Nieśmiertelnik
opowiadania >



trzeci w lewo… Rutyna.


Wśród szczęku oporządzenia, gniewnych pomruków, sapania i tupotu butów, Kowalski znalazł się na swojej pozycji z tyłu rośka. Skanował swój sektor ostrzału. Nic. Pot zaczął ściekać mu z czoła na twarz, po drodze podrażniając oczy.


- Przyjąłem – powiedział Twaróg do mikrofonu radia, poczym krzyknął do swoich podwładnych:


- Wyborowy i obserwator w stronę wioski, reszta zostać na pozycjach.


Szybki uśmiechnął się i wstał.


- Zostańcie, mężczyźni mają coś do załatwienia. – W ręku miał karabin snajperski. Strzelał najlepiej ze wszystkich w plutonie, więc jak była potrzeba, to robił za strzelca wyborowego. Jeden z żołnierzy poszedł za nim.


- Możecie mi naskoczyć, cioty – rzucił ktoś za nimi.


Pozostali zostali. Klęczeli na jednym kolanie i obserwowali tyły. Załoga rośka obserwowała wioskę. W razie potrzeby mieli walnąć trochę z „trzydziestki”.


Drużyny ich plutonu utworzyły czworobok wokół wioski. Pomiędzy ich wozami, stały pickupy anusiaków. Żołnierza ANA może i czegoś się nauczyli. Już nie rozsiadali się, jak na pikniku, tylko trzymali sektory ostrzału. W sumie, to była ich operacja. Kilku żandarmów było z nimi w wiosce, ale tylko im doradzali – teraz, w polu, i wcześniej przy planowaniu.


Twaróg zajrzał do wnętrza wozu.


- Widać coś? – krzyknął.


- Nie – padło ze środka. – Nasi zajmują już domy. Na razie spokój.


Po chwili początkowego napięcia, nadeszło pewne rozluźnienie. Kowalski przez rurkę łyknął trochę wody z zasobnika na plecach.


- Będzie strzelanina? – rzucił pod adresem kolegów.


- Jak nie, to Szybki będzie niepocieszony. – Budyń uśmiechnął się pod nosem.


- Zajmiemy wioskę, złapiemy jednego, czy dwóch, może nawet kogoś rozwalimy, a oni potem wysadzą nam wóz ajdikiem. – Kowalski zrobił teatralną pauzę, po czym dodał:


- I po co to wszystko?


- Jesteśmy żołnierzami. Taka robota – odpowiedział Budyń. – A po co to robimy, to już zmartwienie polityków.


- Tylko wodzowie wszystko muszą spierdolić – odezwał się leżący obok żołnierz, przytulony do kaemu.


- Przemyślę, to zagadnienie w drodze powrotnej – sarkastycznie odpowiedział Budyń. – Chyba, że nasz kierowca wpierdoli nas na jakąś posowiecką minę.


Tak to już było. Po perfekcyjnie przeprowadzonej operacji, można było wjechać na minę, która spokojnie leżała w piachu od trzydziestu lat. Albo od zeszłej nocy.


Cudnie, pomyślał Kowalski ocierając pot z czoła. Przeszedł go dreszcz, bo tutaj naprawdę można było zginąć w każdej chwili. Po prostu cudnie. Nie ma to, jak służyć w bojówce.



- Wodzowie na difaku -



- Ciota – mruknął Budyń siadając przy stoliku.


- Co? – Szybki oderwał wzrok od obiadu.


- Jeden z tych gnojków, co nam rośki tankują.


- Co z nim?


- Według listy był za mną w kolejce do telefonu, ale jak przyszedłem to już było po moim czasie.


- Pyskował? – Szybki intensywnie przeżuwał kolejny kęs.


- Pieprzył, że mogłem być na czas.


Szybki parsknął śmiechem.


- Nasza wina, że mieliśmy tika?


To był ich pierwszy poważny kontakt i dłuższa wymiana ognia od czasu, kiedy tamten gościu z pierwszej drużyny wyłapał kulkę. Kowalski milczał. Po tamtym tiku po raz pierwszy pomyślał, że może nie wrócić do domu w jednym kawałku. Dzisiaj, kiedy dwóch brudasów ostrzelało ich kolumnę z granatników, to obezwładniające uczucie powróciło. Nie pomagała świadomość, że żaden nie trafił, i że „trzydziestki” rośków rozniosły obu na strzępy.


- W sumie możesz wykorzystać mój czas i zadzwonić do… – podjął Szybki i zawahał się - …domu.


- Nie… - mruknął Budyń.


- Ja i tak nie mam do kogo dzwonić.


- A twoja…


- E – Szybki machnął widelcem. – Opowie mi co na obiad ugotowała. Dzwoń śmiało. Za kwadrans.


- Dzięki. – Budyń wstał od stolika.


- Nie jesz? – spytał Kowalski.


- Nie. – Budyń machnął ręką i odszedł.


- O mało nie powiedziałem, żeby dzwonił do żony.


- Nie ma go co dołować – mruknął Kowalski. I nagle naszła go nieoczekiwana myśl… Budyń podejrzewał, że żona go zdradza. A co jeśli i moja?... Przestań, skarcił się Kowalski, na pewno mnie nie zdradza. Miał tylko nadzieję że u niej wszystko w porządku.


- Dzbany – burknął Szybki i odsunął od siebie pusty talerz. – Mają bardziej zużyte mundury od naszych.


Kowalski obrzucił spojrzeniem oficerów z toka, którzy właśnie weszli na difak.


- Faktycznie.


- W życiu za bramę tych pustych łbów nie wystawili.


- To skąd te mundury…?


- Już od paru zmian wodzowie brudzą mundury, żeby wyglądać, jak Indianie. My na robocie, a oni na difaku. Cały dzień tu zaglądają. Wszyscy śmieją się, że specjalsi, to chłopcy-difakowcy, ale jak dzbany śpią, to specjalsi robią robotę przez całą noc.


- Myślisz, że ona go zdradza? – Nagła zmiana tematu.


- Budynia? Jego stara? – Szybki patrzył, jak oficerowie z TOC siadają przy stoliku.


- No…


- Cholera wie. Zdarza się. Nawet dosyć często. Ale i tu chłopaki lubią podupczyć.


Kowalski zamilkł. Nie miał zamiaru zdradzić i wiedział, że nie zdradzi. Wiedział też, że i żona dochowa wierności. Spojrzał na sufit. Próbował przywołać jej twarz z pamięci. Zobaczył raczej niewyraźną plamę. Nagle poczuł się, jakby ją zdradził – swoimi podejrzeniami.


Nie chciała żeby jechał. Bała się, że ich związek tego nie wytrzyma. Że coś może się stać jemu. Właśnie dlatego okłamywał ją przez telefon. Zresztą przed wyjazdem powiedział jej, że przydzielili go do kompanii ochronnej. W rzeczywistości robił robotę z innymi chłopakami z Grupy Bojowej Alfa z Ghazni – druga kompania, drugi pluton, druga drużyna. Niby dawał radę, ale czuł jednak, że coś jest nie tak. A służył przecież w 6. BPD, był spadochroniarzem. Należał do elity... Owszem, każdy miał od czasu do czasu wątpliwości, każdy odczuwał strach i miał zszarpane nerwy. W końcu ciągle żyli w napięciu, więc nic dziwnego. Kurwa! A jeśli nie wrócę do kraju?, naszła go myśl. Albo wrócę bez nóg? Albo…? I nagle jego wszystkie obawy i wątpliwości skrystalizowały się w jednym prostym zdaniu:


- Stary, ja się chyba do tego nie nadaję…


Zanim Szybki zdążył się odezwać, Kowalski wstał od stolika i ruszył do wyjścia. Nawet nie spojrzał koledze w oczy. Nie miał ochoty. Ani odwagi.



poprzednia

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów