Stosunek do wsi
opowiadania >



justify;">- Tak – odparłem zmieszany.


- Straszna tragedia, świeć Panie nad jej duszą. Dobrze, że ktoś w końcu tu zamieszka, będzie z kim porozmawiać przez płot, po sąsiedzku i na herbatę wpaść. A i dobrze jak parafia się powiększy o nowego członka i ten dom śmiercią owiany znowu ożyje…


- Nie, nie, ja tylko na tydzień, porządek zrobić, brat znalazł kupca na ten dom. – wtrąciłem się blokując dalszy wywód sąsiadki.


- Aha, oo, ale to, ale to wam tak nie żal sprzedawać, przecież zapewne małżonka brata albo twoja z chęcią by tu zamieszkała z dziećmi, może jak nie teraz to jak maluchy podrosną, a teraz to nie wiadomo na kogo się trafi i czy w dobre ręce ten dom pójdzie…


- Nie, nie, my z bratem jeszcze nie założyliśmy rodziny. Ja jestem sam a brat żyje w luźnym związku. Może za kilka lat, ale to nic nie wiadomo, na razie mamy dużo pracy i na niej się skupiamy, a dom trzeba sprzedać, bo tylko stoi i niszczeje. Nowy właściciel na pewno będzie odpowiedni.


- Oo! To już czas na żeniaczkę chyba, starym kawalerem chyba nikt nie chcę zostać, zresztą to nie po Bożemu tak całe życie samotnie się tułać, ale rozumiem miejskie wychowanie, a też rodzice od was szybko odeszli i kogo tu winić…


- Wie pani co, ja przepraszam, ale bardzo zmęczony jestem, a jeszcze przede mną dużo pracy. – przerwałem, bo nie znoszę takiego gęgania.


- Rozumiem, już sobie idę, dziękuję za herbatkę i dobranoc.


Odetchnąłem z ulgą zamykając drzwi za sąsiadką.


Jak widać, nie tylko błąkające się po *** psy zauważyły moje przybycie, a może i to wystarczyło, bo może po obwąchaniu mnie i zmierzeniu wzrokiem, pobiegły szybko do swych właścicieli i wszystko im o mnie wyszczekały?


Pamiętam, że tego wieczoru byłem bardzo zmęczony i krótką chwilę po wizycie sąsiadki zapadłem w twardy, przyjemny sen, z którego wczesnym rankiem, wyrwało mnie, upierdliwe i natarczywe, pukanie do drzwi. Doszedłem do drzwi chwiejnym krokiem, wycierając oczy ze śpiochów.


- Jest ojciec? – w drzwiach stał niski zapyziały facet, około pięćdziesiątki, od którego zionęło kilkudniowym przepiciem.


- Nie, ojca nie ma – odpowiedziałem odruchowo, nie reagując w odpowiedni sposób z powodu nagłej pobudki.


- Mam sprawę – mówiąc te słowa, pijackim, żurawim krokiem, nie interesując się moją opinią, wszedł na chama do przedpokoju.


- Wie pan, jest trochę wcześnie, o co chodzi?


- Zrobiłbyś herbatę, co, młody?


Miał szczęście, że wykorzystał moment zaskoczenia i porę dnia, w której ocena sytuacji i bystrość umysłu prezentują się dość marnie. Usiadł za kuchennym stołem, a ja przygotowałem mu proszoną herbatkę.


- Kiedy ojciec będzie, mam sprawę? – zagaił niewyraźnie po pierwszym łyku, a ja uświadomiłem sobie jak bardzo musiałem być zaspany pozwalając mu na dotarcie aż tutaj.


- Proszę pana, ojciec nie żyje, chyba się coś panu pomyliło, teraz ja tu jestem gospodarzem także słucham, o co chodzi!? – autentycznie się zdenerwowałem i dość już miałem tego pijackiego smrodu parującego na całą przestrzeń kuchni.


- Chodzi o moją stówkę – wybełkotał lekko podniesionym głosem, gapiąc się na mnie tymi irytującymi, błędnymi gałami.


- Panie, jaką stówkę?! – krzyknąłem, choć rzadko mi się zdarza, ale takie pijane, bezczelne dziady wkurzają mnie wybitnie.


- Stówkę! Ojciec pożyczył i nie oddał, przypomniało mi się dzisiaj z rana, przy śniadaniu…



Coś tam jeszcze gadał, ale nie pozwoliłem mu dokończyć. Mózg zagotował się jak woda w czajniku i przez nos świsną ogłuszająco:



- Proszę wyjść, durnego pan szuka?! – zabrałem kubek herbaty sprzed nosa, a dziad otworzył szeroko przymrużone dotąd ślipia – Jak pan śmie nachodzić mnie o tak wczesnej porze, kompletnie pijany, śmierdzący… ja pana nie znam, pierwszy raz na oczy widzę! Wypad, albo dzwonię po policję, pijaku pierdolony!


Gość się chyba przestraszył, bo stanął na równe nogi i skierował do wyjścia.


- Staśka mówiła wczoraj jak Pan ją potraktował i jej marynaty, jak rzucił w kąt i jak pan chce sprzedać jakimś łobuzom swoją ojcowiznę i jak żyjecie w tym mieście bez ślubu jak pedały jakieś, zboczeńcy, Katolik tak nie robi, tak się bliźniego nie traktuje!


- Wypierdalaj pijaczyno, bo psem poszczuje! – psa nie miałem, ale tak jakoś mi się powiedziało w tych nerwach. Zatrzasnąłem drzwi upewniając się przez okno czy aby na pewno ten natręt opuścił podwórko.


Czemu od razu pedały? A jak tą sąsiadkę spotkam to jej wygarnę, pomyślałem łażąc bez celu po pokojach, w pełnym szoku co do minionej sytuacji.



Resztę dnia spędziłem na zaplanowanym sprzątaniu. Wieczorem wyszedłem wyrzucić śmieci, które nazbierały się w trakcie czyszczenia kuchni. Będąc przy drzwiach zobaczyłem sąsiadkę, tę Staśkę i chcąc być konsekwentnym w swoich postanowieniach zaczepiłem ją przy płocie.


- Pani Stasiu – zawołałem grzecznie, ale stanowczo – Dzień dobry, pani Stasiu, to chyba trochę niegrzecznie rozpowiadać jakieś nieprawdziwe plotki o sąsiedzie, którego się w ogóle nie zna, chociaż ze względu na moją świętej pamięci babcię i mamę, powinna się pani trochę opanować.



Sąsiadka spojrzała na mnie w zimny, obcy sposób.


- Nie obchodzi mnie, co wy tam u siebie wyrabiacie, z wami zawsze było coś nie tak, w każdej wsi musi być jakaś nienormalna rodzina. Nic mnie nie interesuje, ale swoje zboczenia zostawcie dla siebie, a tak poza tym, to Józek mi powiedział, że ojciec długi pozostawiał we wsi, tak też się nie robi, nic mnie nie obchodzi, róbcie sobie co chcecie, dopóki nie będziecie wchodzić normalnym ludziom w drogę i zatruwać im życia!


Obróciła się na pięcie i kręcąc głową odeszła w pośpiechu. Zamarłem ze zdumienia.



Na drugi dzień widziałem ją jak stoi na ulicy i rozmawia z jakąś kobietą wskazując nerwową gestykulacją na mój dom, ich dyskusja trwała dobrą godzinę a wzrok nieznajomej kobiety, skazał moją wiejską posiadłość na potępienie, dowiadując się tego i owego od życzliwej sąsiadki, pani Stasi.



- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
renua Linia koment
Dodany:2013-04-04 18:41:15, Ocena: 6.0
Przeczytałam jednym tchem.Trafność spostrzeżeń w parze z fajnym budowaniem postaci- bohater jest jakiś, zaciekawia, wzbudza sympatię. Chętnie poznałabym ciąg dalszy.

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów