Para rękawiczek część 3 - Marzec
opowiadania >



MARZEC


1


Iwona wsiadła na rower i pojechała do lasu. Sama. Pierwszy raz od wielu miesięcy. Musiała w końcu pokonać swój strach. Nie może wiecznie poruszać się w towarzystwie Dawida albo innych ludzi, gdy on nie może. Nikomu nie powiedziała, że wychodzi z domu. Wiedziała, że gdyby tylko to zrobiła, zaraz kazaliby jej poczekać, aż znajdzie się ktoś, kto pójdzie z nią. Zostawiła kartkę na lodówce i w razie czego wzięła telefon ze sobą. Wzięła też aparat, ale tylko odruchowo, ze starego przyzwyczajenia. Dziś nie miała zamiaru go używać.


Właściwie to zmusiła się do wyjścia. W niedziele nie pracowała, więc gdy nikt jej nie zmuszał, to siedziała w domu. Ale pogoda tego dnia była piękna. Słońce wręcz kusiło swoimi ciepłymi promieniami. Iwona nie mogła pozostać obojętna. Już tak dawno nie odwiedziła lasu, że zapomniała jak wygląda, jak pachnie i jakie są jego dźwięki.


Bała się przekroczyć bramę podwórka sama. Może gdyby od tamtego powrotu do domu nie chodziła wszędzie z kimś i gdyby jej ciągle nie pilnowano, to pewnie dawno pokonałaby ten lęk. Ale weź tu gadaj z rodziną, a jeszcze jak sam się boisz...


Iwona pokonała cztery kilometry w niecałe piętnaście minut. Cały czas modliła się w duchu, żeby tylko nie zatrzymał się jakiś samochód i nie wsadzili jej ponownie do bagażnika. Z ulgą przejechała wał i wjechała w znajomą jej ścieżkę między drzewami. Zostawiła rower w tym miejscu, co zwykle i dalej poszła pieszo. Nie przejmowała się tym, że ktoś mógłby ukraść jej kolarzówkę. Jeszcze nigdy, ilekroć tu bywała, nie napotkała drugiej osoby. Tutaj nie musiała się bać, że coś jej się stanie.


Swoje kroki skierowała nad Gęsi Staw, chlubę tej okolicy, starorzecze Odry. Miałą tu kilka swoich ulubionych miejsc. Jedno z nich to stare zwalone drzewo, które gałęziami zanurzało się w wodzie. Właśnie teraz, upewniawszy się jak zwykle, że torba z aparatem jest przewieszona przez ramię i nie wleci do wody, weszła na to drzewo i usiadła.


Przypomniała jej się scena sprzed półtora roku, kiedy to Eric zleciał z podobnego drzewa do wody. Uśmiechnęła się na samo wsponienie. Mimo wszystko tamte wakacje były fajne. Poznała nowych ludzi, nauczyła się jeździć konno, o czym zawsze marzyła, wymyśliła swoją pierwszą i jedyną choreografię, która zdobyła uznanie kilku tysięcy widzów YouTuba, dzięku uprzedniemu wsławieniu się w filmach „4Ridersów”. To były dla Iwony niezapomniane chwile. Jedyne, czego żałowała z tamtych dni, to tego nieszczęsnej zabawy w klubie karaoke. Przygody na koniu nie żałowała. Dzięki niej poznała tego wariata. I dzięki niemu wróciła do domu. Iwona trochę żałowała, ze nie potrafiła i nie chciała wtedy odwzajemnić jego uczuć. Ale co zrobić? Gościu jest totalnie nie w jej typie. I jeszcze celebryta...


„Jak Agata sobie poradzi z Thomem?” nad tym Iwona zastanawiała się wielokrotnie. Jak na razie się między nimi układa. Nie słyszała z ust Agaty żadnych narzekań, że Thom spędza z nią za mało czasu czy coś. Teraz na przykład Agata siedzi u niego w Anglii i wraca dopiero za tydzień. Jak będzie im się żyło po ślubie? Oby nadal tak samo. Thom jest odpowiedzialny i konsekwentny. Jakby się tak dobrze zastanowić, to Agata nie mogła znaleźć lepszej partii. Pasują do siebie.


W tym momencie Iwona nie mogła powstrzymać się, by nie porównać ich do siebie wizualnie. Agata miała metr siedemdziesiąt, Thom chyba z metr dziewięćdziesiąt pięć. Jeżeli Agata ubrałaby obcasy, których na nogach nie miała jeszcze nigdy, to prezentowaliby się ładnie razem. Chyba namówi Agatę, żeby do sukni ślubnej ubrała szpilki. Ma nadzieję, że uda jej się ją przekonać. Chociaż... bez szpilek znowu razem wyglądaliby nie ładnie, ale uroczo, wręcz słodko.


Hm...


Ciekawe jak ona wyglądałaby z Eric’iem. Iwona spróbowała to sobie wyobrazić, ale natychmiast wykrzywiła jej się mina. Jakby założyła szpile, zrównałaby się z nim, a nawet przerosła. Ona wolałaby być jednak niższa od potencjalnego kandydata na męża. Poza tym ta fryzura od siedmiu boleści... Ciekawe czy jego włosy nie są czasem już dłuższe od jej włosów? Pfff... Nie, jednak nie, w zeszłym roku miał je jakoś nieco dłuże niż do ramion chyba. Ramiona. Na jednej ręce wytatuowany chyba wąż, a na drugiej smok. Po jakiego czorta mu takie coś? Jeszcze bardziej tylko psuje efekt wizualny. Niech jeszcze zapuści sobie brodę, to Iwona chyba będzie sobie zakładać klapki na oczy, żeby nie widzieć jak wygląda i się nie załamać.


„Ciekawe, czy dalej pali to świństwo?” pomyślała. Nie przypomina sobie, żeby w zeszłym roku kiedykolwiek zapalił przy niej papierosa. A był przy niej prawie non stop. Może robił to, gdy ona sobie słodko spała. Papierosy automatycznioe skreślają go z listy.


„Ech, o czym ja w ogóle myślę” zganiła się Iwona. „O wszystkim, tylko nie o tym, co było dokładnie rok temu” odpowiedziała sobie. Natychmiast przywołało to złe wspomnienia. Iwona zamknęła oczy i zaczęła powtarzać sobie:


-Myśl o Agacie, myśl o Agacie, myśl o Agacie.


Ale złe myśli nie chciały jej opuścić.


-Jeny! Nie myśl o tym capie!


Do oczu napłynęły łzy. W takich chwilach za wszelką cenę chciała się pozbyć tych okropnych wspomnień, ale zawsze to, co robiła za wszelką cenę, nigdy nie skutkowało. Te wspomnienia nawracały ja zawsze niespodziewanie, co utrudniało jej walkę. Dopiero łzy przynosiły ulgę. Nie skupiała się wtedy na myślach, ale na tym, żeby te łzy wytrzeć i więcej się nad sobą nie użalać. Potem przychodziła złość.


Iwona wyciągnęła z torby chusteczkę, wytarła oczy i wydmuchała nos. Była wściekła, że znowu ten stary cap jej się przypomniał. Gdyby tu był, najchętniej wydrapałaby mu oczy. Dobrze mu tak, że siedzi teraz i gnije za kratkami. Choć sama też chętnie wymierzyłaby mu swoją sprawiedliwość.


Iwona spojrzała na zegarek. Było po siedemnastej. Musiałaby juz wrócić do domu., żeby rodzina od zmysłów nie odchodziła, jednak teraz nie miała na to najmniejszej ochoty. Jak wcześniej miała obawy przed opuszczeniem domu, tak teraz nie chciała do niego wracać. Dobrze jej tu nad tym stawem i na tym drzewie. Myśli mają większą przestrzeń. Nie są ograniczone przez cztery ściany. Może na wszystko spojrzeć świeżym i rozsądnym okiem bez użalania się. No i w końcu może być sama bez obaw, że coś jej się stanie.


Iwona wzięła głęboki wdech.


-Jak ja za tym tęskniłam- powiedziała do siebie, wypuszczając powoli powietrze z płuc.


Tego potrzebowała. Zaraz zejdzie z

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Cień jabłoni
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów