Nie wszyscy lubią ślicznotki
opowiadania >



chłopczyk z rozwianymi włosami. Wysiadłszy z auta, ruszyliśmy do niego w podskokach, pytając o ojca i odprowadzając na bezpieczną odległość. Odparł grzecznie, że tata robi coś w garażu. Dwóch policjantów zostało przy naszym renault. Garaż był tą krótszą kreską w L, ze stalowoszarą bramą, w której wywiercono otwór na wzór judasza. Zdało mi się, iż kogoś za nim widziałem. Energicznym ruchem dłoni wskazałem chłopakom, by dwóch zbliżyło się z lewej strony, podczas gdy ja z Markiem zajdziemy go z prawej. Dzieliło nas siedem, może sześć metrów od bramy, kiedy ta znienacka ruszyła do góry, jak podczas otwierania bombonierki. Naszym oczom ukazał się Klepacz. Wysoki, postawny mężczyzna o maleńkich czarnych oczkach i przyciętych niedawno lokach. W prawej ręce trzymał pistolet. Na pierwszy rzut – starego Walthera, lecz nie można mieć było pewności. Zdrewnieliśmy.


- No dalej, strzelajcie! – zawył nagle Klepacz.


Jego ręka chwiała się wyraźnie, niemniej broń trzymał prawidłowo, zdecydowanie nie po raz pierwszy.


- Panie Klepacz, nikt nie musi strzelać. Proszę odłożyć broń! – powiedziałem.


- Tchórzycie?! Strzelajcie, gnojki! Czekam! – powtarzał bez opamiętania.


Jego intencje stały się jasne, ryzyko – monstrualne.


Spoglądaliśmy na siebie ukradkiem raz za razem, usiłując nie spuścić z oka ręki Klepacza. Myślałem o jego synku. Kalkulowałem, czy nie strzelić mu w nogę, czy nie wypali, czy nikt nie będzie zagrożony rykoszetem, on zaś dalej repetował ogniście:


- Strzelajcie, kurwa! Inaczej ja was pozabijam!


Sekundę potem czerwone drzwi po schodkach otworzyły się i stanęła w nich drobna, czarnowłosa kobieta. Klepacz, ledwie ją zobaczywszy, żachnął się, skierował lufę w jej kierunku, przeraźliwie wołając:


- Jeśli nie strzelicie, ona…


Strzał.



Na zielonym podwórku, tuż przed swoim garażem leżał krwawiący z piersi mężczyzna. Prawdopodobnie seryjny morderca, a przynajmniej ktoś, kto nad wyraz gorliwie prosił o ostatnie pośrednictwo. Ryk kobiety całkiem nie pasował do jazgotu przelatujących nad nami kaczek. Nikt nie pytał, kto strzelił. Starczyło, że całe ramię mi drżało i dyszałem głośniej i ciężej od reszty. Żona Klepacza uklęknęła przy ciele. Pogłaskała ciepło blady policzek, który opuszczało wszelkie życie. Patrzyła przy tym w jego hebanowe koraliki, jakby szukając gwiazd. Tymczasem spokój. Żadnego ruchu.


Wdzierający się przez cumulusy promień słońca dał połysk leżącej nieopodal broni. Schyliłem się po nią i musiałem zagryźć wargi, by nie pisnąć z wściekłości. Był to pistolet-zabawka. Imitacja osiemdziesiątki ósemki, należąca bez pudła do synka Klepacza. Chłopca, który dopiero co został półsierotą. Chłopca, któremu pewnego dnia ktoś będzie musiał solennie wyjaśnić, dlaczego tatuś tak bardzo nie lubił ‘ślicznotek’.


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
EmnildaAmelberga Linia koment
Dodany:2011-09-27 09:51:18, Ocena: 5.0
Ciekawe opowiadanie. Będzie jakaś kontynuacja? Szkoda, że ta część jest krótka. Przydałoby się napisać coś więcej o głównym bohaterze. Przybliżyć tą postać czytelnikom. I rozwinąć trochę całą akcję, całe to śledztwo. Byłoby wtedy naprawdę super.

Ocenił/a na: 5
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów