Profesor Dzik. 1.Wojna wrześniowa.
opowiadania >



pieśni. Uczyłem ich również gimnastyki, bo to też... Cicho! Cicho! Co w was wstąpiło?!


Jak to, co wstąpiło? Nie mogliśmy sobie wyobrazić Dzika śpiewającego, a cóż dopiero mówić o prowadzeniu przez niego wuefu. To już przekraczało nasze możliwości wyobrażenia niemożliwego. Dzik i fikołki? Z takim brzuchem?! To jak mieliśmy zachować powagę na lekcji?!


Skaranie boskie z wami! Uspokoicie się wreszcie?!


Uspokajaliśmy się. Bardziej z obawy o wytrzymałość naszych przepon, niż z posłuchu. Takie lekcje to mogą być codziennie!


Jeden z kolegów, z trudem próbując zachować z poważną minę, zapytał:


Panie profesorze, a jak przed wojną wyglądał ten wuef?


Ooo, to nie to, co teraz. Nuu, więc chłopcy stawali w kółku. Tylko chłopcy, nie było mieszania, jak teraz.


Teraz na wuefie też nie mieszają, panie profesorze.


Nuu, no tak. Chociaż w klasach mieszają. O, jak u was. Nie to, co przed wojną.


No i co z tym wuefem przed wojną, panie profesorze? – kolega przytomnie przypomniał, o co pytał.


Nuu, jak mówiłem, uczniowie stawali w kółku, ja w środku. Gwizdałem rytmicznie i chłopcy biegali wkoło, podnosząc wysoko kolana. Dobrze ich ćwiczyłem... No, co jest z wami? To nie do wytrzymania, co za rozbisurmaniona klasa! Nie możecie się uspokoić?! To lekcja, wakacje się skończyły!


Próbował nas przekrzyczeć, ale jego dudniący głos i tak ginął w kolejnym głośnym wybuchu naszego rechotu. Chyba tylko bardzo grube ściany na tyle tłumiły hałas, że nikt z dyrektorskiego gabinetu jeszcze nie przybiegł.


Znowu minęło kilkadziesiąt sekund. Mnie jednak interesowało, o czym Dzik zaczął mówić na samym początku – że walczył we wrześniu trzydziestego dziewiątego, po napaści Hitlera na Polskę. Kiedy tylko wrzawa przycichła, zapytałem:


Może pan jednak opowie o tych walkach wrześniowych.


Nuu, i masz rację, chłopcze. To lekcja peo, a nie śpiewu czy wuefu. No masz, czy wreszcie zaczniecie słuchać?! Już? No więc, kilka dni przed wojną, jeszcze w sierpniu, kiedy wszyscy już czuli, że wojna będzie, zostałem zmobilizowany. Byłem podporucznikiem rezerwy, to była wtedy jedna gwiazdka na pagonach, nie jak dzisiaj dwie. Dostałem pod komendę pluton łączności...


Tym razem nikt już się nie śmiał z opowieści, większość zaczęła słuchać. Dzik, widząc zainteresowanie, z zadowoleniem kontynuował:


Byłem w Armii Pomorze. Po bitwie nad Bzurą cofaliśmy się przez Puszczę Kampinoską, w stronę Warszawy. Ogromne masy żołnierzy, ja swojego plutonu pilnowałem. Nie pamiętam już, który to był dzień września. Było jednak bardzo upalnie, jak przez cały miesiąc. Na niebie ani jednej chmurki, niestety nie było też naszych samolotów. Za to niemieckie ciągle latały i nas szukały. I znalazły. Szliśmy z innymi leśną przecinką, kiedy nadleciały stukasy.


Co nadleciały? – jeden z kolegów był chyba wyjątkowo odporny na wiedzę z okresu wojny.


Tego nie wiesz, synku?! Coraz gorsza młodzież przychodzi... To były niemieckie samoloty szturmowe z bombami, i jeszcze włączające przeraźliwie wyjące syreny. Nuu, jak tylko ktoś krzyknął „alarm lotniczy!”, to ja krzyczę „padnij!” i sam skaczę za najbliższe drzewo! A te stukasy z góry, uuu, przeraźliwie wyją tymi syrenami i nurkują, i rzucają na nas bomby! Prawie na nas, jakby nikogo innego nie było! I te bomby zaczynają naokoło wybuchać, drzewa się na nas walą, fontanny piachu, cegły latają w powietrzu, łamią gałęzie, uderzają w ziemię obok nas...


Cegły?! Mimo, że słuchałem z zainteresowaniem, nie straciłem przytomności. Profesor Dzik wyraźnie się zagalopował. Kampania wrześniowa była pewnie jego „konikiem”, ale bez przesady! Zresztą, nie tylko ja zauważyłem, że z tymi cegłami to już gruba przesada. Byłem jednak pierwszy, który przerwał tyradę wyraźnie rozochoconego profesora:


Zaraz, panie profesorze. Cegły?


Klasa, z której część nie była zainteresowana wojennymi opowieściami, ponownie ożyła, tu i ówdzie znowu słychać było tłumione poparskiwania ze śmiechu. Jednak nie zbiły one Dzika z rezonu:


Cegły? No, cegły, Nie wiecie, co to cegły?


Ależ, panie profesorze? Skąd cegły w środku puszczy?! – sam już ledwie powstrzymywałem się od śmiechu.


Jak mówię, że były, to były. No masz, uspokójcie się! Znowu?!


Tak, znowu. Jak mogło być inaczej? Jak mieliśmy się uspokoić, kiedy wyobrażaliśmy sobie te cegły, latające w powietrzu, w środku Kampinosu...


Kolejny raz uspokajanie trwało dłuższą chwilę. Mieliśmy przecież dopiero po piętnaście lat,

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów