Blogerzy-ekskribicjoniści

Anna Pach-Nowicka
« powrót

Blogi, czyli wirtualne pamiętniki, w których opisuje się swoje przeżycia, osobiste gazety, w których zamieszcza się przemyślenia i opinie, fora wymiany poglądów, raptularze, a nawet dzienniki podróży, to jedna z najprężniej rozwijających się w Internecie form komunikacji. Podobno co sekundę powstaje w sieci nowy blog, a liczba polskich internetowych witryn mających taką formę sięga dwóch milionów. Według przeprowadzonych badań, rodzimych blogerów można podzielić na cztery zasadnicze grupy: lanserów (blog jest dla nich sposobem zdobywania i utrzymywania autorytetu we własnym środowisku), hobbystów, profesjonalistów (pracujących w różnych zawodach powiązanych Internetem) oraz gwiazdy. Do tej ostatniej grupy zalicza się również blogujących polityków.



Politycy polscy tę sferę Internetu odkryli stosunkowo niedawno; palmę pierwszeństwa przyznaje się zwykle Ryszardowi Czarneckiemu z Samoobrony, który sam siebie lansuje na papę-blogera. Są jednak źródła, które za pierwszego blogującego polityka podają Pawła Grysia z PO, który postanowił, że założy pamiętnik po tym, jak z namowy „Super Ekspresu” przeżył miesiąc za pięćset złotych. Piszących internetowe dzienniki przybywa systematycznie z miesiąca na miesiąc i obecnie jest ich kilkudziesięciu. Wśród nich byli premierzy: Waldemar Pawlak i Kazimierz Marcinkiewicz, europosłowie: Ryszard Czarnecki i Marek Siwiec, posłowie: Joanna Senyszyn, Wojciech Wierzejski, politycy poza parlamentem: Janusz Korwin-Mikke oraz eks-politycy: Waldemar Kuczyński. Piszą, chociaż – jak komentuje socjolog internetu, Maria Cywińska-Milonas – wcale blogować nie potrafią, a co gorsza często nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Ambicje polityczne i ciekawa osobowość rzadko idą w parze. Nic więc dziwnego, że blogi polskich polityków wyglądają tak, jakby pisała je Doda albo Ewelina Flinta, czyli są o wszystkim i o niczym – stwierdza socjolog na łamach „Newsweeka” (32/2006). Istotnie – rozpiętość tematyczna jest olbrzymia – od politycznych opinii, poprzez złośliwości w stronę parlamentarnych oponentów aż do przechwalania się małżonką i dzielenia kulinarnymi przepisami na marynowane żeberka. Janusz Korwin-Mikke w pierwszej odsłonie swojego dziennika pisze: Od trzech tygodni namawiają mnie, bym się ośmieszył, pisząc „blog” [...]. Powiedziano mi, że trzeba to robić, bo wyborcy chcą mnie poznać „prywatnie”, chcą znać moje opinie. Jeśli „blog”, to to, to ja pytam: „Dobrzy ludzie: Wy naprawdę chcecie głosować na człowieka, który umieszcza w internecie swoje prywatne wynurzenia?”. [...] Życie prywatne polityka, jego prywatne opinie itd. - powinny być otoczone jak największą tajemniczością. Tow. Kim Dzong-Il, przewodząc biednemu krajowi, wodzi za nos potęgi świata - BO NIKT NIC O NIM NIE WIE! A takiemu Clintonowi „Mossad” podkłada panienkę - i doskonale wie, jaką. Bo o prezydentach USA wiadomo dziś WSZYSTKO. [...] Dlatego mój blog będzie wyłącznie o polityce. OK - wyborcy mają prawo znać moje opinie polityczne. Prywatne - NIGDY - w taki sposób znany, acz kontrowersyjny działacz objaśnia zakres tematyczny swojego bloga. Pomijając argumentację, postulat wydaje się rozsądny; większość blogerów nie poprzestaje jednak na dzieleniu się z internetową społecznością swoim światopoglądem, poświęcając wiele miejsca na tematy mniej lub bardziej prywatne. O tajemniczości nikt tu nie słyszał.



U Wojciecha Wierzejskiego uwagi dotyczące życia prywatnego pojawiają się stosunkowo rzadko. Wynika to z profilu bloga posła, który w swoim pamiętniku – jak przeczytać możemy na popularnej stronie www.spieprzajdziadu.com.pl - [...] prezentuje wszystkim jak bardzo nasz kraj jest pedalski, gejowaty, patologiczny i źle rządzony. Jest to swojego rodzaju manifestacja polityczna, której celem jest ukazanie poparcia społecznego (które jest ogromne) dla programu Ligi. Miejsca na intymne zwierzenia pozostaje zatem niewiele – od czasu do czasu napisze Wierzejski cos o swej wspaniałej żonie lub zwierzy się, że dokucza mu przykra choroba: Od niedzieli męczy mnie grypa żołądkowa. Wyjątkowo dokuczliwa. Musiałem odwołać mój dzisiejszy udział w debacie w TOK FM, a wieczorem pewnie jeszcze nie dam rady pójść na Finał Konkursu „Srebrne Usta”, organizowany przez radiową Trójkę.



Znacznie ciekawiej prezentują się zapiski Ryszarda Czarneckiego. Papa jest bardzo dumny ze swojego bloga, który należy do najczęściej cytowanych ze wszystkich publikacji tego typu (Dzwoniły TVN, Panorama, TVP, kilka gazet i portali). Media nie poprzestają na „wyławianiu” co ciekawszych wiadomości z wirtualnego pamiętnika, ale również bezlitośnie natrząsają się z jakości zamieszczanych w nim notatek. „Polityka” z premedytacją przywołuje osobiste fragmenty bloga Czarneckiego: „Kładę się spać przed 3, ale i tak wychodzimy z Przemkiem z wesela jako jedni z pierwszych. Z zaciekawieniem przyglądałem się tej całej świeckiej obrzędowości, konkursom na parę wesela, tańcom wokół krzeseł – a na końcu jednego krzesła, tańcowi... na krzesłach (krześle). To dla mnie nowość. Słyszałem, że np. też dla cudzoziemców polskie wesela są fascynującym folklorem, filmują je, nagrywają etc.”. I jeszcze dzień wcześniej – tym razem z podróży służbowej: „Gdy lądujemy w Skopje lotnisko wydaje się być betonową wyspą w morzu zieleni. Nad stolicą Macedonii króluje wzgórze, porośnięte gęsto lasem. Jestem pod wrażeniem, mówię o tym Katalończykowi, europosłowi z grupy... zielonych, ale on reaguje obojętnie, mimo, iż przecież powinien być »ideologicznie« na to wrażliwy...”. Blog Czarneckiego określa się jako najbardziej plotkarski ze wszystkich. Pełno w nim osobliwych przemyśleń europosła,tematy prywatne mieszają się z oficjalnymi; nie brakuje również doniesień o politycznej kuchni, a nawet obelżywych inwektyw pod adresem członków opozycji (Hanna Gronkiewicz-Waltz określana jest jako Gronkowiec, spasiony spaniel, gwiazda PO o charyzmie równej zeru) i złośliwości wobec koalicjantów (o Przemysławie Gosiewskim: Jego pycha jest odwrotnie proporcjonalna do jego wzrostu i lotności umysłu...). Największą słabością posła wydają kierowane pod własnym adresem pochwały. Podobnie jak inni, lubi popisywać się swoją obecnością w mediach: W ostatni weekend byłem po raz kolejny w „Śniadaniu w Trójce”, ale po raz pierwszy zostałem poproszony o wybranie - jako przerywnika muzycznego - ulubionej piosenki. Ulubionych przebojów mam kilkanaście. Podałem jeden z nich - oczywiście ukochanego Leonarda Cohena „In my secret life” - świetna muzyka, no i te słowa…Eurodeputowany nie tylko


poprzednia
- [1] [2] -


Zobacz też:

Publicystyka - W obronie kobiecości... W obronie kobiecości... Literatura piękna od dawien dawna jawiła się nam – Czytelnikom - jako strefa marzeń, do której może się odwołać w czasach, w jakich przyszło nam żyć, praktycznie każdy. więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
Rymika2007-08-20 14:21:20
avatar
Ja też mam jakieś śmieszne blogi. Nie usuwam, bo mam sentyment do nich. Jednak nie zaliczma isę do żadnej grupy. Ja piszę dla siebie, nie wstawiam linku w opis, itp. O, własnie mi się przypomnialo, że mam kupić nowy numer Newsweeka ; p
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów