Motyw wędrowny
opowiadania >



porywach tego, co powoli przestaje być tylko fantazją. Odsłania tylko część, bym ja mógł zedrzeć resztę tego, co dawno przestało być wstydem, aż do ostatniego figowego listka. Żeby tylko się nie zakochała. To tylko pożądanie i wielce prawdopodobne, że tylko chwilowe, że przeminie po pierwszym fizjologicznym spełnieniu, mimo którego pozostanie magiczny niedosyt, od którego niezdrowa rozkosz może się okazać jedyną ucieczką, która z czasem, jak narkotyki czy literatura, i tak okaże się drogą do nikąd. Coraz śmielsza i coraz pewniejsza. O Boże, jest w samej bieliźnie, ma rozpięty stanik, zaraz się z niej osunie. Nasienie tak się ciśnie na zewnątrz, że aż mnie boli, ale przecież nie zrobię tego na jej oczach, podniecenie szalejące w płucach i wzwód jak u prawiczka przy pierwszym pornosie. Nie odejdę, wytrzymam, jeszcze chwilę, wiem, że to zrobi. Zrobi to z zimną krwią. Tak. Zdejmuje majteczki. Naga. Przyjmuje pozę niczym ożywiony posąg bogini. Jak może zachować zimną krew, skoro gotuje się jej w brzuchu? Zdradza ją rumieniec. Postawiła nogę na parapecie, żeby wszystko było widać, to na pewno dziewica, to ten rodzaj podniecenia, ciekawość swego dojrzewającego ciała. Zerwałem firankę, głupi, a ona nie wytrzymała, osunęła się, pewnie miota się teraz na łóżku i zaraz z niego spadnie. Dziwna ulga na widok pustego okna. Nie ma jej trzeci dzień. Zasłoniła okno. Nie ma jej dla mnie. Może już teraz poczuła niedosyt? Może jej wstyd, że chciała zdeprawować cnotliwego samotnika, a może z opóźnieniem dotknął ją po prostu wstyd związany z nagością? Może jej głupio, że dała się ponieść, a ja nic. Minął tydzień. Byliśmy zmuszeni dwukrotnie minąć się na ulicy, ale żadne z nas nie odważyło się przełamać niepewności milcząco zawieszonej w powietrzu. Teraz siedzę nad notatnikiem i pod nieobecność klientów szukam swojego motywu zerkając kątem oka na okno po drugiej stronie ulicy. Jest. Zauważywszy mnie odrywa się na chwilę od podlewania kwiatów i zatrzymuje na mnie wzrok, ale wraca do swej roboty i skończywszy ją znika. Z dziwną ulgą zabieram się do lektury jakichś recenzji. Nagle staje przede mną jak zjawa. Czuję się jak dziecko przyłapane na kłamstwie, nawet nie dała mi czasu na poprawienie koszuli. Cześć, cześć. Proszę to i to, dziękuję. Proszę bardzo, dziękuję. Wychodząc schyliła się jeszcze, by wyrzucić coś do śmieci. Spojrzał na nią tak, że chyba poczuła jego rzęsy na pośladkach, które przez chwilę były częściowo obnażone przez obsunięte spodnie. Chyba nie ma majtek. Wychodzi. Muszę ją zatrzymać. Ale co ja jej powiem? Cały się trzęsę. Czuję się jakbym to ja się wtedy rozebrał. Więc cześć, cześć i wyszła. Była już na skrzyżowaniu, gdy doznał oświecenia. Motyw, który w swoim czasie dopada każdego artystę przywędrował do niego na tamtym kawałku zabazgranego papieru i targany odradzał się wśród krzyków dziewiczej bieli. Tymczasem ona nagle znieruchomiała rzucając mnie w wir wątpliwości. Upewniwszy się ukradkowym spojrzeniem, że nikt z sąsiedztwa jej nie obserwuje, wyruszyła w drogę powrotną, kołysząc wyzywająco biodrami. „Pewnie czegoś zapomniała” - pomyślał nieświadomy zagrożenia sklepikarz poprawiając pospiesznie fryzurę.


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów