Vance Legit
opowiadania >



większość ludzi nie uznaje nawet istnienia takich istot jak rusałki i skrzaty.
Vance postanowil niczemu się nie dziwić. Wiedział, że w głębi Lasu Topora i Srebrnego Lasu, jedynie w Księstwie Uleku, odgrodzone od reszty świata, istniały królestwa fairie. Tak jak jednorożce i drzewce, obrońcy tych krain.
- Będę miał do ciebie prośbę, Vance. - powiedział z dziwnym wyrazem twarzy Sharm.
- Zaraz, zaraz. Jestem głodny. Może tak najpierw mnie nakarmisz, co? Dopiero co przybyłem.
- Oczywiście, synu. Zostało trochę zimnej pieczeni z jelenia. Zjesz z przyjemnością.
Kiedy już zjadł i rozsiedli się w salonie na plecionych krzesłach, Vance zapytał:
- O co chodzi z tą prośbą?
Ojciec popatrzył mu w oczy:
- Mamy do ciebie wielką sprawę, Vance. Myrta została wyznaczona do dołączenia do orszaku siostry księcia w Waybury. Myśleliśmy ją tam odprowadzić, ale jesteś ty, a pewnie zechcesz odwiedzić matkę. Mógłbyś przy okazji zabrać ze sobą Myrtę. Co, jak się na to zapatrujesz? Bylibyśmy ci wszyscy ogromnie wdzięczni.
Ten ojciec. Zawsze nim się wysługiwał. Sharm nie byl najlepszym rodzicem jakiego można mieć. Dlatego Vance zdecydował się na życie z dala od obojga rodziców. Już to że żyli osobno świadczyło, iż nie była to rodzina odpowiednia do wychowywania potomstwa. Matka Vance`a, Tomena Legit byla bardem i więcej uwagi zwracała na własne problemy niż na syna. On zaś przyzwyczaił się radzić sobie sam.
A teraz jeszcze miał zaopiekować się inną osobą.


Opuścili las po stronie północnej, najbardziej narażonej na wyręb. Szli w milczeniu ścieżką, którą ciągnie się pnie drzew, aż na sam skraj. Weszli na szeroką drogę prowadzącą ku Toporgradowi. Myrta była wstrząśnięta widokiem połaci lasu pełnej pozostawionych pniaków. Była przyzwyczajona do gęstej roślinności środka lasu. Vance nie utrudniał. Zgodnie milczał.
Po dwóch godzinach marszu ujrzeli mury miasta. Po kolejnej półgodzinie dotarli w asyście śi furmanek pod bramę. Toporgrad okazał się miastem tartaków i wytwórni mebli. Zewsząd dochodziły odgłosy pił i hałasu czynionego przez robotników, gdziekolwiek też się udali, wszędzie mocno pachniało świezym drewnem. Miasto przygotowało się na nadejście lata wywożąc sterty śmieci i ludzkiego nawozu. Na ulicach było gwarno i tłoczno. Vance jeszcze nie widział, żeby miasto było tak zapchane.
Zaczęli przedzierać się do stajni - Vance otrzymał od ojca sakiewkę pełną słonecznych koron na kupno kuca dla Myrty. Mimo że nie czuła się jeszcze zmęczona, mieli przed sobą dwudniową podróż. Po kupieniu kuca i dobraniu do niego siodła ruszyli na północ.
W czasie podróży z zakoczeniem zauważyli, że na drodze znajduje się duża liczba wędrujących ludzi, niektórych ciągnących dwukołowe wózki, innych jadących na wozach czy konno, ale zdecydowana większość z nich szła pieszo. Vance przyjął to do wiadomości i nie kłopotał się dowiadywaniem co się dzieje. Myrta jednakże zasięgnęła języka u pary mile wyglądających Flanów. Flanowie to rasa ludzi bardzo jednocząca się z naturą. Ich kapłanami są druidzi propagujący wiarę w Beory, boginię planety, uważaną za personifikację samej Oerth. Była to wiara popularna również w Uleku.
- Straszny los wygnał nas z domostw. A pochodzimy z Geoffu, na zachodzie, za Marchią Sterich. Z gór zeszli giganci i watahy orków i zalały kraj. Nikt się nie ostał bezpieczny. Trza było ujść, by ocalić życie. Giganci opanowali nasze sioła, jedzą nasze bydło, nie ostawiając przy życiu nikogo. Przyszo nam pójść na obczyznę. Już Marchia Sterich, dobra sąsiadka, przyjęła większość z nas. A dla nas już miejsca zabrakło. Ruszyliśmy dalej - opowiadali ze łzami w oczach.
- Nie wpuszczają nikogo z półorków - dodał mężczyzna. - Wypytują ciężarne, zawracają z granicy. Sam widziałem jak jedna kobieta z synem bękartem wróciła się z niczym.
W Księstwie Uleku nie było ludności orczej krwi. Wojny Nienawiści 5 lat temu sprawiły, że każdego podejrzanego o orczą krew wydalono. Wówczas to kontyngent orków z Imperium Pomarj daleko na wschodzie ylazł z Lortmili. Orków pokonano a wraz z nimi wygnano ich pobratymcow.
Vance trawil w milczeniu informacje od uchodźców z Geoffu. "Waybury będzie przepełnione. A tu pełnia lata. To grozi chorobami, może nawet zarazą. Bezpieczniej mi będzie na północy, w baroniach. Tak tak gromadnie nie dojdą." Postanowił ostrzec matkę. Jak tylko odprowadzi Myrtę na zamek, zaraz wraca do domu.
Ale na zamku okazało się, że siostra księcia wyjechała wraz z orszakiem do Tringlee, stolicy księstwa. Tringlee znajdowało się po drugiej stronie księstwa, na wschodzie, na wzgórzach Kewl.
- To dobrze. Mogę spędzić z tobą węcej czasu - klasnęła dłońmi. - Bedę cię codziennie odwiedzać.
- No dobrze. - Vance nie ukrywał, że też był zadowolony. Myrta okazała się dobrym rozmówcą. Mimo młodego wieku patrzyła na świat poważnie, przejęta dziejącą się na jej oczach tragedią.
- To nasza największa zaleta, nas, półfaerie - mówila. - Mamy lotny umysł jak ludzie, i bardzo pojemny. Dlatego też wybiera się nas często na doradców. Niektórzy z nas szkolą się w danej dyscyplinie, aby tym łacniej wspomagać jako mentor. Jesteśmy bardzo mądrzy - mówiła bez nuty chełpliwości w głosie.
Vance z ciężkim sercem opuszczał towarzyszkę krótkiej podróży. Przez ten czas zaskarbiła sobie miejsce w jego pamięci. Ale miał nadzieję, że jeszcze na siebie wpadną.



cdn


- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów