Ciepłe maile i herbata cz. 5
opowiadania >



Ranek powitał Ewę wesołymi promieniami słońca. To, ta okrągła, żółta kulka zawieszona na niebie chichotała, tak figlarnie. Przeciągnęła się leniwie, oblizując przy tym usta, jakby sen był czymś w rodzaju smacznego deseru. Dawno już, nie spała tak dobrze. Oblepionymi jeszcze snem oczyma, spojrzała na zegarek, wybijał na dwunastą.


-Jezu, pomyślała...


Nagle, drzwi jej sypialni uchyliły się, i pojawiła się mała główka z burzą złotych loków.


-Mamusiu Ewusiu, mogę do Ciebie przyjść ?


- Oczywiście Kochanie, wskakuj.


Ewa, jednym gestem ręki odsłoniła kołdrę, robiąc tym sposobem miejsce dla małej. Izunia błyskawicznie przybiegła do jej łóżka, tłukąc się bosymi stópkami po podłodze. Całą sobą wtuliła się w ciepłą piżamę Ewy, to rozczuliło ją mimowolnie. Już dawno, nikt nie przytulała ją do serca z taką siłą, z taką ogromną skalą czułości.


-Masz zimne stopki malutka, gdzie kapcioszki ?


-Zostały w domu, u babci, może kupimy nowe? Takie Ewusiowe, będą tu zawsze, żebym mogła wracać...


-Oczywiście Kochanie, kupimy....


-Na pewno ? Obiecujesz?


- Obiecuję...


Głos Ewy, zadrżał, ściszył się. Wracać? Pomyślała... Ona chce do mnie wracać? Ewa, nie była pewna, czy chce dzielić teraz z kimś swój świat. Rozpoławiać dni i noce. Ta mała istota, tak bardzo poruszała jej serce, że któregoś dnia, mogłoby pęknąć. Roztrzaskać się na milion małych części. Bała się, że los na nowo zabierze jej kogoś, kogo kocha... Jednak, druga strona jej serca podszeptywała jej, że Iza, to mała, bezbronna, potrzebująca miłości istotka. Potrzebująca matki i ojca, których nie ma, nie było matki i już nie ma ojca. Łza spłynęła po Ewy policzku.


- Nauczę się, nauczę się być dla Niej, dla Niej w dwójnasób. Matką i Ojcem. Obiecuję Ci Kochanie...posłała tę obietnicę w stronę nieba.


- Dobrze, że już jesteś, powiedziała Iza.


-Cały czas myślałam, że po mnie przyjedziesz, że zabierzesz mnie ze sobą. Ale babcia Irenka, powiedziała, że jesteś chora. Więc ja czekałam, aż wyzdrowiejesz. Bałam się, bez Ciebie. Bałam się ciemności, światełka na szafie, że ktoś będzie pod łóżkiem. Że nikt nie przyjdzie i mnie nie przytuli. Czasami, krzyczałam „Ewusiu, jesteś taaaaam?” Ale Ty nie odpowiadałaś, nie było Ciebie, a ja chowałam się pod kołdrę i czekałam....


-Jestem już Kochanie, jestem.


Ewa przytuliła do siebie mocno Izę, całując w czoło powiedziała:


- Już Cię nie zostawię, nigdy, obiecuję. Jesteś Moja, kochana, naprawdę kochana.


Ewa, nie chciała, żeby Iza, kiedyś w przyszłości, będąc dorastającą dziewczynką, później młodą kobietą, wypowiadając słowa „ Jestem kochana...” rozpłakała się. Nie chciała, żeby bolało ją tak samo. Wszystkimi siłami, chciała udowodnić Izie, że jest kochana, dobra, mądra, ładna. Żeby oswajała się z tymi słowami, uważała je za normalne, żeby miała ich pod dostatkiem i nigdy, przenigdy za nimi nie tęskniła, tak jak Ona...


Chciała stworzyć jej piękny dom, w którym pachnie obiadem, czułością, zwykłością wręcz. Gdzie słychać beztroski śmiech, gwar rozmów, gdzie każdy może ukoić swoją obolałą duszę łagodnością i ciepłem.


Czuła, że chce zrobić wszystko, by mała Iza, nie musiała przenigdy budować w sobie takiego zamku, za który inni, dookoła by ją pokochali. Takiego jak ona budowała przez lata, takiego w którym siedziała zamknięta szczelnie. Bowiem, bała się, że nikt nigdy nie pokocha jej szczerze. Że nawet ona sama nie będzie w stanie pokochać siebie, no bo, jak ktoś mógłby ją pokochać, skoro nie kochała jej nawet, jej własna matka?


Dlatego biedna Ewa, wielokrotnie dawała siebie innym, jak prezenty, przecież lubiła je dawać. Dawała, bo wierzyła, że w ten sposób zasłuży na miłość... Teraz bardzo chce być dla Izy mamą, tatą, nianią, babcią w jednym. Taką fajną kobietą jaką dla niej samej była jej babcia. Prawdziwie, kochająca kobietą. Fajną i radosną częścią jej dzieciństwa. Zosią, która kochała Ją bezwarunkowo.


Ale to jednak nie była jej mama, prawdziwa mama, Ewa podskórnie czuła, że jeżeli matka, jej nie kocha to, coś musi z nią być nie w porządku. Wstydziła się tego i ukrywała szczelnie w małych szufladkach swojej duszy, tak naprawdę ukrywała samą siebie, przed resztą świata. Nie chciała, żeby Iza, żyła tak samo. Pragnęła wychować Izę na całkiem szczęśliwą kobietę, pomóc jej się tego nauczyć.


Obiecała, to sobie i Adamowi. Dała słowo.


Z pieszczotliwego leniuchowania, dziewczyny z łóżka wyrwał smakowity zapach unoszący się z kuchni. To babcia Irena smażyła naleśniki, które później smarowała malinową konfiturą. Sok ze świeżych pomarańczy, słodkość kakao, dojrzałe, wykąpane w słońcu gruszki, pokrojone w plastry. Miękkość bułek, posmarowanych masłem. Czerwone pomidory, kulki rzodkiewek, masło, plastry żółtego sera, twarożek ze szczypiorkiem. Wchodząc do kuchni, Ewa z wrażenia przetarła oczy mówiąc:


- Mała, czy Ty widzisz to samo co ja ? Pytała figlarnie Izę.


- Naleśniki ? Zawołała ochoczo Iza...


- Co za wspaniała uczta. Ewa podeszła do Ireny, pocałowała w policzek mówiąc „Dzień dobry”.


- To dla Nas? Kiedy zdążyłaś to wszystko przygotować?


- Jak spałyście moje dziewczynki...


- Siadajcie i częstujcie się.


- Wyspałyście się?


- Spałam cudownie, jak nigdy.


- A ja powędrowałam do łóżka mamy Ewy, jakie Ona ma miękkie łóżko, a jakie duże. Komentowała Iza.


- Tak, tak troszkę sobie poleniuchowałyśmy. Jakie mamy plany na dziś? Pytała Ewa.


- Może wybierzemy się do kina i na pyszny i strasznie kaloryczny deser?


- Taaaaaaaaak ! Iza radośnie machała nóżkami, jedząc zachłannie naleśnika.


To zaklepane. Oświadczyła Ewa.


Dziewczyna, zjadła naleśnika, dwie bułki z twarożkiem i warzywami, wypiła szklankę pomarańczowego soku i głośno stwierdziła:


- To było wyśmienite...


- Kochanie, od razu nabrałaś kolorów.


- Izuniu, ale masz brązowe wąski od kakao, zupełnie jak kotek.


- Chodź umyjemy buzię. Babcia Irena złapała Izę za rączkę i powędrowały do łazienki.



Ewa, spojrzała przez okno. Miasto, na dobre rozbudziło się ze snu. Przechodnie pozdrawiali się nawzajem, ktoś się spieszył, ktoś szedł ze spuszczoną smutno głową, gdzieś w oddali słychać było głośne szczekanie psa. Życie toczy się nadal... Pomyślała Ewa. Tylko mnie jakby zabrakło, jakby ktoś podstępnie odkleił mnie od tego obrazka i schował, tak doskonale, że nie potrafię siebie odnaleźć. Ale szukam. Cierpliwie....


Słońce czule pogłaskało jej policzki. Jakby chciało powiedzieć „ Żyj, Ewa, żyj”.


Zieleń traw, zapraszała, by ugościć zmęczone nogi, ławki w parku czekały na ludzi, którzy chcą odpocząć, kawiarnie wesoło gęstniały od ludzi.


Ewa z czułością w źrenicach spoglądała na Irenę. To, teraz najbliższa jej istota.

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów