Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela (innaczej)

Autor: dunia20002

"Z pamietnika poznańskiego nauczyciela" na podstawie noweli H. Sienkiewicza

    Od pewnego czasu budził mnie blask lampy, rzucany z pokoiku tuż obok, przez szparę między drzwiami a progiem. Oznaczało to, że ten kochany, ale jakże nieszczęśliwy chłopak znowu uznał, że nie zna lekcji dostatecznie. Ostatnio zdarzało się to co noc. Mimowolnie westchnąłem. Czyż to jest sprawiedliwie, że jednym nauka przychodzi tak łatwo, a innym, mimo najszczerszych chęci, tak opornie? Michaś, mój uczeń należał do tych drugich. Chociaż byłem pewien, że nawet klasowy prymus, Owicki nie poswięcał tyle czasu na naukę, co ten urwis. Westchnąłem znowu i mimo zmęczenia, i bolących kości wstałem, i poszedłem do pokoiku tuż obok. Widok, który tam zastałem, był taki sam jak zawsze: młody, jedenastoletni i wyglądający na młodszego chłopak siedział skulony nad stosem książek i mruczał coś po cichutku. Miał pewnie nadzieję, że nie zorientuję się, że znowu nadwyręża swoje młode siły nadmierną gorliwością. Żeby tylko zostało to docenione. Nie żal by było kilku godzin spędzonych na jego wytężonej pracy. Niestety, niemieccy nauczyciele nie interesowali się ani słabym zdrowiem mojego wychowanka, ani jego nadmiernym wytężeniem. Ważny był tylko, bądźmy szczerzy, jego niezbyt dobry niemiecki akcent oraz odpowiedzi w tym znienawidzonym przez Polaków języku.
-Dlaczego nie śpisz? Przecież pytałem Cię z łaciny i greki. Umiałeś całą lekcję doskonale-mówię to co zwykle.
-Jeszcze raz powtórzę-niepewnie szepce malec.
    Zawsze kończy się tak samo. Zaczynamy powtarzać razem wszystko jeszcze raz. Kończymy nad ranem i dopiero wtedy obaj kładziemy się spać. Cały stan rzeczy bardzo mnie martwi, bo Michaś jest bardzo drobniutki . Zewsząd wystają mu kości. Czasami gdy zarzuca na swoje chude ramiona ciężkie palto i bierzę w rękę książki przewiązane rzemiennym paskiem, boję sie, ze zaraz stanie się mu krzywda. Mam też wrażenie, że te wszystkie książki, które musi nosić na co dzień do szkoły, są cięższe od niego samego.  Kiedyś zatoczył się i to właśnie przepełniło czarę goryczy. Postanowiłem zacząć działać zamiast, tylko biernie przyglądać się, jak ten młody człowiek, przy wprawnej pomocy niemieckich nauczycieli, naraża własne życie na niebezpieczeństwo. Poszedłem do jego wychowawcy i powiedziałem o nadwątlonych siłach chłopca. Próbowałem powiedzieć, że Michaś stara się ponad swoje siły. Prosiłem, by przez jakiś czas, dopóki nie dojdzie do siebie, nauczyciele wykazali się zrozumieniem i byli łagodniejsi przy wystawianiu złych not. Oczywiście zaznaczyłem dla lepszego efektu, ze to tylko jednorazowa sytuacja, a oceny chłopca się poprawią. Szczerze w to wierzyłem. Niestety wychowawca nie tylko nie wykazał zrozumienia, ale jeszcze ponarzekał na chłopca, czym mnie rozjuszył zupełnie. Czy Niemcy nie mają serca? Czy nie widzą poświęcenia tego malca? Czy naprawdę uważają Polaków za gorszych?
    Głównym powodem, dla którego Michaś tak bardzo chciał osiągnąć jak najwyższe noty na cenzurze, była jego matka. Pani Maria pochodziła ze szlachetnego rodu. Niegdyś należał do jednych z majętniejszych i liczących się wielce w całej Polsce. Niestety w wyniku sytuacji historycznej, oraz śmierci ojca Michasia i innych nieszczęść, które spadły na ten dom,większość majątku przeszła w ręcę innych ludzi. Mimo to pani Maria nie załamała się, tylko starała się o wszystko co najlepsze dla swoich dzieci. Oprócz Michałka miała jeszcze, ta zaradna i kochana kobieta, córkę, małą Lolę. Warto dodać, że pani Maria to niezwykle zadbana i ładna kobieta. Swego czasu kochałem ją serdecznie. Dziś moje uczucie zmieniło się w przyjaźń, oddanie i wielką serdeczność. Niestety nie zawsze zgadzam się z nią, np. o Michasiu miała bardzo wygórowane mniemanie. Możliwe, że było to normalne matczyne zapatrzenie w zdolności syna. Możliwe też, że sp

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy