Demony nocy
opowiadania >




Demony nocy

"Sen mara
Bóg wiara".

Stare przysłowie.



Pamiętam jakby to było wczoraj, a może to było wczoraj? Myślę, że to mało istotna kwestia w tej chwili, chyba, że wiąże się z teraźniejszością w sposób ścisły. Czasem zastanawiam się czy nie zacząć pisać senników popartych dowodami ale nie imionami. Przy okazji zaznaczę dla wyjaśnienia, że wszystkie imiona oprócz mojego, jeśli się ukażą w niniejszym opowiadaniu zostały zmienione i ich zbieżność może być jedynie przypadkowa. Co się zaś tyczy zdarzeń - oparte są na faktach.
Czy jedna noc może poddać w wątpliwość umysł?

W kalendarzu widniała data 25 września 2006r. Niby dzień taki jak każdy inny. Wiadomo: rano pobudka, śniadanko, wyjazd do pracy (teoretycznie od 7.00 - 15.00 a w rzeczywistości różnie to bywa), powrót do domu, obiad. A po obiedzie? A po obiedzie się właśnie zaczęło.
Umówiłem się z kumplami (Leonem i Arkiem) na jedno małe. Wracali od dentysty i czekali na mnie w Centrum, koło kina. Dotarłem bez przeszkód, chociaż z drobnym spóźnieniem. Postanowiliśmy odwiedzić Gacka - "Gacek" to taki lokal kupiony jakiś czas temu przez mojego znajomego. Wypiliśmy, tak jak się umówiliśmy, po jednym. Nawet nie wiem kiedy zrobiła się godzina 20.00 i trzeba było się zbierać. Jeszcze musiałem popracować w domu a jutro znów do pracy. Odprowadziliśmy ( ja i Leon) Arka pół drogi - bo akurat mieszka niedaleko nas - pożegnaliśmy się z nim i poszliśmy dalej.
Mieszkamy z Leonem na jednej ulicy, ale na dwóch jej końcach. Gdy się pożegnaliśmy i doszedłem do połowy ulicy już wiedziałem, że ta noc będzie dla mnie dość interesującym przeżyciem. Nie raz zdarzyło się, że ktoś na "mojej" ulicy został napadnięty albo pobity - moje miasto niczym nie różni się od innych. Przyznam, że i mnie kilka razy się to przytrafiło a bardzo nie lubię się bić. To jedna z moich "wad". Szczególnie różne męty wychodzą na ulicę. Szedłem sam, a ich było kilku, dopiero się zbierali - poznałem bo dochodzili do nich inni. Możliwe, że byli nawet jacyś których znam ale w ciemności i z pewnej odległości ich widziałem więc nie jestem pewien. Możliwe, że byli pod wpływem alkoholu a sam przeciwko nim miałem nikłe szanse na zwycięstwo. Zbliżałem się do skrzyżowania w połowie ulicy. Grupa, która szła z naprzeciwka mogła mnie widzieć dość wyraźnie. Postanowiłem, nauczony niedawnym doświadczeniem (jakiś czas temu, niedawno, w biały dzień zostałem napadnięty na tej samej wysokości "mojej" ulicy gdy w niedzielę wieczorem wracałem z kościoła. Prawie mnie pobili i zareagowała na to tylko jedna osoba) uniknąć ponownego spotkania. Skręciłem w równoległą ulicę. Nie miałem pewności czy nie pójdą za mną, kiedyś bowiem podeszli nawet pod mój dom. Mogliby nawet za mną jechać - od pewnego czasu są u nas, na uliczkach, w nocy organizowane jakby wyścigi samochodów i motocyklistów i nie chciałbym znaleźć się pod ich kołami.
Dzięki Bogu jednak, tym razem udało mi się szczęśliwie dotrzeć do domu. Ale takich znaków, a może ostrzeżeń miałem mieć tej nocy więcej.

Tak jak sobie obiecałem popracowałem, popisałem, poczytałem i urywek filmu obiecałem. Troszkę czasu mi to zajęło. Czasem tak mam, że najpierw się bawię a potem dopiero myślę. Tej nocy było tak samo. I pomyślałem, że muszę mieć co na siebie włożyć do pracy. Kilka rzeczy dzień wcześniej, tak na szybko, wrzuciłem do pralki i teraz wystarczyło zejść do piwnicy i coś rozwiesić. No właśnie, zejść do piwnicy. Niby nic, takie to banalne. Banalne? No to sprawdziłem - moja mama oglądała jakiś film w telewizorze w drugim pokoju. Pozapalałem światła i zszedłem do piwnicy. Pokonałem kilkanaście schodów i żaden demon mnie nie zjadł ale... Poczułem coś co rozpaliło moje zmysły. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. W piwnicy roznosił się dziwny zapach. Z początku myślałem, że to może benzyna bo wujek wjeżdżał samochodem do garażu ale im bardziej zbliżałem się do kotłowni tym zapach stawał się silniejszy. Nie czekając ani chwili dłużej zawołałem mamę. Oboje stwierdziliśmy, że to gaz ulatnia się z bojlera.
Przyjrzeliśmy mu się (bojlerowi) dobrze - zaczął korodować a mechanik prawdopodobnie sprzedał nam przestarzałą anodę. "Trzeba będzie jutro wezwać serwisanta" - pomyślałem, po czym z duszą na ramieniu wróciłem z mamą na górę. Mama znowu zaczęła oglądać film a ja poszedłem spać.
Ale długo nie dane mi było pospać.

Spojrzałem na zegarek: wskazówki na tarczy wskazywały godzinę 23.30. Leżąc na łóżku odwróciłem głowę w stronę dużego pokoju. Ponieważ drzwi do przedpokoju miałem otwarte zobaczyłem zapalone światło, włączony telewizor i moją mamę siedzącą w fotelu z głową w dość nienaturalnej pozycji. Nasłuchiwałem jakiś dziwnych odgłosów ale w cały domu panowała przerażająca cisza, nawet moje dwa psy spały jak zabite.
- Mamo!
- Co? - Odpowiedziała sennym głosem.
- Jest wpół do dwunastej, trzeba iść spać.
- Już idę. - wyłączyła światła i zgasiła telewizor. Coś ją tknęło - poszła wypuścić psy na dwór przed snem i zeszła do piwnicy. Wróciła dopiero po dziesięciu minutach. - Masz jakieś spodnie na sobie?"
- Nie, a mam zejść?
- Nie wiem. Może byś się przydał. Wyłączyłam bojler ale nie wiem czy dobrze. Spróbuję zakręcić dopływ gazu.
Ponownie zeszła do piwnicy. Chcąc nie chcąc zwlokłem swoje ciało z łóżka, włożyłem jeansy i wyszedłem na klatkę. Ledwo przekroczyłem próg gdy do moich nozdrzy ponownie doleciał zapach gazu. Tym razem nie tylko piwnica śmierdziała, unosił się na całej klatce. Czym prędzej zszedłem do piwnicy. Moja mama już otworzyła dolną pokrywę bojlera i czytała przetłumaczoną kiedyś przeze mnie instrukcję.
- Przekręć zawór w prawo.
- Ale w to prawo czy w to prawo? - miałem na myśli prawo do siebie czy do bojlera.
- W to - i przekręciła.
- Mam nadzieję, że dobrze.
- Ja też, ale i tak trzeba będzie dzwonić po mechanika. Tylko nie wiem do którego bo do tego poprzedniego nie mam już za grosz zaufania.
Pogasiliśmy światła i wróciliśmy na górę. Ponownie poszliśmy spać. Zasnąłem jak niemowlę, twardym snem i byłem pewien, że nic mi się nie przyśni.

Jak zwykle rano, w tygodniu gdy trzeba iść do pracy, zadzwonił budzik o godzinie 05.10.
- Pobudka. Trzeba wstawać, dzisiaj nie możemy się spóźnić do pracy - zawołała moja mama i wyłączyła budzik.
"Znowu to samo" - pomyślałem ale po kilku minutach wstałem. Miałem nadzieję, że ta noc już się skończyła. Zanim się
- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
anamika Linia koment
Dodany:2007-11-29 16:03:32, Ocena: Brak oceny
bardzo podoba mi sie tytul. juz drukuje sobie Twoj utwor. Przeczytam i dodam kolejny komentarz. Dobry tytul bardzo pomaga. Mam nadzieje, ze tresc jest rownie dobra. Pozdrowionka! anu
anamika Linia koment
Dodany:2007-11-30 16:49:46, Ocena: Brak oceny
Bardzo spodobal mi sie tytul, dlatego przeczytalam. No, ale jakos tak nie potrafie zrozumiec, co ten sen mial wspolnego z pozniejszymi wydarzeniami. Pozdrawiam! PS: w zasadzie Twoj utwor pozwolil mi wyzbyc sie pewnej historii, ktora wciaz mialam w glowie. Opowiedzialam o moich przezyciach, zachecona Twoim utworem. Narka!
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów