Constans
opowiadania >




Przechodząc ulicą, usłyszał niechcący rozmowę trzech chłopców, w wieku dwunastu – czternastu lat. Młodzieńcy licytowali się, który z nich ma mocniejszą głowę, co w tłumaczeniu z powszechnie znanej odmiany polszczyzny znaczy: kto potrafi wypić więcej alkoholu.


- Ja na spoko opróżniam cztery mocne browary - zagaił pierwszy.
- Phi, też mi sztuka – wtrącił drugi – Ja obalam całe wino i jestem trzeźwy jak... - tu padło popularne słowo, mające po polsku wiele znaczeń i uważane powszechnie za wulgarne.
- Obaj jesteście cienkie Bolki – zreasumował trzeci, z wyglądu najstarszy


- Pół bańki czyściochy 40 procentowej mistrzu wychyla – tu poklepał się po naprężonej wątłej klatce piersiowej -


- I to jest dopiero wstęp do prawdziwej balangi.


W tym momencie wyświetlił mu się film – jak w starym iluzjonie – sprzed blisko pięćdziesięciu lat. Zobaczył małego chłopca w wieku tych trzech obok, jak się przechwala przed starszym bratem swoimi możliwościami konsumpcji najtańszego wina.


- Jeśli wypijesz, jak twierdzisz, całe wino i będziesz stał prosto na nogach - perorował starszy - to ja stawiam ci tego bełta, a w nagrodę jeszcze drugiego.


Brat, późniejszy zawodowy psycholog, już wówczas - kiedy był jeszcze uczniem liceum - wykazywał nieprzeciętne zdolności do przyszłego zawodu, a fortelu, którego użył wobec młodszego braciszka, aby go oduczyć pijaństwa w dzieciństwie, nie powstydziłby się zapewne sam Anton Siemjonowicz Makarenko.


Wkrótce, kiedy rodzice wyjechali na urlop i zostawili chłopcom tak zwaną „wolną chatę”, przyszli do brata jego trzej koledzy i jedna panienka do towarzystwa. Brat dotrzymał słowa i zaprosił młodego na libację, wręczając mu butelkę wina marki „Patykiem pisane”, nazywanego też z uwagi na cenę, a także uwielbienie dla bohatera znanego serialu telewizyjnego „J – 23”. Z każdym łykiem tego paskudztwa, pachnącego siarką, świat stawał się malcowi słodszy i bardziej kolorowy. Ciało chłopca uwolniło się szybko z siły ziemskiej grawitacji i wyfrunęło przez otwarte okno niczym ptak z otworzonej mu klatki. I tak niedoszły młodociany alkoholik obudził się rano z rozłupaną na ćwiartki głową między dorodnymi piersiami towarzyskiej panienki.


Świat kręci się na karuzeli paradoksu i nonsensu. Ludzie rodzą się, żyją i umierają, ale wciąż pozostaje po nich dla potomnych i jest dziedziczona ich bezmierna głupota – taki ludzki constans lub – jeśli ktoś woli widzieć to przez pryzmat znanych słów romantycznego wieszcza - „ młodość chmurna i durna”.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Hardy Linia koment
Dodany:2014-12-17 14:45:16, Ocena: 5.0
I to opowiadanie z przyjemnością przeczytałem. Proponuję zmienić: pierwsze zdanie na "Kiedy przechodził ulicą(-)". Rozpoczynanie od: "Przechodząc..." nie jest chyba zbyt poprawną konstrukcją zdania. Zapis: "- I to jest dopiero wstęp do prawdziwej balangi. //W tym momencie wyświetlił mu się film(-)" może wprowadzić domysł, że dotyczy to wypowiadającego się chłopca, a nie bohatera (chociaż dalszy fragment"(-)sprzed blisko pięćdziesięciu lat" - wyjaśnia). Zapisałbym również: "40 procentowej" jako "czterdziestoprocentowej", oraz "J-23" fonetycznie: "jot dwadzieścia trzy".
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów