Opowieści podróżnika. Śmierć z powietrza.
opowiadania >



ale nie to było jego dumą. Jego największą dumą była jego gęsta i zadbana broda zapleciona w warkocz w wiadomym kolorze. Miał on na sobie przewiewną, płócienną koszulkę, kiedyś w kolorze białym, ale wskutek wędrówki po lesie i jego braku higieny dało się na niej wyróżnić niemal każdy kolor świata. Jego spodnie podzieliły ten sam los, ale z racji tego że były one czarne, nie było tego widać z daleka. Jego bronią była zabójcza buława z hartowanej stali. Ostatni z nich, Ince, był kiedyś chorobliwie chudy, ale dziś normalnej postury. Miał on metr czterdzieści trzy wzrostu. Jako jeden z nielicznych krasnali, miał krótką brodę w kolorze brązowym. Jako jedyny był porządnie ubrany, miał ładną, nową, srebrną kolczugę oraz zadbane, ciemnobrązowe spodnie. Dzierżył on w rękach ciężki, dwuręczny topór z licznymi runicznymi zdobieniami. Z twarzy byli oni niemal identyczni, pomijając ich brody oraz brzydką bliznę na policzku której Rudy nabawił się kiedyś podczas bijatyki w karczmie. Mieli okrągłe twarze, z głęboko osadzonymi, bursztynowymi oczyma. Sprawiali wrażenie wiecznie roześmianych, a w towarzystwie zawsze opowiadali niewybredne żarty. Wyszedłem z krzaków żeby ich uciszyć zanim przepłoszą mi gryfa. Kiedy Gruby mnie zobaczył, zaraz zawołał.



- Kogo ja widzę? Evan, od kiedy zbierasz jagody w lasach?


- Od kiedy usiłuję złapać gryfa który się tu zalągł.


- To fantastycznie, widzisz my też usiłujemy go złapać. - Odezwał się Rudy.


- Robiąc tyle hałasu, złapiecie co najwyżej głuchego osobnika, pod warunkiem że nie wywęszy Rudego. - Gruby i Chudy zaśmiali się głośno.


- Bardzo zabawne, powiedz mi chłopcze...


- Nie jestem chłopcem.


- Mamy po pięćdziesiąt lat, dla nas jesteś chłopcem. Ustaliłeś coś na temat naszego gryfa?


- Tak, to samica, dwanaście lat, buroskrzydła.


- Niezbyt dużo nam to mówi. - Ton głosu Grubego był niezadowolony.


- Mogłem jedynie zajrzeć do gniazda.


- Zaraz będziesz mógł przyjrzeć jej się bliżej.


- Jak to. - Zapytałem z lekkim przerażeniem w głosie. Miałem nadzieję że to nie był ich kolejny głupi pomysł.


- Postanowiliśmy zwabić go tutaj, dlatego tak hałasowaliśmy, powinien być tu za jakieś pię...



Wtem rozległ się rozdzierający powietrze pisk, a następnie gryf wyleciał zza chmur i w ułamku chwili był na ziemi niemal miażdżąc Grubego. Uratowało go tylko to że odskoczył do tyłu przy okazji przewracając się. Jego kusza niestety nie ocalała. Wielka, opierzona bestia o wysokości dwóch metrów i długości kolejnych trzech, wykonała kilka powolnych kroków na swoich czterech grubych łapach zakończonych zakrzywionymi pazurami koloru matowego złota. Jak to u gryfów bywa, przednia para nóg była wyraźnie większa od tylnej. Rozłożyła swoje skrzydła, dzięki czemu sprawiała wrażenie jeszcze większej. Każde z nich było na tyle duże, żeby mógł się na nim położyć niewysoki człowiek. Wyglądała na dosyć ciężką, ważyła no oko około dwóch i pół tony, podczas gdy średnia waga gryfa to "zaledwie" dwie tony. Białka jej oczu były właściwie niewidoczne, uwagę za to zwracały zielono złota tęczówka oraz idealnie okrągła, duża źrenica. Uciekliśmy do lasu nie chcąc walczyć z nią na otwartym terenie.



- Jaki mieliście plan. - Szepnąłem po tym jak się ukryliśmy.


- Zabić ją z mojej kuszy.


- No kurwa, zajebiście. Macie plan B?


- Nie, a jaki ty masz plan? - Odezwał się Rudy.


- Chciałem poczekać aż zaśnie i wtedy ją zaatakować.


- Więc działamy bez planu? - Zapytały się krasnoludy.


- Nie, opracujemy jakiś plan teraz.


- Bez mojej kuszy i tak nic nie zdziałamy. - Rzuciłem Grubemu kuszę Farida. - Mam iść z tym maleństwem na gryfa? Chyba sobie kpisz.


- Nie narzekaj, ty chociaż nie musisz się do niej zbliżać. Ja odwrócę jej uwagę, a ty postaraj się jej zrobić krzywdę. - Powiedziałem podając mu miniaturowe bełty.



Wybiegłem z krzaków z bojowym okrzykiem modląc się w duchu do wszystkich znanych mi bogów, abym przeżył. Kiedy samica mnie zauważyła zasyczała gniewnie po czym wzniosła się w powietrze. Na szczęście celne trafienie Grubego w jej dziób sprowadziło ją na dół. Oczywiście przeżyła. Spróbowałem zranić ją mieczem, ale ta uderzyła mnie łapą z taką siłą, że przeleciałem jakieś dziesięć metrów. Splunąłem krwią mając nadzieję że to tylko przygryziony język. Gryf biegł niezgrabnie w moją stronę. Chciałem odskoczyć, ale ona mnie przewróciła po czym przygniotła łapą do ziemi. Już rozdziawiała swój dziób żeby mnie zabić, gdyby Rudy uderzył ją toporem z prawe oko. Zatoczyła się, ale szybko odzyskała równowagę i z wściekłością zamachnęła się skrzydłem. Rudy wylądował dwa metry dalej ogłuszony. Tym razem to na nim stanęła samica, kiedy Chudy paskudnie zranił ją w lewy bok, poleciała w górę ignorując mnóstwo bełtów które w międzyczasie zdążył wpakować Gruby.



- Kalin, błagam cię, powiedz że masz jeszcze amunicję. - Powiedziałem.


- Niestety nie mam, zresztą, i tak uciekła. Jest już na horyzoncie, nie dogonimy jej.


- Wróciłaby tu gdybyśmy znowu hałasowali. - Powiedział Rudy otrzepując się z ziemi.


- Osobiście uduszę tego z was, który to zrobi. - Zawołałem gniewnie. - Teraz, kiedy odkryliśmy jej gniazdo, powinna polecieć w zupełnie inne miejsce więc...



Moją wypowiedź przerwał Braden, który najwyraźniej zerwał się bandycie prowadzącemu go do obozu, kiedy usłyszał naszą walkę z gryfem. Sam bandyta biegł za nim klnąc niemiłosiernie. Cała dwójka robiła niewyobrażalny hałas. Czy chociaż jedna, tylko JEDNA, rzecz mogła pójść po mojej myśli! Pisk który rozległ się kilka sekund po tym jak Braden zatrzymał się obok mnie zdradził że ptaszyna usłyszała ten harmider.



- Masz cokolwiek do strzelania? - Rudy zapytał się bandyty.


- Nie. - Ten odpowiedział wyjmując swój miecz.



Gryf był u nas już po chwili. Kiedy złożył skrzydła chcąc pikować, każdy z nas natychmiast pobiegł w inną stronę, niestety Braden nie zdołał uniknąć ataku. Gryf wziął go w swoje łapy, poleciał w górę, a następnie odgryzł mu głowę. Przeszła przeze mnie fala wściekłości. Braden był koniem mojego ojca jeszcze zanim się urodziłem, dostałem go w wieku szesnastu lat z okazji

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
jaszczowka Linia koment
Dodany:2015-07-03 12:17:39, Ocena: 5.5
jaszczowka Linia koment
Dodany:2015-07-03 12:17:53, Ocena: 5.5
super się czyta :)
wera_2002 Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:34:08, Ocena: 5.5
widać, ze inspiracje do nazw brałeś z innych książek: mroczna puszcza - hobbit zielone płaszcze - zwierzoduchy ale i tak fajne xD
Slugalegionu Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:35:25, Ocena: 5.5
Slugalegionu Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:36:03, Ocena: 5.5
Co do pierwszego się zgodzę, ale o drugim nie słyszałem.
wera_2002 Linia koment
Dodany:2015-06-22 18:57:09, Ocena: 5.5
To przeczytaj: "Zwierzoduchy", pierwszy tom z serii "Spirited Animals", autorstwa Brandona Mulla
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów