"Dziurawe myśli" czyli po prostu Delons

Autor: Julia Korus
Okładka publicystyki dla

Mysłowice są kopalnią muzyki. Pod tym industrialnym miastem kryją się złoża talentów, pomysłów, nut i strun. Co pewien czas pojawiają się muzyczni wydobywcy, którzy z zapałem tworzą kolejny alternatywny śląski zespół. Na przekór familokom, szybom kopalnianym i robotniczym oddechom miasta, tworzy się sztuka, w najczystszej – bo szczerej – postaci.

Mysłowicka młodzież, pytana o muzycznych przedstawicieli miasta, wymienia jednym tchem: Myslovitz, Negatyw, Penny Lane, Twistirella, Lenny Valentino, Usta Bilizowane, Iowa Super Soccer, Korbowód, Delons... Myslovitz zawsze na pierwszym miejscu, Myslovitz znają przecież wszyscy... Myslovitz pokazało, gdzie na mapie Polski należy szukać Mysłowic. Ludzie widzą w nich początek gitarowego grania rodem z tego miasta.

Otóż, widzą to błędnie.


Na imię mam Wyjęty z Ram

Wrzesień 1986. W Mysłowicach powstał zespół Generał Stilwell, w którym należy dopatrywać się początków gitarowej muzyki w Polsce. Jego założyciel i lider, Marek Jałowiecki, zwany „Dżałówą”, zafascynowany był ówczesną muzyką z wysp brytyjskich, co musiało znaleźć swe odbicie w piosenkach Generała. Było to zupełnie nowe muzyczne zjawisko, które zainteresowało młodzież punkową czy nowofalową. Na koncerty Generała chodzili m. in. muzycy zespołu Myslovitz, który formował się dopiero ok. 1992-93 roku. Artur Rojek podkreślał w wywiadach, że Generał brzmiał wtedy jak żaden inny polski zespół i że „Dżałówa” był dla niego wzorem. Nie istniała wówczas taka scena alternatywna, jak dziś, nie było więc również zdeklarowanych słuchaczy tego nurtu. Po 7 latach tworzenia, Marek rozwiązał zespół. Czy słusznie...? Tymczasem Myslovitz nadal grało na koncertach jego covery. „Peggy Brown” z muzyką „Dżałówy” święci triumfy do dziś...

Generał zniknął jednak tylko formalnie. Pozostał w świadomości młodzieży, jednocześnie stworzył bardzo mocne fundamenty pod to, co na mysłowickiej scenie dzieje się do dziś.

To już 20 lat na tych samych fundamentach.



Musimy zapomnieć minione lata, zafoliowane złote myśli

Kiedy w 1998 roku powstał zespół Delons, Myslovitz miało się świetnie, zespół miał na koncie 3 docenione płyty i czwartą w zaawansowanych przygotowaniach. Po rozpadzie Generała, Marek nadal pisał i komponował piosenki. Były teksty, była muzyka, przyjaciele, chęci, nic więc nie stało na przeszkodzie podczas tworzenia nowego zespołu. Mimo kilku lat przerwy, nie sposób nie połączyć Generała z Delonsami. Lider, klimat i fascynacje spoiły te formacje w pewien proces rozwoju.



Mam na uwadze kataklizm, mam do spełnienia marzenie, mam coś do powiedzenia

Zespoły z Mysłowic często „wymieniają się” muzykami w poszukiwaniu odpowiedniego brzmienia. Składy formują się powoli, ale skutecznie. Mietall Waluś, lider negatywu, grał w Delonsach na gitarze basowej przez ponad rok. Jego miejsce zajął Paweł Jankowski. Od początku w zespole grał Damian Dominik, późniejszy inicjator Twistirelli. Również od początku na perkusji grał Adam Rodzik, znany też ze składu Generała Stilwella. Po odejściu Damiana, w zespole pojawili się gitarzysta Wojtek Wołyniak i Przemek Myszor (muzyk Myslovitz), a na koniec – Tomek Korgul.

Marek, Adam, Wojtek, Przemek i Paweł – taki skład Delons utrwalony jest na pierwszej płycie zespołu. „Wersja z napisami” trafiła do sklepów w marcu 2005 roku. „Dżałówa” po prawie 20 latach grania, doczekał się rejestracji swoich piosenek na regularnej płycie. Mówiąc banalnie, warto czekać na spełnienie marzeń.



Wstaję i słyszę jak wszystko kołysze się w rytmie jakiego wcześniej nie słyszałem

26 marca – istotna data dla zespołu i dla fanów, którzy znali „legendę” Generała Stilwella i dwie płyty demo, które krążyły w śląskim muzycznym środowisku. Trudno się nie zachwycać tym krążkiem. Piosenki przesiąknięte alt – country i indie – rockiem nadal są w Polsce czymś rzadkim. Dostrzegli to krytycy muzyczni, którzy wystawili płycie świetne recenzje. Pisano o zdolnych gitarzystach, o przyjemnym wokalu, o niezwykłym nastroju, od pierwszej do ostatniej minuty. Jednocześnie mówiło się o niej jako o najbardziej niedocenionej płycie roku. To smutne, że „Wersja z napisami” nie rozprzestrzeniła się w mediach, mimo że miała ku temu predyspozycje.

„Dżałówa” na tym krążku pokazuje, że można śpiewać o poważnych sprawach nie popadając w patos i moralizatorstwo, i o drobnych elementach życia, nie zahaczając ani przez chwilę o banał. W jego tekstach i ich interpretacji nie ma cienia żalu czy goryczy, co nie oznacza mimo wszystko sztucznego optymizmu. Delons to jednak zespół, a nie tylko wokalista. Muzycy nie tworzą dla niego zgrabnego tła, lecz są niejako na równi z nim, każdy dźwięk jest istotny, słowo przemyślane, a całość – zgrana. Zwracają uwagę świetne partie gitarowe Wojtka Wołyniaka, które na koncertach są jeszcze bardziej wyraziste.



Mniej światła – nic nie szkodzi, i tak widzę więcej

Płyta, mimo świetnych recenzji, nie odniosła komercyjnego sukcesu. Ignorowana przez stacje radiowe i telewizyjne, jednocześnie rzadka na sklepowych półkach, znalazła swych nabywców przede wszystkim wśród wiernych słuchaczy mysłowickiej muzyki.

Zespół grał koncerty w regionie, ale bywali też w odleglejszych miejscach w kraju. Zagrali również koncert w radiowej Trójce w studiu im. Agnieszki Osieckiej.

Istnieje pogląd, że płyta dotarła do tych ludzi, do których miała trafić. Reszta może tylko żałować.



W japońskim deszczu, w bejsbolówce z polnym kwiatem

W piosenkach Delonsów czai się mnóstwo postaci z dawnych lat. Spotkamy tam Elvisa Costello, Lou Reed’a, Morrisseya, Alaina Delona, Marlona Brando i kilka innych inspirujących osób. Sam Marek nie kryje fascynacji francuskim kinem czy literaturą, w jedną z piosenek wplótł nawet słowa Pedro Almodovara. Inspiracji do piosenki „Tajfun 18” należy szukać w książce Davida Mitchella „Sen nr 9”, surrealistycznej powieści osadzonej w realiach współczesnego Tokio, w którym jawa miesza się ze snem, gra komputerowa z rzeczywistością, w którym przeszłość warunkuje przyszłość. „Paryż ‘68” to natomiast muzyczna ilustracja do książki „Wesoły miesiąc maj” Jamesa Jonesa, traktującej o buntach studenckich we Francji, o zderzeniu pokoleń, ideałach i bolesnych rozczarowaniach – samym sobą i innymi. I tylko w tekstach o Falku, Brando czy Kałużyńskim słychać pewną nutę nostalgii, że te postacie z ludzi stały się legendami. W piosenkach Delonsów brzmi wiele lat dobrego kina, wybitnej muzyki, wartościowej literatury, a wszystko to – zamknięte w 3, 4 – minutowych odcinkach czasu.



Sam nie wiem co będzie, jeśli tym razem się pomyliłem

Koncerty są dla fanów ogromnym wydarzeniem, a nie są to wydarzenia częste. Lepiej mieć garstkę zasłuchanych ludzi, niż tłum przypadkowych słuchaczy, w związku z tym zespół nawet dla kilku czy kilkunastu osób daje z siebie wszystko. Nowe piosenki, które Marek napisał już po wydaniu „Wersji z napisami”, grane na koncertach, zaostrzają apetyty na drugą płytę, która jest już w przygotowaniu. Niezwykła melodyjność tych kompozycji i mądre – ale nie przemądrzałe – teksty gwarantują, że druga płyta trafi do wyobraźni słuchaczy.

Czy rozwiązanie generała Stilwella było dobrą decyzją? Strach pomyśleć, co by było, gdyby zapadła inna decyzja i „Wersja z napisami” nigdy by nie powstała. Może te kompozycje musiały poczekać kilka lat, poczekać na słuchaczy, publiczność, która je doceni. Jeśli potraktujemy rozpad Generała jako coś, co doprowadziło do powstania Delonsów, to można tylko uznać, że to była dobra decyzja.

Oczywiście pamiętamy o Generale Stilwellu i o tym, że Delons i Generał tworzą na wspólnej muzycznej kanwie. Cieszymy się, że ta historia trwa. Oby ta historia nadal działa się na naszych oczach – historia fundamentów mysłowickiej sceny alternatywnej.

*Wszystkie cytaty pochodzą z tekstów Marka Jałowieckiego
*Więcej informacji o Delonsach na www.delons.pl i www.fcdelons.kom.pl

Myśli zebrała Julia Korus.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy