Polowanie Wigilijne
opowiadania >



się przestraszył, gdyż spojrzał błagająco na łowczego.


Łowczy powtórzył. Jastrzębski ze strachu rzucił się szybkim krokiem do przodu.


Oddalił się trochę,i pogroził łowczemu pięścią. Po czym znikł z poła widzenia.


Nadszedł czas zbiórki.


- Ustawić się w szeregu. Nagonka także. Kolejno odlicz dla sprawdzenia stanu.- powiedział łowczy.


Łowczy sprawdził listę uczestników polowania,a strażnik nagonki. Łowczy spojrzał surowym wzrokiem na jednego z stojących w szeregu,i powiedział:


- Panie Zbyszku proszę do mnie.


Z szeregu wyszedł Zbigniew,i stanął przed nami obok łowczego. Łowczy powiedział mu coś szeptem,po czym rzekł:


- Szanowni koledzy dzisiejszym polowaniem kieruje pan Zbyszek. Proszę o zachowanie dyscypliny,i dostosowanie się do zasad bezpieczeństwa na polowaniu.


Prezes stał,i przyglądał się wszystkiemu. Rozmyślał o czymś rozgrzebując laską śnieg.


Nagle wyszedł przed szereg myśliwych.


- Szanowni koledzy Wigilia Bożego Narodzenia,a także związane z nią Polowanie Wigilijne, jest czasem westchnień i wspomnień,także zachowania tradycji pielęgnowanych przez naszych ojców, i dziadów. Jest czasem wzajemnego pojednania. Jest czasem pojednania o które tak trudno przychodzi nam wszystkim. Nie ma w takim dniu na wszelkiego rodzaju sprzeczki, rodzaju czyj, był strzał decydujący. Przypominam o zasadach bezpieczeństwa na polowaniu. - powiedział prezes.


Łowczy wtrącił także kilka swoich słów na temat bezpieczeństwa na polowaniu.


- Przypominam broń wolno załadować dopiero po zajęciu stanowiska. Mając załadowaną broń nie wolno schodzić z niego. Przed zejściem kategorycznie rozładować broń. Pamiętać o zakazie strzelania gdy nagonka zbliży się na odległość 100 metrów od linii myśliwych. - Zakończył łowczy.


0howiąkiem każdego z nas, jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. na zbiorowym polowaniu. Trzy tygodnie temu jeden z naszych kolegów, złamał owe zasady, i został surowo ukarany. Po zakończeniu pędzenia nie rozładował broni. Opuścił stanowisko z naładowaną bronią. Został natychmiast wykluczony z udziału w dalszym polowaniu. Sąd lada dzień zdecyduje o wymiarze kary. Oczywiście jest tu mowa o sądzie koleżeńskim.


- Koledzy, za chwile przystępujemy do uroczystego rozpoczęcia


polowania - powiedział łowczy.


Myśliwi zaczęli się ustawiać w dwuszeregu.


- No sprawdzimy listę płac. - Zażartował łowczy.


- Kolejno odlicz ,dodał łowczy.


Jeden,dwa, trzy...,rozległo się odliczanie,biegnące aż do końca szeregu. Po odliczeniu na czoło myśliwych, wyszedł sygnalista..Przez serca nasze, przez szum kniei, przez oblicze minionych wieków tradycji,zabrzmiał dźwięk rogu. Hymn Łowiectwa Polskiego rozległ się po okolicy. Na ustach naszych nastała cisza. Myśli nasze powędrowały do tych,co odeszli do Krainy Wiecznych Łowów.


Prosił bym prowadzącego o rozdanie kart stanowiskowych.- pow. łowczy.


Gospodarzem naszego polowania jest dzisiaj poczciwy Grzegorz, czterdziesto paroletni właściciel gospodarstwa rolnego. Prowadzący tradycyjnie rozdanie rozpoczął od prezesa koła, i łowczego.


- A poza tym co słychać- panie Grzegorzu? -zapytał wic.prezes.


- A co ma być słychać panie Józefie Praca-dom dom-praca..


Gdy mam trochę wolnego czasu,uciekam z ucisku tego domowego magla. Jadę wtedy najchętniej do lasu.- powiedziałem.


Łowczy podszedł do mnie, i poklepał mnie-po plecach. Po czym do mnie rzekł


- Panie Grzegorzu,a jaką my mamy sytuację. My także uciekamy do lasu z obawy „aby jak to pan powiedział magiel nie wycisnął z nas resztki tego co dla nas najlepsze, kontaktu z naturą.


Prawdę powiedział łowczy. Jak tak się zastanowić,to prawdą jest,że tok codziennych zajęć, stres


w pracy, domu,może wycisną ostatnie żyłki radości,którymi płynie gorąca krew,wtedy właśnie czujemy pociąg do natury który działa jak narkotyk. tzn. jak się raz zasmakuje, to wtedy trudno jest się od tego oderwać.


- Wiecie co ja mam swoistego rodzaju barometr,jest nim moja żona.


Jak widzę, iż jest coraz bardziej natrętna,to zwijam żagle, i w las. Potem jak wracam, to wita mnie z uśmiechem na twarzy. Żona jest jak barometr. Trzeba ją stale obserwować.


- Zakończył kazanie wiceprezes.


Zgadzam się z prezesem. Ma on rację,gdyż większość kobiet stara się rozładować swoje nastroje. Ma wtedy najbliżej do nas, i nam najbardziej się dostaje więc lepiej czasem zabrać flintę,i uciec do lasu, choć to czasem przynosi same przykrości przy powrocie.


- Tak panowie. Mówimy o swoich żonach,że to jest żywe złoto.


A zaraz potem mówimy, że jest to krzyż Paski,który wrzyna się nam w plecy.- rzekł łowczy.


Strzepaliśmy z siebie śnieg, i zapaliliśmy.


- Tam. Nie jest tak jeszcze źle. bywało gorzej.- powiedział wiceprezes.


- Więc jak panowie Złoto? Czy krzyż Pański ? -zapytałem. Wszyscy buchnęliśmy śmiechem.


To tak jakby ktoś nas zapytał łowiectwo. czy żona ?. Skończywszy rozmowę z łowczym i wiceprezesem zbliżyłem się do Wojtka,rozmawiającego z dwoma swymi kolegami.


- Śnieg powoli słabnie,pada już tak jakby mu się nie chciało.-powiedział


- Przestaje bo wie,że się już za bardzo naprzykrza.


Śnieg naprawdę w oczach słabnął. Padało go coraz mniej,i mniej.


Przez cały czas śnieżycy dmucha wiatr ,i pędzi chmury po niebie. Prawdopodobnie przepędzi je daleko za horyzont, gdyż tam gdzie wiatr wieję widnieje pasmo ciemnych chmur.


Ze wchodu powoli wyłoniła się pomarańczowo-złocista smuga. Za chwilę zza. horyzontu spojrzy na nas jarząca się tarcza słońca. Zapanowało ogólne podniecenie.


Promienie słońca padły na snące ku ziemi płatki śniegu,mieniąc się, i iskrząc.


Biały kobierzec śniegu zaczął lśnić milionami drobnych gwiazdek. Przybierając przy tym szaroniebieską barwę w miejscach gdzie słońce nie dochodziło.


Drzewa rzucają na śnieg swe długie cienie.


Wzrok wszystkich skierował się ku wschodzącej tarczy słońca.


Zawitał piękny poranek,zwiastun dobrej pogody.


- A co tam u ciebie słychać Piotrze,nie widziałem cię z pól roku.


Zamiast wziąć udział w zbiorowym polowaniu w niedzielę, to ty siedzisz w mieszkaniu, jak przysłowiowa mysz pod miotłą.-powiedziałem


Piotr jest starszym 62 letnim mężczyzną, najchętniej lubi polowania indywidualne .


Do łowiska dojeżdża maluchem. Często zasiada na ambonie, i wyczekuje zwierzyny. Jak nic nie przyjdzie,to i tak z tego nic sobie nie robi. Cieszy się z każdej chwili spędzonej w lesie.


Pan Piotr jest człowiekiem bez nerwów. Jak to dobrze być blisko natury.


- Wiesz Grzegorzu,to już nie te lata.- rzekł


- A

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
kselope Linia koment
Dodany:2013-11-13 15:50:07, Ocena: 6.0
Fajnie się czyta, czekam na ciąg dalszy :)

Ocenił/a na: 6
Andrzejp Linia koment
Dodany:2015-01-31 21:15:44, Ocena: 6.0
Cudo !
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów