Cud o poranku
opowiadania >




Obudziłem się dziś i coś było nie tak. Dopiero po dojściu do władz umysłowych uprzytomniłem sobie, że mnie nic nie boli. Zerwałem się, omiotłem czujnym wzrokiem pokój, czy to aby na pewno ten sam, w którym zasnąłem i spojrzałem w lustro, aby upewnić się, że to ja, że nie mam anielskich skrzydeł, oraz rzucam cień w świetle ulicznej lampy. Na wszelki wypadek pogibałem się nieco, niby gimnastykując. I nic, wszystko się zgadza, w kościach strzyka i trzeszczy, mięśnie się napinają i rozkurczają, stężenia pośmiertnego, ani plam opadowych brak.


Czyli upadła następna popularna teoria, że gdy budzisz się po 50 roku żywota, a bólu ani śladu, to znaczy, że już umarłeś. Pokrzepiony na duchu i w radosnym nastroju włączyłem laptopa, zrobiłem kawę, czytając wiadomości wypaliłem kontrolnie trzy papierosy pod rząd, że może się rozkaszlę, ale i to nie. Choć tytoń mi się trafił ostatnio krzepki, wzmacniany jeszcze skrupulatnym wykruszaniem doń petów. Taki nawyk z czasów niedostatku.


Po wiadomościach z kilku portali, tradycyjnie Salon24, aby sprawdzić, co też dziś mąci skisłą wodę w kato-narodowo-prawicowej, mocno przymulonej kaczej sadzawce. Jak zwykle świetna notka Renaty Rudeckiej-Kalinowskiej, a pod nią pełne chrześcijańskich wartości, nienawistne wycie płatnych komentatorów z siedziby PiS, oraz podstarzałych, pożytecznych idiotek, wielbicielek Jarkazbawpolskę. Kiedyś takie panie zwano „ciotkami rewolucji”, teraz „kapralicami” propisowskiej blogsfery.


Następnie facebok, tu spokojniej i bardziej w tonie mojej bajki, ale to dzięki właściwemu doborowi znajomych. Też jednak postanowiłem nie przyjmować więcej już znajomości z kręgów chrześcijan ewangelikalnych, bo mimo, iż wierzę, to z rana potężna dawka prawd biblijnych nie działa na mnie najlepiej. Nie jestem ortodoksem, chcę też trochę pożyć w realnym świecie, i dowiedzieć na przykład o kilku skandalach wśród celebrytów. Komu było widać majtki, albo kto na wizji miał rozpięty rozporek.


Tak radośnie spędzając czas, oczywiście odsuwałem drążący mnie, jako bardzo obowiązkowego człowieka, imperatyw zajęcia się na przykład pisaniem opowiadania, złośliwego felietonu politycznego, czy kompilowaniem z internetowych źródeł eseju o symbolice wielkanocnego zajączka.


W między czasie zabezpieczyłem też sobie oczywiście dzienną porcję filmów do oglądania w pozycji horyzontalnej.


No i udało się, nic nie zrobiłem, nadchodzi pora pysznego śniadanka, a później tradycyjna drzemka przy W11 i Prawie Agaty. Świeże bułeczki z masłem, camembertem i plasterkami ogórka, jajka po wiedeńsku, kawa ze śmietanką.


Z kilkudniowego nawyku, przyjemnie syty i rozleniwiony, zerknąłem w stronę leków przeciwbólowych, zażywanych ostatnio ze względu na dokuczliwe skurcze nerwowe, nękające mnie po przechorowanym tydzień wcześniej półpaścu.


Wtedy doznałem olśnienia, to nie żaden cud, a zwykła, nieunikniona i coraz szybciej postępująca w moim wieku skleroza.


Po prostu wieczorem, chcąc się spokojnie wreszcie wyspać zażyłem pastylkę tramalu. Tak więc teoria, z której osobistego obalenia już tak się cieszyłem, zacznie być prawdziwa z chwilą, gdy przestanie działać tramal. Oczywiście wierzę w cudy, ale to jednak jeszcze nie tym razem.







- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
art_roxana Linia koment
Dodany:2017-06-23 08:35:42, Ocena: 3.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Książka, dzięki której pokochasz książki. Nawet, jeśli nie lubisz czytać
Pax
Nieja i ja
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów