Zwyczajnie - miłość (III) Pierwsze problemy z reklamacją
opowiadania >



No wiem. W tytule jest, że będzie o miłości, a tu wcale o niej nie jest – jeszcze nie. Każdy, kto czytał zauważył – ot przygoda między dwójką młodych, nabuzowanych chemią i biologią ludzi. Żeby chociaż zauroczenie, ale oni nawet nie zdążyli się dobrze poznać. W lokalu, na przedmieściu spotkało się dwoje, nieznajomych, młodych ludzi przeciwnej płci. Coś zaiskrzyło (nie wiadomo jeszcze do końca co). Dostępność towaru jakim jest małżeństwo, oraz niecodzienne okoliczności i nadmiar alkoholu – w przypadku bohaterki - sprawiła, że dali się ponieść i… zakupili (tenże towar). Ona panienka z rodziny muzyków - przyjechała na jakiś konkurs fortepianowy, który nie wyszedł. O nim nie wiemy prawie nic poza tym, że uprawia jakiś sport i jest w jakiejś drużynie. Studiuje w Ameryce, ale pochodzi z Europy. Bohaterka – Magda budząc się naga w jego ramionach w nieznanym miejscu powoli zaczyna sobie w przerażeniu przypominać poprzedni wieczór i namiętną noc (nie to, żeby jej się nie podobało, ale jednak świadomość możliwych konsekwencji na trzeźwo działa inaczej). Chce się ubrać i jak najszybciej uciec. Schyla się po ubrania, ale przeszywający ból głowy ją unieruchamia (tak to jest jak się połączy kaca alkoholowego z moralnym). On jest miły, ona niemiła. Obrączka jej się nie podoba (i nie chodzi tu bynajmniej o to, że jest miedziana, ale o sam fakt, że jest, a on ma taką samą).
Skończyliśmy (jeśli czytaliście) na tym, że siedzą naprzeciw siebie na podłodze w małym pokoiku hotelu studenckiego – dla jasności. Dwa łóżka, dwie szafki, stolik, dwa krzesła, dookoła porozrzucane ich ubrania. Cały pokój wypełniony jest jeszcze zapachem namiętnej nocy. Ją boli głowa, on podchodzi, chce pomasować jej skronie, ale ona odtrąca jego ręce. Z sykiem obejmuje czaszkę. Pod zamkniętymi powiekami pojawiają się wspomnienia splątanych ciał, westchnień, dotyku, pocałunków. Ten zapach, bliskość, wspomnienia działają mocno, ale… przecież jest jeszcze budząca się coraz bardziej świadomość realnego świata. (Halo. Słoneczko zaświeciło).
Magda otworzyła oczy i spojrzała na postać klęczącego naprzeciw niej faceta – męża?!. Wpatrzyła się w jego twarz, wciąż myślami próbując ogarnąć sytuację i gubiąc się w niej całkowicie. Wszystko to wydawało się tak nierealne jak sen z którego zaraz się obudzi. Dawid uśmiechnął się widząc jej spojrzenie i wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć : „się porobiło”. Przez moment trwali tak w bezruchu, tylko patrząc. On miałby ogromną ochotę powtórzyć to, co było w nocy, ale powstrzymywał się nie wiedząc jak ona by na to zareagowała. Czekał na jakiś sygnał przyzwolenia (chłopak zna się na rzeczy). Ona coraz bardziej zapętlała się w myśli o konsekwencjach. Nie wyglądał na tępego. Musiał przecież też rozumieć głupotę tego co zrobili.
- Musimy to unieważnić. – zawiadomiła (że niby małżeństwo). - To chyba da się zrobić. Prawda? – spytała siląc się na łagodny ton, który miał go przywrócić rozsądkowi i uzmysłowić mu, że nie są wrogami (takie wiecie posunięcie taktyczne. Jesteśmy sojusznikami w słusznej sprawie.)
- Nie wiem czy się da. Podpisaliśmy sporo papierów. Mieli je przesłać do różnych miejsc. – Znów na chwilę zapadło milczenie. Patrzyli na siebie. Teraz dopiero w świetle dnia widzieli swe postacie w prawdziwej krasie. Oboje młodzi, zadbani, ładni. Nie to, żeby od razu Apollo i Afrodyta, ale ładni. Magda zakryła się ramionami czując skrępowanie przed wzrokiem nieznajomego. (Teraz nagle uzmysłowiła sobie, że jest nieznajomy. Prawie w porę). Dawid patrzył na nią z rosnącym rozżaleniem (taki męski mechanizm psychologiczny - Najcenniejsze jest to co wymyka się z rąk).
- Tylko widzisz. Jest taki problem. – zawiadomił w końcu – Podobasz mi się. Nawet bardzo. Chciałbym spróbować… No wiesz. – dotknął palcem jej przedramienia, pogładził. - Chciałbym, żebyśmy jednak spróbowali się poznać zanim zdecydujemy o unieważnieniu tego… wiesz (też słowo małżeństwo nie chciało mu przejść przez głośnię).
- Nie, nie, nie – Magda zaśmiała się ironicznie i odepchnęła jego rękę – Ja dzisiaj wracam do Polski. Mam tam swoje życie, swoją rodzinę – sięgnęła po swoją odzież i zaczęła się ubierać. – Mam tam narzeczonego. Za rok, jak skończę studia mamy się pobrać. To tutaj…
- Nie wspominałaś wcześniej, że masz narzeczonego. – przerwał jej Dawid.
- O wielu rzeczach ci nie wspominałam. Przecież my się wcale nie znamy. Jesteśmy z kompletnie dwóch innych światów. Moje życie jest tam, twoje tutaj. Może da się jeszcze to odkręcić. – Mówiła wkładając bieliznę. – Musimy tam iść i zobaczyć co da się zrobić - Już miała na sobie spódnicę i zapinała bluzkę. On na nią patrzył siedząc na podłodze zupełnie nagi. Nie ruszył się. Kiedy spojrzała na niego w końcu wyczekująco, pokręcił głową.
- Nie - wypowiedział krótko i zdecydowanie, jak to mężczyźni mają w swoim zwyczaju.
- Jak to nie? – w jej oczach zabłysło zdumienie i oburzenie zarazem.
- Wiele rzeczy w życiu już spieprzyłem działając pochopnie i kierując się przekonaniem, że wszystko wiem lepiej. Teraz wierzę w wyższe siły, które gdzieś chcą mnie zaprowadzić i czegoś nauczyć. Może ty jesteś specjalnie postawiona na mojej drodze. Chcę spróbować.
- Ale co spróbować? Ja wracam do Polski kończyć studia.
- Za dwa miesiące ja skończę swoje i wracam do Europy. Powiedz tylko gdzie cię znajdę.
- Nie chcę, żebyś mnie szukał. Mam narzeczonego. Nie słyszałeś?
- No raczej już go nie masz. Chyba, że to – pokazał jej dłoń z obrączką – będzie mu obojętne.
- Niech cię jasny szlag trafi! – Jego ostatnie słowa podziałały na Magdę jak płachta na byka. Pazurami pojechały po jej sumieniu i poczuciu etyki. Nie była w stanie znaleźć kolejnych słów, ani jasno myśleć. Włożyła w pośpiechu buty, rozejrzała się za torebką, wzięła ją i ruszyła w stronę drzwi. Wychodząc niemal wpadła na młodego mężczyznę. Zatrzymała się, spojrzała. Skądś znała tę twarz. Cofnął się i pokłonił lekko z uśmiechem.
- Auć. Powolutku. Dzień dobry. – teraz przypomniała sobie lokal i sytuację w której go widziała. Poznała, ale ominęła bez słowa. Stanęła na korytarzu. Ciasny, wąski, długi. Rozejrzała się. Nie miała pojęcia dokąd iść. Drzwi windy. To na pewno była droga wyjścia. Dawid, gdyby był

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów