Sekret Alicji cz.2
opowiadania >



widoczna - wpadłam na pomysł, żeby co nieco dowiedzieć się o ojcu dziecka. Nie marzyłam o alimentach, tylko czego mogę się spodziewać po przekazanych genach. Ale wnet spotkało mnie rozczarowanie, nikt nie znał jego nazwiska. Pan młody pamiętał tylko, że pojawił się na jego wieczorze kawalerskim, jednak nie potrafił powiedzieć skąd; nie pamiętał nawet jego imienia. To wszystko, co ci powiedziałam. Sądzę, że po tym wyznaniu, nic się pomiędzy nami nie zmieni?


- Dziękuję mamo za szczerość. To, o czym mi opowiedziałaś, było bardzo wzruszające oraz niesamowite. A ja myślałem, że takie historie, zdarzają się tylko w romansach lub operach mydlanych - powiedział i puścił do matki oko.


Po paru minutach zjadł drożdżówkę, popił szklanką zimnego mleka i już był gotowy do wyjścia. Alicja obiegła wzrokiem syna i uśmiechnęła się do niego.


- Wracaj szybko - ponagliła. - Dzisiejszy dzień mam cały wolny, musimy wreszcie porozmawiać o twoich studiach. Czy już się zastanowiłeś nad kierunkiem?


- Odbiorę tylko dowód osobisty. Sądzę, że przed dwunastą powinienem być z powrotem. Trzymając dłoń na klamce, odwrócił się w stronę matki - dodał: - Jeśli zaś chodzi o studia - zdecydowanie wybrałem medycynę.


Alicja zamykając drzwi - wzruszyła ramionami. - Skoro takie jest jego powołanie, niech idzie na medycynę - powiedziała sama do siebie. Skierowała się do kuchni. Sięgnęła po szklankę zaparzonej kawy i zajęła miejsce przy kuchennym stole. Kawa już zdążyła na dobre wystygnąć, więc wypiła ją duszkiem. Rozejrzała się po ścianach; przygałoby się je odnowić. Ale o tym pomyśli na wiosnę. W tej chwili musi się zastanowić, co podać na kolację. Wprawdzie, będzie tort, szampan i jakieś drobne ciasteczka. Ale to za mało. Powinna być również kolacja, tak na wszelki wypadek, gdyby się przybłąkał jakiś niespodziewany gość. Na dzisiaj są zaproszeni tylko rodzice chrzestni i zaprzyjaźniona sąsiadka. Dla koleżanek i kolegów, przyjecie urodzinowe odbędzie się w najbliższą sobotę w pubie. Taka nastała teraz moda.


Alicja z niepokojem spoglądała na wiszący w kuchni zegar. Jakub zapewniał, że wróci przed dwunastą, dochodzi w pół do czwartej, a jego jak nie ma, tak nie ma. Nawet nie może do niego zadzwonić - zapomniał komórki. Być może, że rozgląda się za komputerem - pomyślała z ulgą. Jej rozmyślania - przerwał dzwonek. Jeden, drugi i trzeci nieco dłuższy. Gdy otworzyła drzwi - ujrzała stojącego w progu mężczyznę. Był zupełnie siwy. Jego krótko podcięte włosy, sprawiały wrażenie, jakby ktoś specjalnie je wymodelował, a w ręku trzymał portfel jej syna. Nie pamięta, czy poprosiła go, by wszedł do mieszkania, czy zrobiła tylko zapraszający gest.


- Skąd pan wziął, ten portfel?- zapytała nie ukrywając przerażenia.


- Nie jestem, żadnym panem. Po prostu jestem Jakub.


Uniosła powieki i wzrok zatrzymała na jego nosie.


- To ty...? - spytała niepewnie. Pokiwał głową. - A kiedyś, już bardzo dawno, przedstawiłeś się imieniem Kuba.


- Być może. Kiedyś tak się do mnie zwracano - przytaknął.


- Ten portfel jest mojego syna - wydukała.


- Wiem - znowu przytaknął.


- On dzisiaj ukończył osiemnascie lat. Chcę ci jeszcze powiedzieć...


- Też wiem, co chcesz powiedzieć.


- Na pewno nie wiesz. Chciałam ci powiedzieć, żebyś wszedł do pokoju. Zaraz zrobię czegoś do napicia. Ale najpierw muszę wiedzieć, co z moim sybem, gdyż umieram z niepokoju. Dlaczego trzymasz w dłoni jego portfel?


- Chcąc tobie wyjaśnić, cel mojej wizyty - muszę zacząć od początku. Tylko przyrzeknij, że nie będziesz przerywać mojej rozmowy - powiedział rozkazująco. - Nic się nie stało, chociaż nie przeczę, że mogło być gorzej - pomachał dłońmi. - Jechałem samochodem nie wiecej, niż sześdziesiątką. Nawet nie zauważyłem, jak pod koła mojego samochodu - wpakował się młody chłopak. Gdy wyskoczyłem, młodzieniec międzyczasie się pozbierał i energicznie otrzepywał nogawki spodni. - Życie ci niemiłe, młody człowieku?! - spytałem ostro. Alicja aby nie krzyczeć - przyłożyła dłoń do ust. Jej przerażone niebieskie oczy - zaszkliły się łzami. - Nie przerywaj - pogroził palcem.


- Jest w szpitalu? - spytała drżącym głosem.


- Wyraźnie powiedziałem; nic się nie stało.


- Wobec tego, co było dalej?


- Jestem neurochirurgiem i zdaję sobie sprawę, że nawet najmniejszy upadek, może odnieść nieodwracalne skutki. - Wsiadaj do samochodu, odwiozę cię do szpitala - powiedziałem rozkazująco. Młody człowiek, najpierw zaczął się buntować. Potem tłumaczył na wszystkie sposoby, że dzisiaj ukończył osienaście lat i jeśli zaraz nie wróci do domu, to jego matka umrze z niepokoju. Wtedy postawiłem sprawę jasno. Jeśli nie zgodzi się pojechać ze mną do szpitala - wzywam policję. Kiedy posłyszał o policji - wybrał szpital. Na izbie przyjęć oznajmiłem, jakich oczekuje badań. Pozostawiłem swoją wizytówkę, żeby mnie informowano o każdym przeprowadzonym badaniu. Gdy opuściłem szpital i wsiadałem do samochodu, na siedzeniu - ujrzałem portfel. Mój imiennik - pomyślałem. Kiedy go otwarłem, w jednej z przegródek, ku swojemu zdziwieniu - ujrzałem twoje zdjęcie. Muszę powiedzieć, mało co się zmieniłaś. Z ciekawością, przejrzałem następne przgródki portfela. Stanowczo za dużo gotówki, nosi przy sobie - znowuż pogroził palcem.


- Ten portfel wraz z gotówką, dostał ode mnie na urodziny, na zakup nowego komputera - powiedziała, jakby chciała go usprawiedliwić. 


Uśmiecnął się, swoim czarującym uśmiechem i po chwili mówił dalej:


- Chwyciłem do ręki, jego dowód osobisty, nic mi nie mówiło czarnobiałe zdjęcie. Chłopak faktycznie ukończył osiemnaście lat - pomyślałem. Ale kiedy wyjąłem legitymację szkolną i spojrzałem na roześmianego o czerwonych włosach chłopca: pojąłem wszystko. Zamknąłem oczy, by w myślach odtworzyć portret chłopaka. Chociaż jego głowa była ogolona na łyso, jednak pokrywał ją rudy meszek. I do tego, ten nos... - postukał po swoim nosie.


- To znaczy, już nic nie muszę mówić? - spytała przez łzy, które nie pytając o zgodę - spływały po jej policzkach.


Podszedł do niej bardzo blisko, i patrząc w jej zapłakame oczy - spytał:


- Oj Alice, niepoprawna Alice. Po co, ta fontanna łez?


To łzy szczęścia, że mój syn odnalazł ojca - tylko pomyślała.


Anna K.


          


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
kac1 Linia koment
Dodany:2010-02-18 21:09:22, Ocena: 5.0
owszem, ciekawe opowiaadanie, ale wg mnie pierwsza cześc była lepiej napisana. Tutaj brakowało mi opisów emocji osób rozmawiających. Dialog z synem wydawał mi sie trochę za sztywny ? bark opisu reakcji syna .. ale jako całość dobre , ciekawe opowiadanie . Pozdrawiam
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów