Wampir
opowiadania >



Ludzie… Nędzne istoty. Są nic niewarte. Drobne, kruche , delikatne. Nie są wstanie same się bronić przed złem. Bólem. Cierpieniem. Nie są wstanie odeprzeć w pojedynkę ataku silnego i groźnego zwierzęcia, pragnącego tylko zabić. Rozszarpać na kawałki. Pobawić się nimi jak drogimi, acz niezbyt pięknymi laleczkami… Powyrywać włosy, a może wydłubać oczy? Przysporzyć jak najwięcej bólu. Niech cierpią jak najdłużej! Niech krzyczą z przerażenia. Niech starają się uciec… Są i tak zbyt wolni. Z pragnieniem się nie wygra. Ono zawsze będzie silniejsze!


Tak, uciekaj zwierzyno! Pędź, ratuj swoje marne życie… Myślisz, że zdołasz mi uciec? Mi?! Istocie o nadprzyrodzonych zdolnościach? No powiedz! Czy jesteś wstanie biegać tak szybko jak ja? Widzieć dobrze w ciemnościach? A może zabijać z zimną krwią?!


Och! Przepraszam, popełniłem gafę… Ja nie mam krwi. Jestem zimny i nieczuły, bo przecież nie mam serca. I dawno temu zaprzedałem duszę diabłu… Więc uciekaj, ile tylko możesz. Lubisz tą zabawę w kotka i myszkę? Ale w końcu kot dopada swoją ofiarę i ją pożera, czyż nie?


Ja będę o wiele kulturalniejszy. Podziękuję ci za to, że dałaś się w końcu załapać i oddasz to, czego tylko zapragnę. Uwielbiam jak krzyczysz! Ty moja przerażona ofiaro! To mnie podnieca! Jesteś taka bezsilna w tej chwili… Chcesz wołać o pomoc? Myślisz, że ktoś usłyszy ciebie w tej głuszy? Mylisz się… Jesteś zbyt daleko od jakiejkolwiek sytuacji.


Proszę, nie pytaj czym bądź kim jestem. Mówisz, że to co chce ci zrobić jest nieludzkie? Ale ja przecież nie jestem człowiekiem! Kiedyś nim byłem, ale miałem szczęście i zostałem czymś… ponad. Istotną nieśmiertelną… Wy chyba mówicie na to WAMPIR, co nie?


Nie bój się. To zaboli tylko raz… To tak jak przy pierwszym stosunku. Wyobraź sobie, że jestem twoim partnerem i chcę sprawić ci rozkosz. Wtedy będziesz mniej się bała, moja ofiaro. Pozwól, że zatopię swoje kły w twojej delikatnej i ciepłej skórze… Przyrzekam, że nie pozwolę, aby choć jedna kropla krwi się uroniła!


Ach! Czysta, ciepła, pulsująca w żyłach KREW… Życiodajny eliksir.



***


Nie pamiętam Słońca… Tysiące lat minęło, kiedy mogłem chodzić za dnia. Nie pamiętam nic ze swojej młodości. Tylko jakieś strzępki wspomnień... Czasami mam wrażenie, że od zawsze jestem taki, bo nie potrafię przypomnieć sobie ludzkich uczuć.


Bicie serca… Słyszę je u swoich ofiar. Zawsze przyspiesza do granic możliwości, kiedy tylko zrozumieją, co ich czeka. Moje serce nie bije od dawna. Nie potrafię przypomnieć jak to jest. Wydaje mi się po prostu, że nigdy go nie miałem… Nie oddycham, moje narządy nie pracują… Ja nie żyję, tylko egzystuję. Jestem nędznym pasożytem! Żeruję na ludziach.


Czy zabijanie można w ogóle nazwać żerowaniem?


Właściwie nie muszę zabijać ludzi, żeby pozyskać krew. Wystarczy ich omamić, wmówić im jakąś bajeczkę i sami są na tyle usłużni, że nadstawiają szyję… Ludzie są tacy głupiutcy! Zachowują się jak małe dzieci.


Ale po co ich zostawiać przy życiu? Przyjemniejsze jest rozszarpanie ich na kawałeczki…



***


- Aśka! Ścisz tą muzykę! Słyszysz?


- Co?


- Ścisz tą muzykę. Wychodzę do pracy. Mam dzisiaj nockę. Tata z delegacji wróci dopiero rano. Możesz zostać sama? – pyta troskliwie matka.


- Mamo, ja już nie mam pięciu latek, a szesnaście! Może zadzwonisz i zamówisz mi niańkę? – oznajmia nastolatka z wyrzutem.


- Tylko zapytałam! Chodź, zamkniesz drzwi za mną i…


- Tak, tak! Nie otwieraj obcym! Znam to na pamięć już…


Szykuję się uczta dzisiaj!


Stoję spokojnie w cieniu drzew. Księżyc w pełni wesoło się do mnie uśmiecha. Och! Tak dawno nie miałem nic tak młodego w ustach!


Cierpliwie czekam, aż matka tej nastolatki odjedzie samochodem. Wytężam słuch, żeby sprawdzić, czy jest dostatecznie daleko.


Nie! Ziemowit spokojnie! – karcę siebie w myślach. Matka mogła, czegoś zapomnieć i może wrócić się do domu. Poczekaj godzinę.


Tylko godzinę! Dłużej nie wytrzymam!


Godzinę. Godzinę… G o d z i n ę…


Jestem cholernie głodny.


Godzinę. Daję jej godzinę życia. Niech się nacieszy nią choć trochę.


Ci ludzie w dzisiejszych czasach są naprawdę głupi. Kto to widział budować dom w lesie?! Przecież tam żyją niebezpieczne zwierzęta!


I ja…



***


Obchodzę dom. Szukam jakiegoś wejścia. Dzisiaj naprawdę szczęście się do mnie uśmiecha, kiedy zauważam, że na tarasie uchylone są drzwi. Gdyby moje serce biło, na pewno zaczęło by bić szybciej. Sprawdzam jeszcze czy dziewczyna jest w swoim pokoju na piętrze i wchodzę.


Zatrzymuję się i zaciągam się powietrzem. Ten zapach mnie odrzuca. Czy ci ludzie muszą w dzisiejszych czasach używać odświeżaczy powietrza?! Zastanawiam się zdenerwowany. Mój nos wariuje. Ech! Na węch nie mam, co liczyć w tym domu…


Nasłuchuję, czy moja ofiara nie usłyszała mnie przypadkiem… Słucha dalej jakiejś nieznośnej muzyki. W dzisiejszych czasach to tylko jakaś sieczka! Już bardziej wolałem Chopina czy Mozarta… A teraz to tylko jakieś ums, ums, siala la, bum, bum.


Ale nie po to tu przyszedłem przecież! – karcę siebie i wchodzę po schodach na górę. Widzę drzwi,

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów