. Zjadłem kolacje i poszedłem spać.



...7 LAT PÓŹNIEJ...


Minęło siedem lat jak przeżyłem swoją pierwszą przygodę na wodzie. Osiągnąłem wiek 25 lat i postanowiłem udać się do portu w poszukiwaniu jakiej kolwiek pracy na morzu. Na moje zdziwienie dostrzegłem znajomą banderę królewską, na starym już ale nadal pięknym galeonie. Znajdował się tam również ten sam kapitan, z którym niegdyś przed laty płynąłem do ziem Afryki. Postanowiłem spróbować swojego szczęścia i wejść na statek w celu zaciagnięcia się. Na kładce stało jednak dwóch mężczyzn, ubranych w lśniące zbroje z herbem Hiszpańskim. Nie chcieli oni wpuścić "takiego osobnika jak ja, iż moja osoba nie załuguje na to". Mialam w tym wszystkim szczęście, iż całe to zdarzenie widział kapitan. Jeszcze większym cudem było to, że wogóle mnie pamiętał. Porozmawiałem z nim o dawnej jego propozycji i byłem wielce zdumiony tym, że bez rzadnego problemu zgodził się mnie i mojego przyajciela Johnego przyjąć na statek. Za kilka dni mieliśmy wyruszać, dostałem czas aby móc pożegnać się z przyjaciółmi, oraz przygotować do służby. Kilka dni potem pobiegłem na okręt razem z Johnym i wyruszyliśmy. Nic mnie już nie trzymało na lądzie, moja matka przed pół roku temu została zabita - Ahhh, jakże bym dopadł tego, który to zrobił. - A wszystko przez to, iż prowadziła ona karczmę i pewnego dnia pijany czarnobrody żeglarz ugodził ją "dla zabawy" szablom.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Pilar Linia koment
Dodany:2012-12-22 13:14:15, Ocena: 5.0
No i tak powinno być. teraz wiem o co chodzi i mogę sobie zlepić w jedną całość:) Mam kilka spostrzeżeń. Na początku szczególnie umknęło kilka przecinków na przykład przed "iż", a skoro na końcu są one na miejscu myślę, że to przeoczenie. Dialogi chyba powinny być zapisane od nowego wiersza. Zabrakło mi też opisów przyrody. Piszesz o Hiszpanii, o krajach, o których można się rozpisywać. Już same widoki, klimat, ludzie. Tego mi właśnie zbrakło. Więcej opisów, które urozmaicają całość. Pozdrawiam.

Ocenił/a na: 5
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów