Przygotowania...
opowiadania >



Nie chciała więcej zabijać, nie była bestią, szczerze powiedziawszy nienawidziła tego. Zastanawiała się, co by było, gdyby jej ojciec nie był tym, kim jest. Co by było, gdyby służył Bogu. Czy jej życie wyglądałoby inaczej? Czy mogłaby…


- Elie!- głos Queena wyrwał ją z zamyśleń. – Czy ty mnie w ogóle słuchasz?


- Co? O co pytałeś?- zapytała, lekko rozchwiana po myślach, które szalały w jej głowie.


Queen wydał pomruk niezadowolenia.


- Pytałem się czy już wiesz, od której strony zaatakujemy? Eliano, przecież to ty nami dowodzisz, to jak potoczy się nasza misja zależy tylko od ciebie! A ty tylko myślisz o jakiś bzdurach.- Jego głos przerażał. Rzadko odzywał się do niej w ten sposób. Zadrżała. Nie przez jego ton, ale przez myśli.


- El, kochanie ? Przepraszam. Nie powinienem był odzywać się w taki sposób do ciebie. Wiem, że nienawidzisz tych misji i je bardzo przeżywasz. – Jego głos znów brzmiał normalnie. Ta zmiana bardzo ją ucieszyła. Przecież Queen jest jej przyjacielem. Znają się od dziecka. Razem uczyli się walczyć. Razem popadali w kłopoty. On, Arriane, Selene i Ash są dla niej wszystkim.


- Mam dziś zły dzień. Ojciec czepiał się mnie cały dzień..ach. Jeszcze raz przepraszam, nie…


- Queen! Nic się nie stało, przecież wiesz, że ja też mam takie dni, ale nie przejmuj się, gdy wrócimy do zamku porozmawiamy o tym. Nie przejmuj się tym, przecież wiesz, że często sama mówię w ten sposób.- powiedziała to tonem jaki znali tylko jej przyjaciele.


- Czyli, nie gniewasz się? – zapytał.


- Proszę Cię, nawet tak nie mów. Wiesz przecież, że nie potrafię się na ciebie gniewać.


Co w rzeczywistości było prawdą, gdy się tylko pokłócili, przepraszali się po jakiś 5 minutach.


- Powiedz innym, że zaatakujemy od wschodu. Przelecimy przez jezioro Armix i prosto przez wzgórze Arteminous.- wydała rozkaz. Queen uśmiechnął się do niej i odleciał. Jego uśmiech był rozbrajający. Rządki białych zębów, pięknie kontrastowały z jego opalenizną. Queen był od niej wyższy o jakieś 30 centymetrów i często jej z tego powodu dokuczał. Zastanawiacie się ile w takim razie mierzy nasza Morderczyni? Nie zgadniecie! Otóż Eliana to całe 159 centymetrów dobra pomieszanego ze złem.


Ale o czym ja opowiadałam? Ach, tak. Queen. Jego szmaragdowe oczy (o tak! Szmaragdowe, a nie zielone jak u innych Upadłych), potrafił zahipnotyzować każdego. Dodawały otuchy, bezpieczeństwa swoim ofiarom. Szczerze powiedziawszy, Que wyglądał jak wyjęty z jakiegoś czasopisma. Cera bez skazy, dobrze umięśniony, no i te jego włosy.. kruczoczarne, często rozczochrane, tzw. artystyczny nieład, pasował do niego idealnie. Każda kobieta chciałaby chociaż przez chwilę porozmawiać, dotkną jego twarzy i wpatrywać się przez wieczność w jego oczy. Tak, taki właśnie jest Queena. Eliana uśmiechnęła się do myśli o nim. Ale koniec tego miłego!


Właśnie przelecieli nad wzgórzem i zobaczyli mieszkańców tej uroczej wioski. Ludzie skierowali na nich wzrok. Patrzyli na Elianę gniewnie, ze strachem, niektórzy ze współczuciem. A tego właśnie nienawidziła. Wyjęła srebrzysty miecz, wyrobiony z kamieni księżycowych i krzyknęła!


- Do ataku!



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów