Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela (innaczej)
opowiadania >



"Z pamietnika poznańskiego nauczyciela" na podstawie noweli H. Sienkiewicza

Od pewnego czasu budził mnie blask lampy, rzucany z pokoiku tuż obok, przez szparę między drzwiami a progiem. Oznaczało to, że ten kochany, ale jakże nieszczęśliwy chłopak znowu uznał, że nie zna lekcji dostatecznie. Ostatnio zdarzało się to co noc. Mimowolnie westchnąłem. Czyż to jest sprawiedliwie, że jednym nauka przychodzi tak łatwo, a innym, mimo najszczerszych chęci, tak opornie? Michaś, mój uczeń należał do tych drugich. Chociaż byłem pewien, że nawet klasowy prymus, Owicki nie poswięcał tyle czasu na naukę, co ten urwis. Westchnąłem znowu i mimo zmęczenia, i bolących kości wstałem, i poszedłem do pokoiku tuż obok. Widok, który tam zastałem, był taki sam jak zawsze: młody, jedenastoletni i wyglądający na młodszego chłopak siedział skulony nad stosem książek i mruczał coś po cichutku. Miał pewnie nadzieję, że nie zorientuję się, że znowu nadwyręża swoje młode siły nadmierną gorliwością. Żeby tylko zostało to docenione. Nie żal by było kilku godzin spędzonych na jego wytężonej pracy. Niestety, niemieccy nauczyciele nie interesowali się ani słabym zdrowiem mojego wychowanka, ani jego nadmiernym wytężeniem. Ważny był tylko, bądźmy szczerzy, jego niezbyt dobry niemiecki akcent oraz odpowiedzi w tym znienawidzonym przez Polaków języku.
-Dlaczego nie śpisz? Przecież pytałem Cię z łaciny i greki. Umiałeś całą lekcję doskonale-mówię to co zwykle.
-Jeszcze raz powtórzę-niepewnie szepce malec.
Zawsze kończy się tak samo. Zaczynamy powtarzać razem wszystko jeszcze raz. Kończymy nad ranem i dopiero wtedy obaj kładziemy się spać. Cały stan rzeczy bardzo mnie martwi, bo Michaś jest bardzo drobniutki . Zewsząd wystają mu kości. Czasami gdy zarzuca na swoje chude ramiona ciężkie palto i bierzę w rękę książki przewiązane rzemiennym paskiem, boję sie, ze zaraz stanie się mu krzywda. Mam też wrażenie, że te wszystkie książki, które musi nosić na co dzień do szkoły, są cięższe od niego samego. Kiedyś zatoczył się i to właśnie przepełniło czarę goryczy. Postanowiłem zacząć działać zamiast, tylko biernie przyglądać się, jak ten młody człowiek, przy wprawnej pomocy niemieckich nauczycieli, naraża własne życie na niebezpieczeństwo. Poszedłem do jego wychowawcy i powiedziałem o nadwątlonych siłach chłopca. Próbowałem powiedzieć, że Michaś stara się ponad swoje siły. Prosiłem, by przez jakiś czas, dopóki nie dojdzie do siebie, nauczyciele wykazali się zrozumieniem i byli łagodniejsi przy wystawianiu złych not. Oczywiście zaznaczyłem dla lepszego efektu, ze to tylko jednorazowa sytuacja, a oceny chłopca się poprawią. Szczerze w to wierzyłem. Niestety wychowawca nie tylko nie wykazał zrozumienia, ale jeszcze ponarzekał na chłopca, czym mnie rozjuszył zupełnie. Czy Niemcy nie mają serca? Czy nie widzą poświęcenia tego malca? Czy naprawdę uważają Polaków za gorszych?
Głównym powodem, dla którego Michaś tak bardzo chciał osiągnąć jak najwyższe noty na cenzurze, była jego matka. Pani Maria pochodziła ze szlachetnego rodu. Niegdyś należał do jednych z majętniejszych i liczących się wielce w całej Polsce. Niestety w wyniku sytuacji historycznej, oraz śmierci ojca Michasia i innych nieszczęść, które spadły na ten dom,większość majątku przeszła w ręcę innych ludzi. Mimo to pani Maria nie załamała się, tylko starała się o wszystko co najlepsze dla swoich dzieci. Oprócz Michałka miała jeszcze, ta zaradna i kochana kobieta, córkę, małą Lolę. Warto dodać, że pani Maria to niezwykle zadbana i ładna kobieta. Swego czasu kochałem ją serdecznie. Dziś moje uczucie zmieniło się w przyjaźń, oddanie i wielką serdeczność. Niestety nie zawsze zgadzam się z nią, np. o Michasiu miała bardzo wygórowane mniemanie. Możliwe, że było to normalne matczyne zapatrzenie w zdolności syna. Możliwe też, że specjalne traktowanie syna i wiara w jego umiejętności były wynikiem wszystkich nieszczęść, jakie na nią spadły, mimo raczej młodego jeszcze wieku. Wierzyła, że syn osiągnie w życiu wszystko, czego ona zdobyć już nie może. Zdaję sobie sprawę, że być może to i ja zawiniłem. W końcu na początku Michaś miał najlepsze noty w całej klasie, mimo złego akcentu. Wtedy to właśnie niemal co tydzień pisałem do pani Marii, chwaląc chłopaka i zatajając całą prawdę. Najważniejsze było, że uczył się i robił postępy, a akcent nie był taki ważny... Niestety kobiecina tak przywykła do chwalenia syna, że gdy Michasiowi zaczęło iść gorzej z mauką, a ja nie pisałem przez niemal miesiąc, sama przyjechała do Warszawy, bo myślała, że stało sie coś złego. W każdym razie bardzo ufała w zdolności chłopca i w wrodzony urok, który niestety na niemieckich profesorów nie działał. Tym samym uważała za normalne, ze chłopiec powinien dostawać celujace i bardzo dobre noty. Michaś bardzo nie chciał jej rozczarować. Bał się, że od zmartwień matka może się rozchorować, a tego bardzo nie chciał. Pytanie teraz, skąd takiemu dziecku mogło przyjść coś takiego na myśl? Wszystkiemu winny jest ksiądz z Zalesia. Duchowny chciał na pewno dobrze, ale źle wyjaśnił sprawę. Na innym dziecku pewnie nie zrobiłoby to wrażenia i za kilka dni by zapomniaiło, że słyszało coś takiego. Michaś jednak był inny i jak tylko usłyszał od ksiedza Maszyńskiego, że przysporzy matce zmartwień, nie otrzymując najlepszych ocen i pochwał, i tym samym bedzie tym, który odpowie przed Bogiem za chorobę rodzicielki, to zaczął robić wszystko, by do tego nie dopuścić. Żal mi było tego dziecka. I tak już cierpiała straszliwie jego ambicja, a dodatkowo zaczął się lękkać o jej zdrowie. Wyobrażał sobie, ze każda zła nota prowadzi ku nieszczęściu i pozbawia panią Marię całej radości z życia. Tak naprawdę to najbardziej cierpiał na tym Michaś.
Na początku myśłałem, że to tylko chwilowe nieporozumienie. Taka tam chwilowa słabość, która zaraz przeminie. Nie przemijała jednak. Z każdym dniem było coraz gorzej. Mój wychowanek pogrążał się w coraz większym smutku i coraz ciężej pracował. Nadwyrężał straszliwie swoje zdrowie. Zamiast rozwijać się, rosnąć czy tyć, on stawał sie coraz bardziej mizerny, chudy i płaczliwy. Zawsze był co prawda delikatnym dzieckiem, ale wcześniej ciągle śmiał się i żartował. Z tego cudownego człowieka przenienił się w cień człowieka. Uśmiechał się bardzo rzadko. Właściwie tylko wtedy, gdy poszczęściło mu się przy odpytywaniu w szkole, a każde niepowodzenie łączyło się ze łzami, Ciągłym zmęczenie i niewyspanie sprawiały, że pod oczami miał

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów