Profesor Dzik. 2. Kto komu bije w dach.
opowiadania >



lang="pl-PL"> szybciej wrócić do normalnej postawy. Zaczęła jednak gubić go rutyna, widocznie nie przećwiczył tego ponownie w domu. Bez dwóch zdań, musiał to już pokazywać w poprzednich latach. Przyzwyczaił się do manualnej prezentacji, odmierzał dłonią te same odstępy, ale zapomniał o tegorocznym zwiększeniu liczby prezentowanych szarż wojskowych.


Dzik był tak zaaferowany swoją prezentacją, że nie zorientował się w swoich ograniczeniach fizycznych. To znaczy zorientował się, ale zbyt późno. Kiedy wypowiedział – Pułkownik bije w dach generałowi brygady – to jego ręka była już wyprostowana pionowo w górę, a jego ciało wyprężone jak struna na tyle, na ile pozwalały mu fizyczne możliwości. Zamarł na chwilę, zaskoczony zbyt szybkim osiągnięciem swojej granicy sięgania dłonią w górę. Wyraźnie zabrakło mu konceptu. Przełknął ślinę, szukając wyjścia z patowej sytuacji, w którą sam się wpędził.


Chwila przemienienia nauczyciela w znieruchomiały słup, na podobieństwo żony Lota, przedłużała się. Nikt z nas nie zakłócał ciszy, czekając na dalszy ciąg wykładu. Jedynie przymrużone oczy i dłonie przysłaniające usta świadczyły o ledwie powstrzymywanym śmiechu. Postanowiłem pomóc Dzikowi powrócić do teraźniejszości:


Panie profesorze, i to już wszystkie stopnie w wojskach lądowych? Wyższych już nie ma? Bo ja słyszałem, że jeszcze kilka jest. Ale może się mylę...


Starałem się, aby nutka złośliwości w moim głosie była ledwie wyczuwalna. Wystarczyła na tyle, aby niektórzy nie zdołali powstrzymać śmiechu – usłyszałem kilka stłumionych parsknięć. Inni ich szybko uciszyli; nikt nie chciał zbyt szybko przerwać takiego widowiska.


Dzik zmroził mnie wzrokiem, ale nie odpowiedział. Moje pytanie popchnęło go jednak do działania. Podjął decyzję, w jego przypadku heroiczną. Zachrypiał z wysiłkiem:


Generał brygady bije w dach generałowi dywizji – i wspiął się na palce. Efekt był komiczny, tak jakby słoń w cyrku spróbował stanąć na jednej nodze. Ledwie już wytrzymywaliśmy, ale uciszaliśmy się wzajemnie. Przecież zostały jeszcze dwa, najwyższe stopnie wojskowe...


Dzik, z widoczną ulgą, po sekundzie opadł na całe stopy i kontynuował:


Generał dywizji bije w dach generałowi broni – w tym samym momencie spróbował podskoczyć. Jego wysiłek przyniósł zamierzony efekt – buty oderwały się na dobre dwa centymetry od podłoża. Kiedy opadł, aż się pochylił od gwałtownego wzrostu ciężaru ciała spowodowanego przyspieszeniem ziemskim. Jego brzuch zachybotał się w dół i w górę, w dół i w górę; zupełnie jak wahadło puszczone w ruch, tyle że w innej płaszczyźnie.


Tego było już za wiele – większość w klasie wybuchnęła gromkim śmiechem, pokładając się na ławkach. Inni próbowali dalej ich uciszać, ale sami byli na granicy wytrzymałości. Wsparłem tych kolegów; zrobiło mi się trochę żal nauczyciela. Odezwałem się:


Cicho bądźcie! Co z was za dzieciaki! Pan profesor omawia bardzo ważne sprawy. Prawda, panie profesorze?


Spojrzał na mnie z wdzięcznością:


- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów