Internetowa cela - Rozdział VIII
opowiadania >



Kocham kino. Jest jedną z moich pasji. Lubię z pudełkiem popcornu zniknąć w ciemnej sali, aby tam poznawać jego magię oglądając ten lub inny film, często w towarzystwie mojego przyjaciela, który ma wyjątkowo dobry gust i jak dotąd się na nim nie zawiodłam. Tak, na przyjacielu, jak też na jego opinii.
Film to aktorzy, scenografia, scenariusz, reżyseria, to również ścieżka dźwiękowa, która często przykuwa mą uwagę, dlatego kilka chwil później na mym regale pojawia się nowa płyta i przez dłuższy czas to ona króluje w mym pokoju.
Dziś, np. sięgam po “Niebieskie” tematy Zbigniewa Preisnera. Dlaczego akurat to? Zarówno film, jak i muzykę traktuję jako coś szczególnego. Właściwie te filmy i tę muzykę do nich skomponowaną. Krzysztof Kieślowski stworzył bardzo dużo pięknego, sugestywnego kina, ale specjalne miejsce na mojej półce ma jego trylogia “Trzy kolory”. Każdy z tych obrazów jest harmonijnym połączeniem treści, słowa, muzyki i tego czegoś, co reżyser ukrył w każdej z trzech części. Nie będę się rozwodziła nad przesłaniem i treścią tych obrazów, wypada jednak powiedzieć, że od strony muzycznej właśnie “Niebieski” szczególnie mnie oczarował. Tematy smutne, ale jakże sugestywne. Coś, co przenika gdzieś tam, głęboko do środka. Nie oznacza to, że “Czerwony” i “Biały” mi się nie podobają. Kolor krwi kiedyś bardzo dominował (jako obraz jest tak nadal), jednak barwy nieba i wody go zdominowały, wręcz go zalały. Zniknął, lecz jest tam pod spodem, jak fresk nakładany na fresk. W którymś momencie przyjdzie pora na restaurację i wtedy odsłoni się tę świetnie zachowaną starą warstwę.
Tak, kino miało dla mnie również wartość sentymentalną. Jako mała dziewczynka mieszkałam w małym miasteczku. Chociaż, gdy ma się tylko kilka lat wszystko wydaje się takie wielkie. Również przez pewien czas takie wrażenie sprawiał na mnie stary budynek, w którym mieściło się jedyne kino na całą okolicę.
Lubiłam podpatrywać pracę trzech osób, wśród których był również mój tata. To on zajmował się tą najważniejszą sprawą. W czarodziejski sposób, zręcznymi ruchami zakładał szpulkę z filmem, przekładał taśmę przez wszystkie prowadnice, by po chwili, gdy kończyła się Polska Kronika Filmowa, puścić film. Często obserwowałam ekran przez małe okienko z pokoju, w którym stały dwa projektory, stara szafa, stół, krzesło i cała masa blaszanych, okrągłych pudełek. Siadałam czasami w pierwszym rzędzie i przez nikogo niezauważona po raz kolejny oglądałam ten sam film, za każdym razem odnajdując w nim coś nowego.
W letnie miesiące demontował jeden projektor i serwował w piękne, ciepłe wieczory prawdziwe kino pod gwiazdami. Czasami również zabierał mnie i były to dla mnie wspaniałe chwile, kiedy jechałam obok niego w kabinie starej ciężarówki. Powoli, bez pośpiechu. Raz tu, a raz tam. Wtedy do domu wracaliśmy po dwóch, czasami trzech tygodniach.
To były piękne chwile, teraz na miejscu kina stoi supermarket, a kochany tata jest już na emeryturze.
Tak rozmyślając siedziałam na kanapie, w szlafroku zarzuconym swobodnie na nagie, jeszcze mokre ciało. Czesząc włosy zastanawiałam się również nad propozycją Wiki oraz treścią odpowiedzi od nieznajomego, którą miałam przed sobą. Kim był i czego oczekiwał? Jak powinnam odpisać i czy w ogóle warto to robić?
„Poczułem muśnięcie Twych włosów na policzku, gdy śpiesząc się prawie na mnie wpadłaś” - miałam wrażenie, że w inteligentny sposób odebrał moje myśli, jednak teraz nie przychodziło mi nic mądrego do głowy, aby mu odpisać. I gdzieś w tym wszystkim przebijała wczorajsza noc, wspaniałe chwile, osoba Roberta. Praktycznie chyba nic o nim nie wiedziałam, nie wiele rozmawialiśmy, a to, co zdążył powiedzieć, chyba zdążyło mi umknąć. Obiecał zadzwonić, ale czy to zrobi?
Szykując się do wyjścia, gdyż nie mogłam odmówić Wiktorii, nie jej, nurtowały mnie dwie sprawy. Jedna równie mocno, jak druga i zasadniczo nie wiedziałam, co w tym momencie było ważniejsze. Miałam świadomość, że Robert nie zadzwoni, a ja muszę napisać coś mądrego do nieznajomego, który w swoim pierwszym wejściu nawet się nie przedstawił. Ale czy to było najważniejsze?

Stojąc już przed drzwiami przyjaciółki prawie chciałam zawrócić, zejść z powrotem po schodach, wyjść z kamienicy na powietrze, uciec.
Jednak, nacisnęłam dzwonek, czekając krótką chwilę przyjrzałam się sobie mając świadomość, że wyglądam jak najlepiej. Poza tym byłam mocno zdenerwowana. Drzwi otworzył Piotr:
- Witaj Iwona. Wejdź, proszę.
- Cześć Piotr!
- Wiki, zobacz, kto do nas dotarł.
- Wezmę twój płaszcz. Mojego kolegi jeszcze nie ma.
- To chyba dobrze...
- Czyżbyś się bała, a może to lekka trema?
- Sama nie wiem.
- Witaj droga przyjaciółko.
- Cześć Iwonko. Jak się czujesz? Zdenerwowana?
- Nie powiem, nie.
- Nie martw się, wszystko będzie OK.
Usiedliśmy we troje w ich pokoju. Mieli małe, ale gustownie i ze smakiem urządzone mieszkanie. Kuchnia, dwa pokoju, łazienka. Wszystko dopieszczone, sprawiało wrażenie lekkości i świeżości. Kilka eleganckich mebli, wysokiej klasy sprzęt stereo, trochę książek, dwie lampy, dywan. Tak wyglądał ich pokój gościnny.
W oczekiwaniu na czwartego gościa, jakby od tego miała zależeć partia brydża, w którego czasami graliśmy, rozmawiałam z Wiktorią. Piotr zaszył się w kuchni kończąc sałatkę, otwierając wino. Inaczej mówiąc, dał nam chwilkę swobody.
- Mam wrażenie, że czekasz na moje opowieści?
- No już, nie daj się prosić. Na szczegóły chwilowo nie ma czasu, więc choć trochę opowiedz o wszystkim. Kazałaś czekać cały dzień na to, jesteś okropna.
- Tak, wiem, jestem okropna. Ale faktycznie ostatnio noc
- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów