Zwyczajnie - miłość (XVII) Pieniądze
opowiadania >



przymierzyć. Grube ramiączka, marszczenia, subtelny dekolt, krój podkreślający kształt piersi i talię, delikatne rozmycia i cieniowania koloru w lejącym się do kostek dole. Wyglądała pięknie i sama przed sobą musiała to przyznać. Dawidowi jednak sukienki nie pokazała. To miała być niespodzianka.
Kiedy Magda pomagała matce w przygotowaniu uroczystego obiadu Dawid i Michał zniknęli. Mieli przyjechać dziadkowie, wujostwo, więc trzeba było przygotować odpowiednią zastawę, serwetki, potrawy, deser. Niby już część rzeczy Anna naszykowała poprzedniego dnia, ale nadal było co robić, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Magda była zła kiedy zorientowała się, że Dawida nie ma, a jeszcze bardziej, gdy nadszedł czas wyjazdu na koncert, a on nie wracał. Kiedy do niego zadzwoniła, zgłosiła się automatyczna sekretarka. Przypuszczała, że pojechał na starówkę grać i zarobić dodatkowe pieniądze, zupełnie ignorując to, że to dla niej ważny dzień. Niebieska suknia, na głowie koronkowy, biały szaliczek zakrywający włosy i duże zielone kolczyki, na stopach proste, białe sandały ze sznureczka. Chciała go zachwycić. On zniknął nie wiadomo gdzie. Pojechała jednak. Miała zaczynać swym utworem koncert, zanim wyjdzie dyrektor orkiestry i poprowadzi ją w kolejnych bardziej znanych i profesjonalnych utworach. Nie mogła się spóźnić. Pogoda była piękna. Świeciło słońce przysłaniane, raz po raz, przez jakiś obłoczek. W parku ustawiona była scena. Na rozstawionych ławkach i krzesełkach gromadzili się ludzie. Póki co, zajęta była połowa miejsc, ale w pobliżu kręciło się więcej osób. Orkiestra, a właściwie jej piętnastu przedstawicieli już zajmowało miejsce na scenie. Magda spoglądała raz po raz na swą kreację i już żałowała, że pozwoliła się na nią namówić. Wszyscy byli skromni, elegancko stonowani, a ona… żenada. Mama zapewniała, że pięknie wygląda, wszystko będzie dobrze, wspaniale jej pójdzie, ale… to przecież była mama. Co miała mówić?. Przed występem Magda podeszła do muzyków i zawiadomiła, że jeżeli mają własny pomysł, jak zagrać jej utwór, to żeby zagrali to tak, jak czują i mogą nie zwracać na nią uwagi. Tym razem posłucha i postara się czegoś nauczyć. No i wyszedł dyrektor teatru. Powitał serdecznie i elokwentnie wszystkich zgromadzonych, przedstawił swoją orkiestrę, przedstawił Magdę jako absolwentkę szkoły muzycznej takiej, a takiej i początkującą kompozytorkę, która zaprezentuje swój utwór. Magda jeszcze powiodła wzrokiem po publiczności. Ze sto osób, wiele znajomych twarzy – ze szkoły, z rodziny, sąsiedztwa. Ukłoniła się. Wielu jeszcze teraz dochodziło i zajmowało krzesełka – turyści, przechodnie. Dawida nie dostrzegła. Odwróciła się w stronę orkiestry, uśmiechnęła się, uniosła batutę i poszło. Pięknie poszło. Tak, jak muzycy kpili z niej na próbach i nic się nie udawało, tak teraz dali z siebie tyle, ile byli w stanie i muzyka zabrzmiała pięknie. Kiedy wybrzmiały ostatnie akordy odwróciła się, aby się pokłonić i zobaczyła stojącego tuż przy scenie i klaszczącego z największym animuszem Dawida. Obok niego stali czarnoskórzy znajomi ze starówki. Kiedy zeszła objął ją zachwyconym wzrokiem i wziął za rękę.
- Teraz wyglądasz zjawiskowo. – zawiadomił – Cudownie.
- Gdzie byłeś do tej pory? – spytała z gniewem.
- Byłem tu. Rozmawialiśmy z dyrektorem. Możemy wejść na scenę w czasie przerwy i zagrać ten drugi twój utwór. Baba i Asun zagrają z nami. Michał też.
- Jak? Tak bez żadnej próby? Chyba oszalałeś. Co innego jest grać na starówce, przed turystami, a co innego na scenie, przed publicznością.
- W parku przed turystami. – poprawił Dawid – Wiesz jak trudno było namówić Michała? Babę i Asuna też musiałem przekonywać. Już z dyrektorem załatwiłem pozwolenie, więc ty mi teraz nie wymyślaj. Wyjdziemy tam i co będzie to będzie. Zabrałem twoje skrzypce i nuty. Zobaczysz, że wyjdzie elegancko. Pięknie wyglądasz. – znów objął ją wzrokiem od stóp do głowy, uśmiechając się i przygryzając dolną wargę – A to nakrycie głowy to dla mnie?
- Dla siebie. Chciałam zobaczyć, jak bym się czuła między ludźmi, zakrywając włosy.
- Dla mnie. – stwierdził z nieukrywanym zadowoleniem i satysfakcją – Cudowna jesteś.
- Nie pochlebiaj sobie i teraz usiądźmy. Cisza, bo koncert ... – usiedli, posłuchali. Magda jeszcze przeglądała nuty, jeszcze wahała się. Parę razy miała ochotę wstać i pójść do domu, ale Dawid powstrzymał ją. Po kilku utworach orkiestry została zapowiedziana krótka przerwa, którą miała ponownie umilić Magdalena Kwiatkowska Taspinar, tym razem ze swoim własnym zespołem. Wstała, wzięła skrzypce i wychodząc na scenę uśmiechnęła się do publiczności, nie mając innego wyjścia. Wyszli ciemnoskórzy mężczyźni i pojawił się Michał z gitarą basową. Spojrzała na niego zdumiona, potem na gitarę elektryczną trzymaną przez Dawida i na publiczność niepewnym wzrokiem. Pojawiła się też Justyna z grzechotkami. Magda uśmiechnęła się niepewnie znów mając ochotę uciec. Michał podszedł do mikrofonu.
- Witam wszystkich serdecznie. To, co chcemy państwu przedstawić, to utwór eksperymentalny stworzony przez Magdę i jej męża Dawida. – wskazał ich wyciągniętą dłonią - W zespole są jeszcze Asun, Baba, Justyna i Michał, czyli ten co tyle gada. Mamy nadzieję, że nie pouciekacie. Zapraszamy.
Zaczęła Justyna od gry na grzechotkach i wychodziło jej to bardzo zgrabnie, dołączył Baba ze swoimi bongosami, potem Asun i do swoich skrzypiec przymierzyła się Magda. Oddech, drugi, trzeci. Nie miała wyjścia. Na ucieczkę było za późno. Zaczęła grać. Nie widziała twarzy swych zdumionych rodziców, a szkoda. Profesor słuchał z uniesionymi wysoko brwiami, profesorowa z zachwytem malującym się na twarzy. Publiczność słuchała w skupieniu i z uśmiechami na ustach. Magda z impetem weszła w swą ekspresyjną część utworu i rozległy się brawa. Pozostałe instrumenty stały się tu dla niej tłem, a potem Justyna zaśpiewała – Eleno szalom Alejchem – jedno zdanie powtarzane kilkakrotnie z coraz większą ekspresją. Pozdrowienie żydowskie, znaczące tyle co - pokój wam. Magda znała to, lubiła, ale o słuszności wyboru przekonana nie była. Potem weszli z gitarami Dawid i Michał. Spoglądali na siebie, grali. Muzyka brzmiała niesamowicie. Na końcu została ona ze swymi skrzypcami, grzechotki i w końcu skrzypce zamilkły, grzechotki zwolniły, zabrzmiały coraz ciszej i rozległ się dźwięk dzwoniącego do mikrofonu telefonu. Publiczność roześmiała się, potem były gromkie brawa, zespół ustawił się w rzędzie według zarządzenia Dawida i pokłonili się – nie całkiem równo, ale przynajmniej równo próbowali. Profesor podczas występu dzieci siedział, jak zaczarowany.
- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów