Niebiańska walka
opowiadania >



Za każdym razem kiedy z nim rozmawiałam to coraz bardziej stawał się bliższy memu sercu. Wiedziałam że to ten jedyny i że go kocham. Zasiewał we mnie niepewność oraz nadzieję że może on mnie też kiedyś pokocha tak ja jego. Nigdy nie wierzyłam w nadzieję ponieważ ona potrafi umrzeć w jednej chwili i zranić tak mocno że niszczy duszę od środka. Jestem pesymistką oraz realistką ale w nim było coś co dodawało mi odwagi by walczyć o miłość, tą jedyną prawdziwą na całe życie. Pewnego dnia spotkałam go na ulicy idącego ze spuszczoną głową. Jego włosy opadały mu na twarz zakrywając na niej smutek i ból. Był niczym aktor, nosił dwie maski tyle że tą prawdziwą chował pod pełną radości i zainteresowania światem która była dla mnie tak fałszywa i sztuczna że nie mogłam na to patrzeć i ruszyłam przed siebie niczym strzała. Po kilku krokach usłyszałam szmer za sobą ale nie odwróciłam się. Miałam dość kłamstw i uciekania ale nie miałam wyboru. Poszłam nad ukryty za gęstwiną drzew staw który odkryłam niedawno temu spacerując po lesie. Wokół niego rosły lilie które były prześliczne i zawsze wprawiały mnie w zachwyt a krajobraz który nad nim się znajdował był niczym wyciągnięty z bajki. Usiadłam na trawie w mojej ulubionej zwiewnej białej sukience po kostki z gorsetem zamiast ramiączek i patrzyłam przed siebie. Nagle zawiał wiatr który zaczął owijać moje długie czarne włosy wokół szyi a ciemno brązowe oczy skierowałam na bok. To kogo zobaczyłam zdziwiło mnie tak bardzo że nawet nie próbowałam tego ukryć. Mój ukochany usiadł koło mnie w swoich wytartych jeansach i adidasach koloru czerwono białego oraz żółtej koszulce z przedstawionym na niej upadłym aniołem. Jego oczy były tego samego koloru co moje a blond włosy z grzywką po skosie niesfornie szalały mu na głowie. Niebo gwałtownie pociemniało i zaczął się nieprzyjemnie silny wiatr który zmiatał mnie niemalże z powierzchni ziemi. Nim zdążyłam krzyknąć objął moją twarz w dłonie i patrząc mi głęboko w oczy powiedział : „Oni już się zbliżają i mogą cię zabić więc proszę nie rób nic i skrywaj się cały czas za mną bo nie mógłbym ciebie stracić na zawsze”. Po tych słowach pocałował mnie lekko i nieśmiało a potem odsunął się patrząc cały czas na staw. Ujrzałam nad nim zbliżające się z oddali jakieś zadziwiająco duże kruki których skrzydła liczyły sobie dobre dwa metry. Gdy tylko odległość zmalała od razu uświadomiłam sobie na co tak naprawdę patrzę. Były to upadłe anioły. Szybko schowałam się za pobliskim drzewem i z ukrycia oglądałam całą tą scenę która była tak niewyobrażalna że myślałam że to mi się śni. Uszczypnęłam się na wszelki wypadek i poczułam tylko lekki ból ale nic się wokół nie zmieniło. Nagle usłyszałam krzyk. Z przerażeniem dostrzegłam że ten, który wydawał się człowiekiem, tak naprawdę jest aniołem służącym Niebu i na jego prawym ramieniu znajduje się krwawa szrama ciągnąca się od barku do łokcia. Nie mogłam uwierzyć że przez ten cały czas kochałam anioła który teraz musi sam walczyć z gromadą upadłych. Chciałam coś zrobić ale nie miałam pojęcia co. Nagle dostrzegłam jakiś dziwny kamień leżący koło mnie który mienił się tysiącami kolorów i wydawał mi się tak znajomy a jednocześnie tak obcy. Podniosłam go i poczułam przypływ energii oraz co mnie zdziwiło magii. Wiedziałam od razu co mam zrobić tak jakbym robiła to już setki razy. Wyszłam zza drzewa i pomyślałam żeby mroczne istoty odeszły a wraz z nimi zło które wyrządziły światu przez wieki. Po chwili usłyszałam mnóstwo krzyków i syków które wydobywały się z gardeł wrogów. Większość nich spadło na dno wody a reszta rozwiała się w powietrzu czyniąc czarny pył spadający z nieba. Został tylko jeden walczący z moim ukochanym. Chciałam podbiec ale niespodziewanie usłyszałam głos w głowie, jego głos : „ Nie podchodź, on jest zbyt silny, nie dasz rady go pokonać. Pamiętaj że zawsze będę cię kochać i póki żyje nie pozwolę by stała ci się krzywda”. Stałam tak na niego patrząc i płacząc z radości i jednocześnie smutku. Ogarnęła mnie furia gdy upadły ciął go po klatce piersiowej zostawiając długą grubą ranę. Upadł na ziemię prawie nieprzytomny czekając na ostateczny cios wroga. Unosił już mecz by go zabić gdy nagle zaczął się dławić a krew spływająca z jego ust napawała mnie wstrętem. Wyciągnęłam ostro zakończony patyk z jego piersi i zostawiając martwe ciało podbiegłam do niego. On spojrzał tylko na mnie nieprzytomnym wzrokiem i zapadł w sen, w wieczny sen. Nie mogąc powstrzymać łez i smutku oraz starty wzięłam nóż będący u jego pasa i wbiłam sobie w pierś. Poczułam że się unoszę i trafiłam do dziwnego miejsca, jakby ogrodu tylko tak niewyobrażanie pięknego że nie mógł znajdować się na Ziemi. Wśród drzew ujrzałam go stojącego i patrzącego się na mnie z miłością w oczach i szczęściem. Nie umiąc powstrzymać szerokiego uśmiechu podbiegłam do niego i zaplatając mu ręce na szyi mocno go pocałowałam. Gdy tylko oderwałam się od niego wiedziałam że spędzimy razem wieczność a on zawsze będzie mnie kochać i nie pozwoli mnie już skrzywdzić.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Pilar Linia koment
Dodany:2012-06-27 10:34:07, Ocena: 4.0
Tu niestety jest trochę gorzej. Jak dłużej to niestety więcej błędów. Nie liczyłam, ile razy powtarza się "go" brak przecinków np. przed "patrząc". "Za każdym razem kiedy z nim rozmawiałam to coraz bardziej stawał się bliższy memu sercu." - masło maślane. Słowo "to" zaniża całkowicie poziom tekstu. Staje się przez to mniej poważny. Pozdrawiam.

Ocenił/a na: 4
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów