Sen po południu
opowiadania >



Przez nieprzespaną, ostatnią noc musiałem się zdrzemnąć po południu. Sił jednak brakło. Ostatnio znalazłem zajęcie. Piszę tak długo jak tylko mam myśli i ochotę. Wstałem gdzie zgoła o 20 wieczorem chociaż i tak już nie wiem bo czasu nie liczę. Ostatnio sny mnie ogarniają a ten dzisiejszy popołudniowy, pomimo swojej grozy był jakby wyzwoleniem czy też jakąś rozmową.


Szare pomieszczenie i niewyraźne pamiętam. Jakby jedna z sal lekcyjnych obok a ja i jakiś znajomy szliśmy i rozmawialiśmy, hoelm. Och co za ulga, ja naprawdę słyszałem jego głos. Minęło tyle czasu a z nikim nie rozmawiam przecież.


W dalszej części holu, jakaś szamotanina kilku, może nawet kilkunastu dzieciaków. Tyle, że pewny nie jestem czy rzeczywiście dzieciaki czy może starsi stażem uczniowie lub studenci. Wśród nich zarówno dziewczyny jak i chłopaki. Jakoś zadymione te pomieszczenia wszystkie i całkiem niekolorowe. Jedynie wyrazisty jakiś ptak u góry tuż pod sufitem. To pewnie orzeł. Kolega coś mówił i czułem, że śmieje się z czegoś lecz już nie pamiętam. Pośród tej „mgły” widać było jednak szkliste odbcia promieni słonecznych od podłogi i same jakieś mało jednak, przejrzyste okna. Oboje zatrzymaliśmy się przed drzwiami jakimiś. To była szkolna toaleta, czułem specyficzny zapach. Ukradkiem weszliśmy. Rozległ się krzyk.


Kolega wydał przerażający głos i zaczął uciekać. Nie wiem czy się udało lecz po chwili nie czułem jego obecności. Zostałem sam i jakaś dziwna siła zaczęła mnie przyciągać. W jednej z toalet był ukryty ktoś jeszcze, który jakby skomlał ze strachu, płacząc. Wydałem jakiś głos, który miał świadczyć uspokojenie dla wystraszonego i nabrąłem jakby odwagi przeciw intruzowi. Wysoki był strasznie. Sam mam prawie 2 m wzrosty ale on to był monstrum jakieś. Podniósł mnie do góry, a raczej chwycił za rękę, którą podniosłem na niego. Ukazała się jego twarz.


Przerażająca ale jakby miła jednocześnie. Tego nie umiałem wytłumaczyć ale ze strachu bądź też może z odwagi bardziej zacząłem wyraźnie do niego mówić. Jakoś dziwnie z rosyjska trochę lecz tego języka nie znałem przecież.


- ruszian? ty rusku? ruszian jesteś? – delikatnie acz stanowczwo. Jego twarz pomimo grozy jednak miała nieco niewinności i jakby zagubienia.


Spojrzał na mnie i wcześnie warczący ton umilkł. Nawet wydaje m się, że uśmiechnął się nieco. Wydał jakiś mamrot.


- ja się boju a ty się bojusz? – odparłem, lecz nic nie powiedział.


- proszę, boli – oznajmiłem nieco wystraszonym i błagającym głosem jakbym chciał żeby mnie puścił. Nie puszczał, tylko ślipił się na mnie jakby widział jakieś monstrum, obiekt nie z tej ziemi. Uśmiechnął się po raz kolejny i tym razem wydał dłuższy lecz nada nieznaczący mruk.


Kryjący się w toalecie „uciekinier” wydaje się, że dan nogi za pas. Z oddali było słychać niewyraźny szum tłoczących się chyba uczniów. A on gapi się na mnie nadal trzymając jedną ręką w górze. Silny był to pewne. Jego twarz była wielka, jaby kwadratowa i przypominała mi legendarnego Frankensteina ale nie miał szytego czoła. Miał jednak podobne wyłupiaste oczy i wielką szczękę, która wydawała się, że ma rozmiary całego mnie. Bez przedniego zęba, świetlił swym groźnym lecz nadal delikatnym uśmiech. Rzekł bym, że było to sympatyczne i z czasem strach malał. Ten widok utkwił mi dokładnie jako jedyny z całego snu.


Nie wiedząc czemu nadal coś bełkotałem jakby po rosyjskiemu. Nawet tego języka nie znam przecież. Może to przez ostatnie zaczytanie w lekturze rosyjskim ale tam nic nie ma z tych dialogów, chociaż osobiście uważam, że tłumacz powinien, nieco pozostawić ojczystego języka autora, tłumacząc tekst. Nadało by to klimat swoisty. Kiedyś też fascynował mnie ów Frankenstein i stąd może ten wyraz snu. Ale czemu tak nagle i to w okresie gdy nikogo niemal nie widuję? Gdzie świat już nie wariuje, nie ma zmartwień ani bólu. Nawet nie ma rozterek miłosnych ani głodu czy tym bardziej braku czegokolwiek i także pieniędzy? W tym odludnym świecie taka istota we śnie co prawda do mnie przychodzi? A może to nie był sen, może z tego zagubienia i samotności, postradałem rozum. I może jawa to sen a sen to właśnie jawa. Jakiś obłęd. Chyba długo tak nie wytrzymam. W najbliższych dniach muszę wybrać się na ekspedycję…


Fragment moich opowiadań (www.kowalskiemil.com)



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Shatti Linia koment
Dodany:2011-12-23 01:45:35, Ocena: Brak oceny
Nie byłam w stanie tego przeczytać. Przykro mi. Gramatyka zabija. Ale zdaje się, że to już było powiedziane nieraz. Powodzenia. Może kiedyś się uda.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2011-12-04 20:20:49, Ocena: Brak oceny
po południu-oddzielnie,wrócę popołudnowy,byłoby razem
oleczka31 Linia koment
Dodany:2011-12-05 12:00:49, Ocena: Brak oceny
Przeczytaj uważnie tekst:litery przestawione ,brak ,złe końcówki wyrazów np: "W lekturze rosyjskiEJ".Pozdrawiam.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów