Kurort po sezonie
opowiadania >




Przepraszamy, zamknięte!


Zapraszamy za rok!



Szczenięce lata upłynęły mi w nadmorskim miasteczku - gdzie przez 10.miesięcy psy wiadomo czym szczekają,, a przez następne 2.miesiące nie ma jak przejść przez ulicę i stoisz w kolejce do kiosku 25.minut w ścisku spoconych ciał wczasowiczów.


Każdemu, kto się szczerze dziwi, jak mogłam - czym prędzej - wyjechać z tak pięknego kurortu - w którym był w tamtym roku w lipcu - proponuję żeby przyjechał tam w listopadzie, kiedy wieje, pada, mewy skrzeczą na nutę która wwierca się w duszę, a na dodatek w tle w odstępach co minutę słychać wycie buczka przeciwmgielnego u wejścia do portu.


Niech pójdzie na spacer. Żywego ducha, mgła, która rozmiękcza widok pustej promenady.


Niech wyjdzie na plażę, na której nawet mew nie ma - bo mądre zwierzęta pochowały się i czekają lepszych czasów gdzieś na wydmach czy gdzie tam się chowają podczas przygnębiających miesięcy.


Niech pochodzi, aż wiatr zrobi swoje i wywieje mu z Super Termalnej kurtki resztki ciepła. I nie ma kawiarni gdzie mógłby się schować.


Nic nie jest czynne oprócz postkomunistycznego przybytku przerobionego na brazylijską knajpę, gdzie smutna kelnerka - pod 50.- rozwiązuje krzyżówki, a popielniczce dopala się 10.papieros; i widok klienta- intruza - pierwszego w tym dniu choć już dawno po 15.- wcale jej nie zachwyca. Niech zje schabowego z kapustą mdłą aż miło - którą podobnie jak kotleta przyrządziła mu owa kelnerka -bo pracuje tam na pełnym etacie: kelnerki, kucharki, szatniarki, babci klozetowej i sprzątaczki.


Niech sobie wróci na kwaterę - za którą płaci wedle stawek „nadmorskich” pomimo, że sezon przebrzmiał jak gwizd statku wychodzącego w morze - i wtedy niech mi powie, że nie czuje przygnębienia.


Optymistom zajmuje to więcej czasu - 4-5 dni, ale co bardziej uczuciowemu człowiekowi zajmie to jeden dzień, no może półtora - bo wstanie rano z nadzieją , że może coś się zmieniło, może słoneczko świeci? A nie panowie... słoneczko nie świeci. Słoneczko jest skryte za szarymi ciężkimi chmurami, które czołgają się po dachach domów wczasowych zamkniętych na głucho - a w szybach ich drzwi wiszą kartki: „Przepraszamy zamknięte, zapraszamy za rok”.


Jest zimno, wieje, mżawka, mewy szarpią duszę, a buczek u wyjścia do portu niezmordowanie co minutę dobija gwoździe do trumny dobrego samopoczucia swoim buczeniem.


A ten biedny człowiek wykupił tu pobyt na tydzień - bo był pewien, że tu jest jak w lipcu - tylko trochę zimniej. Życie aż kipi, knajpy, kioski, stragany, lody, hot- dogi - otwarte całą dobę - przecież jadł o 2.w nocy na promenadzie w knajpce - przy stoliku na zewnątrz, w krótkim rękawku - smażoną flądrę z frytkami i popijał zimnym piwem, a w około gwar, śmiech, wyluzowani ludzie.


I myślał, że tamte uczucia samoistnie wrócą,- gdy tylko dotknie stopą peronu na stacji w nadmorskim miasteczku.


Ta radość- z wyczekiwanego urlopu, dreszczyk emocji - może kogoś poznam, ten wyśmienity nastrój - gdy zanurzał rozpalone słońcem ciało w chłodnym morzu. Ten pobłażliwy uśmiech na twarzy - gdy patrzył jak umordowani rodzice wyciągają swoje wrzeszczące pociechy z wody - Boże jak to dobrze że nie mam dzieci... myślał z zadowoleniem. To podniecające łaskotanie - gdy wzrokiem ślizgał się po młodych, opalonych ciałach w bikini. To zadowolenie z siebie - Jestem Królem Świata - gdy opalony, odstawiony siedział wieczorem sącząc drinka w przytulnej knajpce - gdzie cicho grał jazz, a ta blondyna przy stoliku z lewej wcale zachęcająco już dwa razy się do niego uśmiechnęła.


I perspektywa- nic- nie- muszę - robić przez 2.tygodnie - oprócz wylegiwania się na plaży, podrywania, picia i leniuchowania. I stać mnie! W końcu cały rok harowałem i odkładałem na te wakacje, nie? Ten luz...


Gdzie to się podziało? Czemu nie zadziałało po wyjściu z pociągu? Gdzie jest słońce? Gdzie są wszyscy? I czemu tak wściekle zimno? Płacę i wymagam! Nawet tu - gospodyni odkręciła, owszem, grzejnik w pokoju, ale w łazience to już nie. „Nie będę dla pana przecież grzała całego piętra, prawda?” A nie prawda. Jest mi zimno do cholery!


I gdy taki człowieczek zbierze sobie to wszystko do kupy to - machając ręką na : "Gdyby pan wyjechał wcześniej pieniędzy za niewykorzystane dni nie oddajemy” - czym prędzej biegnie na pociąg powrotny do swojego ciepłego pełnego ludzi życia - tam skąd przyjechał.


Dla bardziej wytrwałych polecam zimę.


Zima nad morzem tym się różni od zimy w górach, że nie ma śniegu, a odczuwana temperatura jest 2.razy niższa niż - w suchych - górach - bo jest wilgotno i oczywiście wietrznie; no i

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-12 08:40:49, Ocena: 5.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów