Państwo zwyczajni
opowiadania >



Rozdział II


Otaczające szkołę drzewa tańczyły szaleńczo w promieniach słońca. Świeżo zgrabione liście przez pracowitą dozorczynię Barbarę rozproszyły się po całym placu. Bernard spoglądał przez okno znudzonym wzrokiem. Kolejny rok. Kolejna szkoła. Pewnie nie ostatnia... Stare i obdrapane z farby okna zdawały się być u kresu swojej wytrzymałości. Chłopak żałuje teraz, że nie zaopatrzył się w szalik i czapkę na lekcję geografii. Ach! Ta wspaniała troska o uczniów! Ta szkoła jest cudowna. Zadbali nawet o ergonomiczną klimatyzację. A na początku zajęć tak się zastanawiał, dlaczego wszyscy starali się uniknąć ławek przy oknie.


Tymczasem Anabel miała zajęcia wychowania fizycznego. To właśnie przez nie większość jej rówieśniczek nie przepadało za nią. Nie należała do tych delikatnych słabych dziewczynek, które za wszelką cenę chciały potęgować swoją niedołężność, by skraść serca młodzieńców. Czasem bywało to zabawne, bo niektóre z nich nie można by o coś takiego podejrzewać i zdarzały się sytuacje, że „zapominały” o swojej delikatności. Ta lekcja ograniczała się do gry w zbijaka. Anabel niczym rozwścieczony lew siała pogrom na boisku. Nikt nie mógł się czuć bezpiecznie. Nawet nauczycielka zasłaniała się dziennikiem.


-Ta nowa zaczyna mnie już wkurwiać- szepnęła jedna z uciemiężonych.


-Musimy coś wymyślić. Nie mam zamiaru zbierać od niej siniaki.


-Ta zdzira musi się czegoś nauczyć.


-Dziewczęta to nie kawiarenka- krzyknęła wuefistka.


Pierwszoklasistki pognały kilka minut przed dzwonkiem do szatni. Anabel była cała czerwona i mocno spocona. Od razu złapała za ręcznik i poszła pod prysznic. Zimna woda doskonale ukoiła jej rozgrzane i zmęczone mięśnie. Kiedy skończyła, odwróciła się po ręcznik, jednak wieszak był pusty. Odsłoniła lekko kurtynę. Nie widziała ani ręcznika, ani pozostawionych na krześle uprzednio ubrań. Długo nie myśląc, zerwała materiał spod prysznica i owinęła się nim. Czym prędzej wbiegła do szatni, ale tam również nikogo nie było . Nie zastała tam również swoich rzeczy. Co miała niby zrobić? Sytuacja beznadziejna. Czy one naprawdę tak ją nienawidziły, że postanowiły ją aż tak upokorzyć? Co ona im takiego zrobiła?



***


Jasne światło mocno raziło w oczy. Przez pierwsze kilka sekund mętne spojrzenie ograniczało się jedynie do kolorów, następnie do falistych kształtów, a z czasem obraz się coraz bardziej wyostrzał. Zaskakujące, jak duży musi być ten dom. Po chwili ukazał się pełny krajobraz w całej swojej krasie. Piękne, majestatyczne wierzby wykrzywiały się w stronę zarośniętej ścieżki. Ich kora była szarobłękitna, a miejscami wydawała się być przezroczysta. Po jej powierzchni spływały krople wody. Jej drobne liście mieniły się złoto w blasku słońca. Ścieżka ułożona była z białych niegdyś kamieni, teraz obrośniętych ciemnozielonym mchem. Karolina wdrapała się po spękanych kamieniach. Mocny zachód słońca świecił jej mocno bo gołych kolankach. Normalnie zawsze czuła ciepło od jego promieni, ale tym razem nie czuła nic. Nie czuła nawet zmęczenia ani też żadnego bólu, którego się spodziewała po niefortunnym upadku.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów