Powieść pisana snem. Wywiad z Kem Frydrych

Magdalena Galiczek-Krempa
« powrót

Publicystyka - Obrazek

- Kiedy w mediach i prasie pojawiało się coraz więcej seksu, ja postanowiłam opisać miłość dwojga ludzi, którzy kochają się na poziomie swoich DUSZ - mówi Kem Frydrych, autorka powieści Wielki Nieobecny. - Było dla mnie sporym zaskoczeniem, że pisząc, byłam w stanie niemal zobaczyć te stany. Kiedy kładłam się spać, tuż przed zaśnięciem albo w środku nocy stawały mi przed oczami całe sceny - sceny bardzo piękne i wyraziste. Problemem pozostało znalezienie w naszym języku słów, które zdołałyby je opisać. Z autorką rozmawiamy o duchowości w czasach literatury porno oraz o prostym i zdrowym życiu. 

Wielki Nieobecny to Pani debiut literacki. Książka – chociaż nie pracował nad nią żaden zawodowy redaktor – nie odbiega poziomem od publikacji, które ukazują się każdego dnia na rynku wydawniczym. Jak to się stało, że postanowiła Pani zasiąść przy klawiaturze i rozpoczęła swoją przygodę z pisaniem?


Pewnego dnia, przyszedł w moim życiu taki moment, gdy podjęłam decyzję i wyjechałam z wielkiego miasta na głuchą wieś. Zamieszkałam w starym siedlisku, gdzie zaczęłam walkę z dziką przyrodą i walącym się domem. Nie było to dla mnie łatwe, ale dało dużo czasu na spoglądanie w nocy na piękne, rozgwieżdżone niebo. Z czasem zaczęłam zadawać Bogu pytania dotyczące spraw, które zawsze mnie nurtowały i ciekawiły.


Pewnego dnia nie mając pomysłu na prezent urodzinowy dla mojej wnuczki, Emilki, postanowiłam napisać krótkie opowiadanie o najpiękniejszej miłości, jaką tylko będę mogła sobie wyobrazić.


Kiedy usiadłam nad kartką, od razu pożałowałam tego, ponieważ zrozumiałam, że porywam się z motyką na słońce. Mam jedynie średnie wykształcenia i z tego, co pamiętam, pisanie wypracowań było dla mnie zawsze mordęgą.


Powoli zaczęłam sklecać kolejne zdania, ale przełomem była chyba wizyta mojej przyjaciółki, Łady. Opowiedziała mi ona wówczas historię swojego znajomego i od tego wieczoru wszystko się zaczęło. Proszę mi wierzyć, nie pamiętam jej historii i nie ma o tym chłopaku w książce ani słowa, ale… coś chyba wtedy musiało we mnie „zaskoczyć”, bo kilka dni później zaczęłam pisać, pisać i… pisać. Po ponad roku okazało się, że napisałam już 2300 stron, które stanowiły materiał na 4 kolejne książki.



slider



Wielkiego Nieobecnego czyta się błyskawicznie, chociaż nie jest to kolejna typowa powieść obyczajowa. Oprócz wątku miłosnego – który w powieści odgrywa niebagatelną rolę – sporo miejsca poświęciła Pani duchowości. Skąd pomysł na takie poprowadzenie akcji? Czy sprawy duchowe, wiara, medytacja są Pani szczególnie bliskie?


Trochę w życiu medytowałam oraz zaczytywałam się w młodości w książkach mówiących o tym, że człowiek ma wymiar fizyczny oraz duchowy. Z czasem zaczęłam to określać, mówiąc, że mamy ciało i duszę. Kiedy w mediach i prasie pojawiało się coraz więcej seksu, ja postanowiłam opisać miłość dwojga ludzi, którzy kochają się na poziomie swoich DUSZ. Było dla mnie sporym zaskoczeniem, że pisząc, byłam w stanie niemal zobaczyć te stany. Kiedy kładłam się spać, tuż przed zaśnięciem albo w środku nocy stawały mi przed oczami całe sceny - sceny bardzo piękne i wyraziste. Problemem pozostało znalezienie w naszym języku słów, które zdołałyby je opisać. Moje słownictwo jest zbyt ubogie, za co bardzo czytelników przepraszam.



Zupełnie tego w powieści nie widać - jest w niej sporo niebanalnych porównań, a słownictwo nie odbiega od tego, które spotykamy zwykle w literaturze popularnej. Ale porozmawiajmy przez chwilę o głównym bohaterze powieści. Karl to sportowiec. Nie jest jednak – jak można by się tego spodziewać po naszych narodowych zamiłowaniach – piłkarzem. Dlaczego wybór padł na judo? Czy ma to związek z wszechobecną w powieści duchowością? Czy chodziło Pani o nawiązanie do filozofii Jita Kyōei – „przez czynienie dobra nawzajem dla dobra ogółu” i promowanie idei samodoskonalenia?


Nie zgłębiałam kwestii duchowości w judo, raczej od zawsze fascynował mnie ten sport i towarzysząca mu względna kultura osobista zawodników. Sama w bardzo wczesnej młodości próbowałam uprawiać judo, chociaż bardzo krótko i chyba przez to mam wielki sentyment do tych dyscyplin. Natomiast za piłką nożną nie przepadam. Zachęcam jednak do przestudiowania biografii założyciela judo, jest pasjonująca.



Stworzeni przez Panią bohaterowie – zarówno główni: Karl, Natalie Anmarie, jak i ci drugoplanowi: Frank, Saab i dzieci z sekcji judo – przedstawieni są bardzo realistycznie. Podczas lektury czytelnikowi może wręcz wydawać się, że kiedyś miał już okazję spotkać kogoś, kto przypomina mu Karla czy Franka. Czy osobowość, wygląd i charakter bohaterów to wytwór Pani wyobraźni? A może wzorowała się Pani na osobach ze swojego otoczenia?


Nie wzorowałam się na zawodnikach, trenerze. Ani Karl, ani Natalie nie mają swoich pierwowzorów w moim życiu czy literaturze. Może Anmarie jako jedyna ma cechy pewnej osoby, którą kiedyś poznałam. Pisząc swoją opowieść, często jakby miałamprzed oczami film, który pozostawało mi tylko opisać. Oczywiście, widywałam też białą ścianę i wtedy potrzebowałam dłuższej bądź krótszej chwili medytacji, zatrzymania się, aby wszystko ruszyło dalej…



Bohaterowie powieści dużo czasu spędzają w kuchni – przygotowują smaczne, ale proste dania. Najważniejsze rozmowy toczą się właśnie przy jedzeniu. Dodaje to książce domowej atmosfery. Czy w ten sposób chciała Pani zwrócić uwagę na często zaniedbywaną w naszych czasach tradycję wspólnych, rodzinnych posiłków?


Obawiałam się, że to będzie zarzut, miło mi więc, że tak to Pani postrzega. Zwrócono mi już uwagę, że bohaterowie ciągle jedzą (śmiech) Mieszkając bez telewizji i gazet, zaczęłam się bardzo dokładnie przyglądać przyrodzie. Zaczęłam poznawać zioła, próbować, co można jeść z tego, co rośnie na łące lub w ogrodzie. W związku z tym moje jedzenie stało się bardzo proste i coraz rzadziej jeździłam do sklepu. Natomiast stale wymyślałam nowe potrawy. Kapary z mlecza, jarzębinę z gruszkami, suszone ulęgałki w syropie, szparagi z pędów komosy. Można, jedząc proste potrawy, prawie medytować. Mieszkając sama, tęskniłam nieraz do wspólnych posiłków i może dlatego z przyjemnością je opisywałam. Zdaję sobie sprawę z tego, że coraz częściej my, ludzie, siedzimy przed telewizorami, komputerami w swoich pokojach, zajęci grami czy oglądaniem seriali. Nikt z nikim nie rozmawia. To smutne.



Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy kulinariach. Natalie pokazuje Karlowi, jak w prosty sposób ograniczyć spożywanie „śmieciowego jedzenia” i po co w zamian sięgać. Czy propaguje Pani taki styl życia?


Jak najbardziej. Nie jestem wegetarianką, ale kwestie związane ze zdrowym jedzeniem są mi bardzo bliskie. Kiedy zamieszkałam na wsi, przestałam pić kawę, gazowane napoje, alkohole, jeść słodycze, nie mówiąc o chipsach, chrupkach i innych śmieciach. I nie zmuszałam się do tego, samo wszystko… odpłynęło. Mam własną cudowną wodę, kury i ogródek. My nawet nie wiemy, co wyczyniamy ze swoim organizmem i jak odcinamy się od subtelnych przestrzeni, w których również istniejemy.



A propos owych „subtelnych przestrzeni” - Wielki Nieobecny to powieść napisana przystępnym językiem, a jednak traktująca o sprawach najważniejszych. W książce nie brakuje także „zjawisk nadprzyrodzonych”, które nie kolidują z przedstawioną w powieści codziennością. Czy takie niesamowite rzeczy mogą przytrafić się zwykłemu


poprzednia
- [1] [2] -


Zobacz też:

Publicystyka - Czy na Graalu dało się zarobić? Fenomen Dana Browna Czy na Graalu dało się zarobić? Fenomen Dana Browna Autorzy (...). Nawet ci normalni to świry (The Da Vinci Code; tłum. Krzysztof Mazurek)  Już przed wydaniem Kodu Leonarda da Vinci Dan Brown był popularnym pisarzem, jednak publikacja tej powieści spowodowała więcej...
Publicystyka - Fachowcy vs amatorzy, czyli jak nowe media zmieniły krytykę literacką. Zapis debaty Fachowcy vs amatorzy, czyli jak nowe media zmieniły krytykę literacką. Zapis debaty Konformizm, lizusostwo wobec wydawców, brak kompetencji, popadanie w tautologie, powtarzanie tych samych opinii w setkach blogów, które bliskie jest... systemom totalitarnym - wymieniali wady więcej...
Opinie
Musisz być zalogowany by móc komentować.
agatrzes2016-03-01 17:33:29
avatar
Brzmi ciekawie
odpowiedz
dayna152016-03-01 17:33:29
avatar
Z przyjemnością przeczytałam :)
odpowiedz
emilly262016-03-01 17:33:29
avatar
Nie czytałam książki, ale wywiad podoba mi się.
odpowiedz
martucha1802016-03-01 17:33:29
avatar
Wychorować swoje grzechy - ciekawe sformułowanie. A nie lepiej byłoby - odchorować?
odpowiedz
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
REKLAMA
linia_1_reklama linia_2_reklama linia_3_reklama
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów