Znajomy nieznajomy, część VI.
opowiadania >



(Długo zajęło mi dodanie następnej części. Fakt. Uprzedzam od razu, że to nic specjalnego... ale historia prosi o zakończenie.)

To z pewnością nie był szept. Chyba powinnam nauczyć się kontrolować to, co mówię. Cholera. Nie wiedząc jak się zachować, odpowiedziałam:
- Nie wiem, o czym mówisz. Wcale na nikogo nie czekam. - Sama sobie nie wierzyłam, on widocznie też nie. Całe szczęście.
- Czyli to nie z tobą się umówiłem na spotkanie? - zapytał, patrząc mi przy tym w oczy. Wciągnęłam głośno powietrze i uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że ze mną. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Przepraszam. I w ogóle to cieszę się, że cię widzę. - Cmoknął mnie w czoło, a ja wtuliłam się w jego ramię. Ogarnęło mnie niesamowicie przyjemne uczucie. Takie, które właściwie ciężko określić. Ależ musiałam durnie wyglądać. Nic nie poradzę, nieistotne.
- Weź... myślałem, że to pomyłka. To postawiłoby mnie w dość niezręcznej sytuacji, wyobrażasz sobie? - Mówiąc to zaśmiał się, a ja zamiast odpowiedzieć - westchnęłam głęboko. - To jak, jakiś spacer czy coś może? - kontynuował. A ja znowu zawiodłam. Nie odpowiedziałam nic. Całe szczęście - moje nogi nie musiały czekać na przyzwolenie. Powoli szliśmy wzdłuż zasypanego białym puchem parku.
- Dziwnie się czuję - zaczęłam.
- Dlaczego? - Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, czułam jednocześnie szczęście, obawę o to, że nie przypadnę mu do gustu i zakłopotanie. - Zawsze przez telefon trajkotałaś jak najęta, a teraz co? Wstydzisz się mnie?
- Nie no. To nawet nie tak. W zasadzie... w zasadzie nie wiem jak - odpowiedziałam i zaśmiałam się nerwowo.
- Nie traktuj mnie jak jakiegoś... nie wiem, boga! Czuję, że traktujesz mnie, jakbym był Slashem, Kennedy'ym czy kimś w tym guście. Może nawet myślisz o mnie tak, jak myślisz o Renkse z Katatonii. Muszę przyznać - średnio byłoby mi miło. Liczę na nieco inne relacje.
- Nie, nie, nie. Traktuję cię zwyczajnie, ale nie wybadałam jeszcze gruntu. - Mówiłam i jednocześnie wpatrywałam się w spadające na ziemię płatki śniegu. Lądowały na moich włosach, na kurtce. Cała przypominałam bałwana. Intelektualnie w tej chwili też by się zgadzało...
- Mam pomóc ci... eee... jak to powiedziałaś - badać grunt? - Teraz dopiero uzmysłowiłam sobie, jak głupie to było wytłumaczenie.
- Chociaż nie utrudniaj. I tak się gubię.
- Przecież... aj tam. Wyluzuj. Wiesz co? Może spróbujmy to ogarnąć w ten sposób - zadzwonię po Toma, zawiezie nas do mnie i nie będziemy marznąć. Jak myślisz?
- Ee... nie wiem czy to najlepszy pomysł.
- Bez obaw, Promyczku. - Spojrzał mi w oczy i kierował swoje usta ku moim. Ostatecznie jednak cmoknął mnie w czoło - znowu. Przez chwilę wszystko wokół wirowało. Widocznie tylko po to, by za chwilę wrócić na swoje miejsce. Fałszywy alarm, idiotko.
- W sumie... w sumie możemy. Może coś wezmę? Wiesz, żeby było mi lżej rozmawiać? - Zastanawiałam się głośno i rzeczywiście - za chwilę wzięłam i czekałam na odlot. On patrzył na mnie ze zmieszanym wyrazem twarzy.
- Nie wiem czy to tak miało wyglądać... ale czuję, że i tak... aj tam. W sumie to nieważne.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2013-02-01 20:20:56, Ocena: 6.0
Musiałam cofnąć się do cz.5. Tak mało o nim wiemy...

Ocenił/a na: 6
Wik Linia koment
Dodany:2013-02-01 21:03:17, Ocena: 6.0
Fakt. pora będzie to zmienić... ale to w następnej części. Ciężko było mi tutaj wrócić... :) No i dziękuję za ocenę. :)
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów