Żona Jezusa - część I.
opowiadania >



Maria nie przewidziała, że jej nowonarodzony synek nie będzie taki, jakiego sobie go wymarzyła. Nikt nie przewidział. Dlatego w szpitalu wszystkie babcie, ciotki, wujkowie i dumny ojciec stali pochyleni nad matką z dzieckiem.
- Wspaniały świąteczny prezent! - Babcia ze łzami w oczach nie mogła posiąść się z radości, że jej wnuczek będzie ich małym Jezuskiem - w końcu urodził się tego samego dnia. Pewnie cieszyła się, że będzie miała co opowiadać na wsi.
- A jaki uroczy! - kwiliły ciotki, jednocześnie dopatrując się w nim pomazańca bożego. Absurdom tym nie było końca, należało tylko czekać na jego dorastanie.
- I na pewno będzie piłkarzem! Zobaczcie, jak wierzga nóżką! - krzyczeli zadowoleni wujkowie. Ich głosy były donośne niczym spikerów radiowych.
- Cicho tam, najważniejsze, żeby był zdrowy - skarcił wszystkich dziadek i usiadł na krzesełko przy łóżku swojej córki. Wydawało się, że jako jedyny zachował zdrowy rozsądek i potraktował te narodziny jako coś, co nie przyszło niespodziewane. Przecież rzeczywiście tak było, stary nie widział w dniu jego narodzin powodu do nadmiernej radości. Owszem, cieszył się, ale cieszyłby się tak samo, gdyby to dziecko urodziło się w lutym, 16 kwietnia czy 8 listopada. Odniósł jednak - może mylne - wrażenie, że reszta rodziny nie podeszłaby do tego z AŻ TAK wielkim entuzjazmem.
***
Mały, większy i zupełnie dorosły Miłosz wcale nie był taki, jakiego wyobrażali go sobie rodzice 25-go grudnia w szpitalu im. świętego Mikołaja w Olsztynie. Nie dawali mu odczuć, że coś im nie pasuje - dalej był ukochanym wnusiem babuni, najukochańszym bratankiem i siostrzeńcem. Chyba przez datę urodzenia. Przez? A może jednak dzięki?
Jedynie dziadek był skłonny skarcić go za zrobienie czegoś "na wuja". I pomimo, że dość często zwracał mu uwagę - Miłosz kochał go najbardziej ze wszystkich i mówił mu najwięcej. To właśnie jemu powiedział o wybitej szybie w samochodzie państwa Szymanowskich, mając pięć czy sześć lat. Wiedział, że dziadek będzie bardzo zły, ale i tak wolał powiedzieć to jemu aniżeli rodzicom czy babci, którzy potraktowaliby go o wiele, wiele, wiele delikatniej. To dziadkowi powiedział też o swojej pierwszej jedynce z chemii, o pierwszym piwie, pierwszym zapalonym(warto dodać - przedwcześnie) papierosie, a z czasem o pierwszym zetknięciu z narkotykami. To ostatnie zmartwiło dziadka, ale tak, jak przyrzekł - nigdy nie szepnął ni słówka o tym swojej żonie, synowi czy matce Miłosza. A chłopiec miał wówczas 17 lat.
To zetknięcie z narkotykami bardzo ich do siebie zbliżyło, choć wnuczek najpierw mówił staremu, że panuje nad tym, że ma kontrolę. Może nie wierzył mu, ale dał wybór, dodając też:
- Jeśli będziesz potrzebował pomocy - pamiętaj, że możesz na mnie liczyć.
I tak minął rok, drugi, trzeci...
Aż przyjechał 20-letni wówczas Miłosz w odwiedziny. Rodzina ucieszona jego przyjazdem przygotowała ogrom pyszności. Jedynie dziadek trzymał się z boku i czekał, aż jego ukochany wnuczek będzie mógł z nim porozmawiać.
- Jak tam wnusiu w wielkim świecie? Jak studia? - "jakie studia" - przemknęło dziadkowi przez usta, przecież mówił mu, że na studia nie idzie. Co prawda stary usiłował mu tłumaczyć, ale z miernym skutkiem. Zaraz... czy aby na pewno?
- A świetnie, poznałem tam dziewczynę i jest bardzo dobrze - śmiał się Miłosz, na co babcia machinalnie odpowiadała:
- Ale pamiętaj, najpierw ślub! - Matka i ojciec wtórowali jej, jednak ten ostatni w najmniejszym natężeniu. W końcu chłopaka zaczynało to powoli denerwować. Jak wszystko wokół. Dlatego zaczął ćpać.
- Schudłeś - zauważyła matka.
- Pewnie głodujesz tam, co? - zapytała babcia, jednocześnie wstając od stołu i zaczynając pakowanie swojemu najukochańszemu wnuczkowi ciast, sałatek, kotlecików i wszystkiego, co przygotowała na jego przyjazd. Dziadek tylko chrząkał i martwił się o chudnącego cały czas Miłosza. Milczał i milczał, aż w końcu:
- Chodź, biorę cię na ryby. Co będziesz się opychał. - zaśmiał się dziadek, widząc, że najwidoczniej wątroba chłopaka jest już zdrowo nadszarpnięta, bo nawet ulubione schabowe mu nie wchodziły. Młodzian od razu zauważył, że dziadek robi to celowo, a śmiech wcale nie jest szczery.
- Niech je, biedaczek pewnie tam nie je tylu smakołyków! - westchnęła babcia.
- Jestem już napraaaaawdę najedzony, więcej w siebie nie wcisnę - odpowiedział jej Miłosz i wyszedł razem z dziadkiem.
- Powiedz mi, wnusiu, jak się czujesz? Widzę, że nie jest z tobą najlepiej. Prosiłem cię przecież, prosiłem...
- Przecież wiesz, dziadku, że to nie jest tak łatwo... - Miłosz za każdym razem odpowiadał to samo. Aż nadszedł wieczór i poranek. CZĘŚĆ DRUGA.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Pilar Linia koment
Dodany:2012-11-05 15:20:44, Ocena: 5.0
Kiedy nastąpi część druga? Już się nie mogę doczekać. Dziadek, jako jedyny nie chciał zagłaskać swojego wnuczka, co nie świadczyło o braku jego miłości.

Ocenił/a na: 6
milko Linia koment
Dodany:2012-12-09 15:21:33, Ocena: 5.0
...

Ocenił/a na: 1
Wik Linia koment
Dodany:2013-02-09 16:33:55, Ocena: 5.0
Milko, pierdol się.
EdwardSkwarcan Linia koment
Dodany:2013-02-10 03:08:08, Ocena: 5.0
Świetnie piszesz! Zajrzę jeszcze:) pozdrawiam Edward
EdwardSkwarcan Linia koment
Dodany:2013-02-10 03:09:56, Ocena: 5.0
Przepraszam - ocena:)

Ocenił/a na: 6
Wik Linia koment
Dodany:2013-02-10 10:08:38, Ocena: 5.0
Dziękuję, bardzo mi miło! :)
oleczka31 Linia koment
Dodany:2013-02-10 12:23:33, Ocena: 5.0
Jak zwykle, czytałam z przyjemnością. Pozdrawiam.

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów