Ciepłe maile i herbata cz. 5
opowiadania >



Mama, babcia, przyjaciółka w jednym.


Taka mądra, wspierająca, budująca i kochana. Dojrzała. Ewa od zawsze, łatwo nawiązywała kontakt ze starszymi od siebie ludźmi, starszymi wiekiem i doświadczeniem, choć sama miała go sporą walizkę. Być może to sprawiało, że tak dobrze czuła się w ich towarzystwie? Jakaś niema nić porozumienia zawiązywała się pomiędzy nią, a dojrzałymi, mądrymi kobietami. Nie analizowała, przyjmowała to z uśmiechem.


Kiedy zobaczyła Irenę po raz pierwszy, czuła, że mają sobie coś do przekazania i do wzajemnego wzbogacenia. Jakieś podobieństwo dusz?


Tak, to dobre stwierdzenie. Ewa czuła się przy Irenie ciepło, wesoło, jakoś emocjonalnie łatwo. Swobodnie. Różniły się wiekiem, doświadczeniem, nawet przeżywaniem niektórych spraw, ale łączyło je coś znacznie głębszego, powietrze, które tworzyło się wokół nich było, pełne zgody, akceptacji, serdeczności i współodczuwania, współdzielenia. Wzajemna potrzeba siebie. Irena, jakimiś niewidzialnymi mackami, wyczuwała, kiedy Ewa jest smutna, kiedy źle się czuje, kiedy nagromadziło się w niej mnóstwo niepewności. Wiedziała kiedy zadzwonić, kiedy przyjechać, wyczuwała stan jej duszy na odległość.


Kobiety zawsze były dla Ewy, ważne, fajne, lubiła być z nimi. Z Ireną czuła się jak z kimś bliskim do granic możliwości. One budowały tą przyjaźń długimi miesiącami, to nie działo się tak cyk, cyk i już. To dni pełne słuchania, godziny pełne rozmów, to minuty poubierane w trudności, to też milczenie i ciche bycie osobno. Mają swój własny, prywatny kobiecy pokój, w którym lubią się zasiedzieć, wypłakując oczy, popijając herbatkę, odpoczywać, być.


-Moje kobietki, śliczne, idziemy?


- Jesteśmy gotowe, powiedziała Iza.


- Zielona sukienka w czerwone czereśnie, coś takiego... uśmiechnęła się Ewa. Wyglądasz ślicznie Malutka. Powiedziała


-Jeszcze tylko kapelusik, żeby mi się główka nie zagrzała.


Ewa ubrała chabrową sukienkę, lekką, jakby uszytą z płatków kwiatów.


-Co za elegancja, skwitowała babcia Irena.


-Dziękuję, bezczynnie wisiała w szafie, czekała na odpowiedni moment. Ewa uśmiechnęła się.


- Jak ślicznie wyglądasz Mamusiu, rzekła Iza, przyglądając się z dumą. Ten czarny Ci nie pasuje, jest za smutny...


Ewa zastygła, jak wosk z kapiącej świecy. Do tej pory czerń była, jej przyjaciółką. Symbolem bólu, smutku, goryczy. Miała do tego prawo, chciała tak myśleć. Czerń przylegająca do jej ciała, mimowolnie przylegała też do jej duszy. Ten okres, był jej prywatną, intymną melancholią. Pożegnaniem, a z czasem rozstaniem....


- Ale, czegoś tu brakuje. Niezręczną ciszę, przerwała Irena.


- Czego? Zapytała Ewa z zaciekawieniem.


- Mam tu coś, Irena zaczęła szukać czegoś w torebce.


- O jest... Wyciągnęła, mały, koronkowy woreczek.


- Ten naszyjnik, należał kiedyś, do mojej mamy. Chcę teraz podarować go Tobie.


- Ireno, jest śliczny.


Ewa obracała w dłoniach, piękny czarno-granatowy kamień z połyskującymi drobinkami, które nadawały mu niebywałej elegancji.


- Będzie mu u Ciebie dobrze Ewo. Irena zapięła naszyjnik na szyi Ewy.


- Ten kamień, zawiera spokój i harmonię. Tego Ci teraz trzeba Kochanie.


- Tak, będzie mu u Ciebie dobrze, jak Nam, stwierdziła z przekazaniem w głosie Iza.


- Dziękuję. Ewa przytuliła Irenę.


Cała trójka, radośnie komentowała, wszystko to, co mijała po drodze. Zzieleniałe drzewa, miękki dywan usłany stokrotkami, cukrową watę chmur na niebie. A słońce, towarzyszyło im w tej wędrówce. Uśmiech nie odklejał się z ich buź. Będąc w kinie, pośród mroku, Ewa zrozumiała, jak ważne jest wspólne celebrowanie zwyczajnych chwil. Kontemplowanie codzienności. Po wspólnym seansie, wybrały się na lody. Kradły słodkie chwile do koszyczków jutra. Siedząc w parku, jedząc soczyste czereśnie, pluły beztrosko pestkami.


-Rozpieszczacie mnie, powiedziała Ewa, zanurzając stopy w fontannie.


-Jestem pewna, że Adam, siedzi sobie teraz wygodnie na chmurce i jest szczęśliwy... Irena, zamknęła Ewy dłoń w swojej, jakby pieczętując to, co przed chwilą powiedziała.


Ewa uniosła oczy ku niebu....


Będziesz zawsze przy Nas prawda?


- Będzie, będzie Naszym drogowskazem.


Obie uśmiechnęły się do siebie promiennie. Wracały zmęczone, ale jednocześnie rozanielone, rozpromienione, radosne....


Tak bardzo im, ze sobą dobrze.










- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów