Dziewczynka w czewonej sukience
opowiadania >



Gawędzki powiedział, że wybrała sobie Zawadzkiego, bo na cmentarz przychodzi wielu ludzi, a ona pokazała się właśnie jemu. Może jednak nie była obca, ale wręcz byli spokrewnieni. W Gawędzkim obudziła się żyłka detektywa, a w kryminałach zaczytywał się w młodości.


Zawadzki w pamięci wielokrotnie odtwarzał sobie z pamięci scenę z cmentarza. Gdy rozmawiał z Gawędzkim nie zwrócił na to uwagi, a teraz przypomniał sobie, że dziewczynka miała wzrok zwrócony na cmentarz prawosławny, dlaczego? W Wasilkowie było wiele rodzin mieszanych. Ludzie żenili się między sobą i może ona byłą też z mieszanej rodziny i wędrowała po obu cmentarzach. Postanowił powiedzieć o tym Gawędzkiemu. Wykręcił numer telefonu – był wieczór nauczyciel był w domu. Ucieszył go głos zawadzkiego i powiedział, że myśli tak jak Pan Władysław.


Zawadzki nie interesował się nigdy historią i nie czytał kryminałów jak Gawędzki, który to właśnie podsunął mu pomysł, aby przejrzał stare rodzinne zdjęcia. Dawno tego nie robił. Coś go natknęło – przecież znał te zdjęcia, ale pomyślał, że żona z momentem jak przekroczyła progi jego domu też wniosła tak jakby w wianie stary album z rodzinnymi zdjęciami i właśnie na nim zatrzymał się jego wzrok. Oboje żoną urodzili się tuż po drugiej wojnie światowej. Przeciętna pamięć ludzka sięga najczęściej trzeciego pokolenia, co było wcześniej jest na ogół nieznane – tak Zawadzkiemu powiedział Gawędzki. Gdy zbliżał się do końca oglądania albumu żony zaniemówił – zobaczył dziewczynkę wraz z rodzicami. To ona zdjęcie było opatrzone datą – 1907 rok. Już wiedział, że to ona, Ale kto to jest. Aniela długo się zastanawiała i nie wiedziała. Zdjęcie było przyklejone. Zawadzki je odkleił i tak jak przypuszczał na odwrocie znalazł odpowiedź na swoje pytanie. Napis brzmiał: Bronisław i Jadwiga Wilczewscy. Zawadzki nadal nie znał imienia dziewczynki, ale znał personalia rodziców – miał pewność, że to rodzice i córką.


Gawędzki był uradowany. Mówił po nitce do kłębka. Proboszcz okazał się niezawodny i udostępnił stare księgi metrykalne. Dziewczyna na zdjęciu wyglądała na siedem lat, a jej rodzice na trzydzieści. Bez trudu Gawędzki znalazł w księgach datę ślubu rodziców i chrztu, jak się okazało ich jedynej córki Krystyny – 5 listopad 1900 rok. Proboszczowi nagle posmutniał wzrok i już Gawędzki wiedział, dlaczego – Krystyna nie doczekała swoich ósmych urodzin – był wpis o jej zgonie - 1 września 1907 rok. Teraz Zawadzkiego olśniło – właśnie 1 września ją zobaczył – coś było na rzeczy.


Wilczewska – to było panieńskie nazwisko Zawadzkiej, a jak badacze doszli Krystyna była jej siostrą cioteczną jej dziadka. Tu już Władysław nie wytrzymał i dopuścił Anielę do tajemnicy. Kobieta byłą w szoku, ale ona wierzyła, że takie rzeczy dzieją się na świecie i była zła na męża, że taka sprawę tak długo trzymał w tajemnicy.


20 października Zawadzki otrzymał telefon od proboszcza, aby jak najszybciej wraz z Gawędzkim przyszli na plebanię. Była sobota i obaj stawili się natychmiast. Ksiądz otworzył księgę i pokazał im coś, na co ord razu nie zwrócił uwagi. Dziewczynka utonęła w rzece Supraśl przepływającej przez Wasilków A więc jednak nie było to morderstwo, a więc czego ona ode mnie chce mówi Zawadzki.


Odpowiedź znalazł Gawędzki w Gazecie Białostockiej z 1907 roku. Przeczytał tam, że małą Wilczewską wepchnęło na głęboką wodę kilku wyrostków z Wasilkowa, będących pod wpływem alkoholu. Zabawili się jej kosztem doprowadzać do tragedii. Taka była wersja dziennikarza. Ostatecznie chłopcom nic nie udowodniono, bo dziewczynka sama weszła do wody i nie było świadków. To jeden z nich nie wytrzymał presji i się wygadał, następnie odwołując zeznania.


Tyle już wiedział Zawadzki, a nadal nie wiedział, czego ona chce? Na to wpadł Gawędzki – sprawiedliwości, ale jak chłopcy dawno nie żyją. Postanowił, że opisze historię dziewczynki w Gazecie Wasilkowskiej. Zbliżało się Święto Zmarłych, a więc może jak prawda wyjdzie na jaw ukoi to duszę dziewczynki.


Z datą 29 października wyszła Gazeta Wasilkowska z historią dziewczynki. Gawędzki przedstawił Zawadzkiego niemal jak bohatera i stał się bardzo znany w miasteczku. Nie był na to gotowy i miał nadzieję, że z czasem ludzie dadzą mu spokój, bo on tylko zrobił to, co musiał.


Jak co roku Zawadzcy całą rodziną udali się na cmentarz obładowani zniczami i chryzantemami. Było tak, jak co roku – żadnych zwid, płaczu, czy histerycznego śmiechu, tylko uśmiechy, jakimi darzyli Władysława mieszkańcy Wasilkowa. Stary pomyślał, że dziewczynka tak jak przewidział Gawędzki doznała spokoju i zasnęła. Obudzi się dopiero tak jak i on na Sąd Ostateczny. Był spokojny i ufny w Boga.


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów